Gumki

Te gumki chińskie z moich szkolnych czasów były taaakie ładne. Posiadanie niektórych z nich wydawało się wręcz ekskluzywne.

Jeśli miały fajny kształt, pachniały owocowo lub cukierkowo… to było COŚ. Nieważne czy ścierały, czy raczej rozmazywały i brudziły. Nieważne. Chodziło o ich kształt, kolor i słodki aromat i o to aby ich jak najwięcej wypełniało piórnik.

Przegródki w piórniku były pokojami w których umieszczało się owe gumki. Ponadto moim ogromnym marzeniem był Plastuś. Pamięta ktoś tę bajkę? Postaram się kupić taką Maniuniemu, bo uważam, że była cudna i bardzo magiczna. Pięknie wciągała w świat niby-niby, a wyobraźnia z radości skakała koziołki! Echh… o czym to ja? hymmm Plastuś, tak Plastuś. Ulepiłam swojego. Miałam zdolności plastyczne więc mimo gównianego wieku ładnie go odtworzyłam. Był taki jak w książce i w filmie! …albo może wtedy tak mi się tylko wydawało? Hymmm…

Plastuś był mój i mieszkał w moim piórniku… krótko, bo okazało się, że wieczko piórnika go spłaszcza, a to oko się rozmazuje, a to ręka lub noga odpada… Falsyfikat.

Fajne były też ołówki… chińskie :) Te z gumką i kolorowymi wzorkami. Gumki były różowe i schrzaniały najładniejsze zeszyty. Ich użycie groziło albo zapaskudzeniem zeszytu albo przetarciem kartki.

No i oczywiście ekierki, linijki i kątomierze… najlepiej trójwymiarowe. Miałam takie bo były modne, ale niecierpiałam ich dotykać bo ich chropowata powierzchnia przyprawiała mnie o gęsią skórkę brrrrr.

Karteczki, notesiki, pamiętniki, kalendarzyki… małe, średnie, duże… i dużo ich, dddduuuużooo! tyle tego przeszło przez moje ręce :)

Ta fascynacja tzw. przyborami papierniczymi i biurowymi, trwa do dziś. Uwielbiam przechadzać się pomiędzy regałami w empiku i oglądać (i przyznaje, że kupować) cienkopisy, długopisy, zakreślacze, notesy, kalendarze, zeszyty… uwielbiam, uwielbiam.

Z celebracją wręcz co roku wybieram nowy kalendarzyk. Jest ich zawsze tyle, że trudno mi się zdecydować. Badam ich wygląd, format, kształt i analizuję do czego w tym roku mi się jaki przyda, czy będę potrzebowała małego takiego, żeby wrzucić tylko do torby i zapisać w nim tylko hasłami, czy może przyda się większy bo mogłabym w nim pisać co mam np. klientom napisać i dodatkowo zamieszczać w nim wszelkie terminy i ważne ważności. Czy okładka ma być klasyczna, jednokolorowa, czy może zaszaleć z jakimś wzrokiem, nadrukiem… czy powinien być „cichy” i nie rzucać się oczy, czy może wprost przeciwnie, powinien być „krzykliwy” żeby łatwo go odszukać.

Hymmm niedługo znów wybiorę się do księgarni w poszukiwaniu tego jedynego i idealnego kalendarzyka na rok 2013, a jak go już znajdę to w spokojny wieczór gdy Smoczek zaśnie, zasiądę na kanapie i wypełnię go wpisami z ważnymi datami. Luuuuubię tooo!

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.