Start…

rzez ostatnie dni owiewał mnie z każdej strony silny, porywisty wiatr. Szarpał za włosy, za rzęsy, zaglądał w oczy. Przeleciał mnie, rzec można, z milion razy. Przede mną tuż obok zawsze był mój maleńki pierworodny i pomimo, że ledwo co nas dzieliło to przy nim zawsze było słońce, zielona trawa, motyle i ważki z mieniącymi się skrzydełkami. Jak kiedyś na Mazurach – myślałam. Po jednej stronie jeziora szaro i zawierucha z małym tornadem rwącym w strzępy namioty, a po drugiej słońce i leżanko, i opalanko.

Echhh… życie… Dziś było tak samo…

Co krok, dosłownie co krok, potykałam się o brak kasy, kłótnię z mężem, o myśli o dawno nie widzianej fryzjerce, o tęsknotę za słońcem i ciepłem, o brak towarzystwa, o zadumanie, czy może bliżej miasta nie byłoby lepiej?

Poszłam do łazienki zmyć zaspaną bezsilność. Szorowałam się dopóki skóra nie przypominała pomarszczonego pergaminu. Zdjęłam z wieszaka ciuch tak bardzo sprany, że nie chciałby go już nikt inny dla siebie, nawet gdyby w ciucholandzie wśród innych używanych, przecenionych leżał. Na metce, przy szyi, tam gdzie nieraz niewidzialny kat kładzie mi siekierę, widnieje napis: „Rusz głową!”

Założyłam i stosuję się do tego co przeczytałam, co czytam często. Ruszam głową, planuję, staram się, ogarniam, dałam krok do salonu. Pierwszy krok za mną uffff… Podwinęłam rękawy, nalazłam kubek kawy i popijając łyk, łyk, zabrałam się do pracy.
Wywaliłam z regałowych półek gazety, rozpłaszczyłam twarz na szybie szukając wiosny. Uczesałam włosy. Ugotowałam, naleśnika w mikrofali odgrzałam, zjadłam, oblizałam usta i palce. Uporządkowałam szafki, szufladki, skasowałam na komputerze to co mnie uwierało i otworzyłam, zrodziłam coś nowego, o tu. I to jeszcze nie koniec…

Gula na fejsie

8 Komentarze

  1. Początki są dobre, z początków składa się nasze życie i zawsze kiedy poczujemy na twarzy powiew nowości czujemy się lepiej i bardzo mnie cieszy, że również i Pani kolejny początek zalicza, w którym i ja mogę uczestniczyć.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.