Lekcja na której odbył się sprawdzian na który dotarło niewiele osób…

 

- Czas weryfikuje znajomych – powiedziała kilka lat temu znajoma. Prawda to. I czas i ciąża i dziecko… wszystko to sprawia, że ludzie wokół topnieją jak śnieg za oknem.

Mam wrażenie, że nie zmieniłam się aż tak bardzo poprzez zmiany, które nastąpiły w moim życiu. Nadal lubię to samo, nadal wyglądam podobnie tylko ludzie wokoło poznikali. Pyk. Jak bańki mydlane. Pyk, pyk…

Jeszcze jakieś dwa lata temu było inaczej. Przed ciążą. Biegałam, szalałam, jeździłam na motocyklu, spacerowałam do dna dnia po Polach Mokotowskich, wracałam do domu ostatnim autobusem. Zawsze, wszędzie pełno mnie i koleżanek. Dużo śmiechu, planów co zrobimy, gdzie pojedziemy, co zobaczymy pijąc przy tym zimne piwo.

Teraz nagle nie ma czasu, nie ma to tamto. Nie pogadamy bo od dwóch lat w domu „siedzę” i nie w temacie pewnie jestem. Butów na obcasie nie noszę do kompletu biurowego wypatrzonego w Zarze, bo ja tylko na bazarze, czy w sklepie jakimkolwiek oby tanio i szybko, póki dziecko kochane, moje pierworodne się nie drze. Nie chodzę po chodniku szybkim krokiem z kubkiem pełnym aromatycznej kofeiny ze Starbucks Cofe Company, ani nie mam okularów na pół czoła i pół polika. Nie wiem o co chodzi i biega w siłowniach i na zumbie w której koniecznie odzianym w Reeboka być trzeba.

Jak dzwonią to w przelocie, żeby uciszyć swoje wyrzuty sumienia, że tak dawno się nie odzywały i głupio im trochę, więc wymyślają, że szybko wykręcą, powiedzą dwa słowa co u nich, zdaniem jednym zapytają co u mnie, a potem:

- Przepraszam, muszę kończyć bo ktoś z pracy się do mnie dobija.

- Słuchaj, zadzwonię wieczorem, bo zaraz mam zebranie na skype.

… i biegną dalej za różowym królikiem, do krainy Nigdy Nie Mam Czasu, są takie zajęte, takie zalatane i przez wszystkich rozrywane.

Więcej znajomych miałam prowadząc bloga, w necie, wirtualnie. Potem go skasowałam bo 4 osoby z tzw. reala, którym o blogu powiedziałam, gdy od czasu do czasu ze mną rozmawiały przez telefon mówiły:

- a Ciebie czytam na bieżąco, kooochaaana…

Więc skoro czytały, to nie było po co się widzieć, kontaktować. Skasowałam, może szybciej sobie przypomną, albo zapomną. Jestem tu na nowo, zupełnie anonimowo. To co było już nieważne aż tak bardzo. Odkąd przybyła do mnie koleżanka po długim, długim niewidzeniu, odkąd na noc została, żeby ze mną niby jak najwięcej czasu spędzić i rano po śniadaniu powiedziałam, że cieszę się, że przyjechała, a Ona odparła:

- a proszę bardzo – jakby to tylko dla mnie robiła. Jakbym ja dla niej trochę mniej znaczyła niż ten wyrzut sumienia.

Czy żałuję? Nie, nie bardzo. To dobra lekcja na której odbył się sprawdzian na który dotarło niewiele osób.

Wiosna za oknem nareszcie, na spacery się ludzie spieszcie.

Gula na fejsie

 

9 Komentarze

  1. To prawda. A i ja daję się niekiedy zapędzić do Krainy Nigdy Nie Mam Czasu, ale co jak co o znajomych pamiętać trzeba. Bo wiem jak to jest być zapomnianą, matką młodą z Pierworodnym na plecach i garnkiem makaronu na ogniu postawionym. A na zumbę… na zumbę to ja się ubieram wygodnie.:) Na dresy reeboka mnie nie stać. Na zarę też:) Bo to nie o to chodzi, nie o metkę. ale o samopoczucie i złoty środek. Umiar. Człowieczeństwo.

  2. Kurcze blade niedopieczone, wygląda na to że wszędzie dobrze gdzie nas nie ma, bo ja zostałam odsunięta od towarzystwa jako jedyna niedzieciata… I tak, sama się wpędziłam w nie-mam-na-nic-czasu, żeby ta cholerna samotność nie bolała, żeby nie mieć ani chwili na myślenie o tym, że nikogo przy mnie nie ma. Nawet może lepiej że nikogo nie ma, nie umiem już patrzeć bez chorej zazdrości na czyjeś szczęście…
    Umiar. Człowieczeństwo. Tak jakby niemodne?

    • Ja z kolei nie pamiętam kiedy widziałam się ze znajomymi bez dzieci. Częściej smsuje do mnie Plus i Ikea niż „super” kumpele.

  3. ja ostatnio doszłam do starsznego wniosku, że w zasadzie telefonu moglabym nie mieć – plus, makro i zastrzeżone z ofertami banku czy ubezpieczyciela. mam, bo służbowy, bo mogą zadzwonić z przedszkola i ma dobry aparat fot.
    ale ogólnie porażka.

  4. Mi się cały czas, cokolwiek by się nie działo, wydaje że wypadłam z gry, że wszyscy gdzieś pędzą dalej, a ja zostaję gdzieś w tyle.
    Rok temu chciałam przyłączyć się do tego biegu, być jedną z tych, co miasto przemierzają „szybkim krokiem z kubkiem pełnym aromatycznej kofeiny ze Starbucks Cofe Company”, jak to zgrabnie ujęłaś. Torba na łokciu, szpile na nogach… oj, bardzo szybko mi przeszło.

    A, i nigdy bym nie chciała, aby mojego bloga czytał ktoś, kogo znam osobiście. Nie tego, którego piszę teraz. Jakby ktoś grzebał w mojej szufladzie z bielizną, a przy spotkaniu ostentacyjnie patrzył na dupę.

  5. Znam to uczucie! Tylko … kurcze, chyba z tej drugiej strony. To ja zawsze gdzieś lecę i od 2 miesięcy wybieram się do przyjaciółki, która właśnie urodziła drugie dziecko. Wiem, że praca to słabe wytłumaczenie, ale uwierz mi, to żadna ściema. Bardzo chciałabym mieć jeden dzień w którym nadrobiłabym wszystkie zaległości znajomościowe! W końcu zawsze szybciej wyjdzie na browara wyskoczyć po pracy, niż z wizytą w gości się wybrać … cholera, ale mi dałaś do myślenia!

    • Mam kumpele, a raczej chyba miałam z którymi może wódki i piwa wypiłam w różnych miejscach Polski i myślałam, że nic nas nie złamie… ale nie widziałam ich od ponad roku. Po porodzie obdzwoniłam, zaprosiłam ale czasu nie miały. Po kilku miesiącach poczta pantoflową dowiedziałam się, że im głupio i mają problem, żeby się przełamać, żeby do mnie zadzwonić bo wiedzą, że przegięły. I znajomość się zesrała… ot tak… z głupiego powodu…

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.