Monter

Przyjechał pan monter podłączyć internet. Pogmerał w gniazdku, a potem zapytał o ruter. Niestety kurier nie zdążył dojechać:
- to Pani sobie już sama podłączy.
??? yyyy że co?
- jeśli będzie instrukcja jak to zrobić krok po kroku to tak,
- no raczej nie będzie,
- to raczej nie podłączę,
- a mąż?
- nie będzie Go ze 2 tygodnie – wypaliłam zanim pomyślałam i poczułam jak nos mi rośnie jak u Pinokia.
- a Pan nie może jeszcze raz przyjechać?
Okazało się, że może… Nie lubię jak ktoś próbuje wymigać się od roboty. Nie ładnie, oj nie ładnie tak.

Dzwonię do Małża, żeby powiedzieć, że mammy PRAWIE internet. Zadowolony nie był i faflunił mi się do słuchawki, że trzeba to załatwić i że musi facet przyjechać i basta i tysiące bla bla bla. W związku z tym, że nie chciałam wyjść na pierdołę zadzwoniłam na infolinię i umówiłam faceta na następny dzień na 9 rano. A co, niech dyma!

Jeszcze tego samego wieczoru mówię Małżowi, że jutro rano musi się schować bo przyjedzie Pan Monter, a ściemniłam, że Go długo nie będzie. Małż, że przecież o 8:30 przychodzi facet od pieca i że On musi przy tym być. Kurdeeeeeeeeeee… Wyda się i zostanę beznadziejną ściemniarą… uch kłamstwo ma krótkie nogi w pizduuuuuuu…
W okolicach godziny 22 Małż… podłączył ruter. Myślę, no to super odwołam rano montera i luzik.

Dzwonię rano znów na infolinię, a kobita mówi, że monter MUSI i tak przyjechać, żeby sprawdzić połączenie i coś tam jakieś numery gdzieś podać, żeby to aktywować… No dooopa.
Rano na szczęście zadzwonił kolo od pieca, że samochód mu padł i przyjedzie w następnym tygodniu. Ucieszyłam się i nakazałam Małżowi podczas wizyty montera siedzieć cicho w pokoju. Przecież zajmie mu to tylko chwilkę…

I monter przyjechał… przyjeżdżał i odjeżdżał co 10-15 minut z 4 razy… trwało to łącznie z godzinę… Małż tkwił w pokoju i czytał książkę… ja gotowałam kaszę, robiłam obiad dla Małego, piekłam mięso w piekarniku, a to zmieniałam pieluchę, a to zabawiałam Sprężynę, pozmiatałam…

Monter wyszedł, Małż zaczął zbierać się do pracy…
Los jest CHOLERNIE ZŁOŚLIWY bo miałam chłopa w domu i zamiast Go wykorzystać, żeby np. zajął się dzieckiem, albo pomógł coś ogarnąć w domu… to leżał i czytał… i to sama Go o to poprosiłam o ja duurna… Następnym razem 3 razy się zastanowię nim walnę głupotę!

A poniżej Małż z pudełkiem od rutera.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.