Idę…

Idę…idę, ku słońcu jak kowboj, jak Syzyf pcham swój głaz…yyy wózek. Korzystam z chwili wytchnienia gdy Smok śpi. Poczytam, pomyślę, po… hymmm po-nic-niezrobię… O! Pocieszę się i ponabieram nowych sił :)

Wciągam aromat zgniłych liści i jaram się tym, że cicho i fajnie i tyle tej kolorowej zgnilizny wokół. I wiewiórka lub wiewiór!!! Łał!!
Przede mną wyrasta postać pchająca swój kamień. Na jej niewyspanej twarzy wyrzyna się twarzozmian, grymas lekkiego uśmiechu „mówiący”: „Damy radę”. Oduśmiechuję się tez lekko: „Pewnie, że damy!”

Potem pojawia się kolejna persona. Jakże inna ode mnie i od tej niedawno mijanej. Też pcha wózek ale wygląda inaczej. Jest taka hymmm wyspana, umalowana trochę, włosy jak ułożone, jakby od fryzjera niedawno wróciła, czy co… Paznokcie długie, modno-czerwone. Mija mnie z uśmiechem na twarzy, ale tym razem nie do mnie tylko do komiórki. Na bank ten wózek to nie jej. To pewnie opiekunka. Pewnie pisze smsa do chłopaka i będzie kolacja romantiko, będzie miała chęć by pogadać, pośmiać się, powygłupiać, potem bongo-bongo i nawet jak nocy w pełni nie prześpi to będzie zadowolona.

No i co? I pstro! Opiekunek nie powinni wpuszczać do parku tylko zombie z dzieciakami albo stare babki na ploty. Byłoby mi lepiej. O!
…chyba muszę iść do fryzjera… hymmm…

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.