Specjalista ds spieprzania

Wczoraj pokłóciłam się z Małżem. On chciał dobrze, a ja nie umiem tego docenić. Zjebannałam.
Kupił mi sukienkę na sylwestra. Marzyłyście pewnie o tym, prawda? Kuźwa… a ja nie. Ja nie marzę o sukienkach. Mogą dla mnie istnieć jedynie od wielkiego dzwonu, czyli wtedy gdy idziemy na wesele.
Wybrał ładną. Przed kolanko, z krótkim rękawkiem. Rozkloszowaną na dole. Chciał mi kupić jeszcze buciki na obcasiku.
I wczoraj gdy mi o tym powiedział miałam ochotę się popłakać, wyć, ryczeć i tupać jak wtedy gdy miałam kilka lat, a Rodzicielka wymuszała na mnie żebym założyła sukieneczkę albo chociaż spódniczkę i lakierki. Nigdy jej się to nie udało. Wyłam jak ranne zwierzę, jakbym wsadziła palec do kontaktu, jak by ktoś kazał mi na trzeźwo zaśpiewać „Majteczki w kropeczki” albo jakąkolwiek piosenkę Ich Troje!
Był zawiedziony. Chce iść w garniturze, a w koszulę wpakować spinki. Do tego image pasowałaby idealnie laseczka w sukience i na szpilkach. Obrazek jak z magazynu. Tyle, że ja się na nim nie widzę.
Mówi, że:
- wszystkie dziewczyny będą w sukienkach.
Tylko co mnie to obchodzi? Teksty typu „gdy wstępujesz między wrony, musisz krakać jak i one”, uważam za beznadziejne okropieństwo. Nie uznaję czegoś takiego.
Na sylwestra wybieram się w spodniach i w tunice bo nie idziemy na bal tylko do domu znajomych. Może z wyrzutami sumienia i z takim poczuciem, że nie jestem taka żoną jaką by chciał mieć, ale będę sobą. W spodniach i na płaskim.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.