Amerykański serial

 

Siedzę sobie i dumam, i myślę, proszę ja Ciebie jak to by było gdybym pewnego dnia obudziła się jak tamta kobieta po drugiej stronie ekranu w migającym, kolorowym pudełku. Jak to by było gdybym rano wstała w jakimś odcinku amerykańskiego serialu?

Wiesz… interesuje mnie dziś trochę, mnie tą w szarych spodniach dresowych i bluzie czarnej w kwiatki, krzywo uczesaną z cieniami pod oczami niewyretuszowanymi, czy gdybym wstała jak ona, to żyłoby mi się lepiej, radośniej, znośniej?

Bo rozumiesz.. otwierasz oko na sufit, na twój świat, ziewasz półśpiąco, ustami co w ciągu dnia pokażą uśmiech marki Colgate, zakrywasz je, wypielęgnowaną dłonią sprzątającą zawsze w 100% cotton rękawiczkach, z pazurkami pomalowanymi najmodniejszym czerwonym kolorze, z makijażem na twarzy, z fryzurą wprost od rąk fryzjera wyrwaną. Potem nawet nie sikasz, nie czochrasz gniazda na głowie, ani nie wydłubujesz palcem śpiocha z kącika oka, nie… po wstaniu z łóżka, robisz kilka kroków, a za progiem pokoju już jesteś stylowo ubrana. Od razu w butach, koniecznie na obcasie.

Już jesteś higieniczna, estetyczna, elegansio-amerykansio zajadasz płatki z mlekiem, które nie kapie Ci na stół i na brodę też nie. Czytasz gazetę, którą przyniósł ci w pysku beżowy ucieszony labrador.

Potem witasz się z mężem, który wstał niezauważalnie i nie beknął, nie drapał się nieświadomie po jajkach i również jak ty wygląda nienagannie, a dziecko samo się… ubiera, czesze, nie ma zasuszonych kóz w nosie, ani zaschniętej śliny na dolej wardze. Pijesz kawę i spoglądasz na swą rodzinę szczęśliwą, w odcienie brązu, beżu i błękitu ubraną. Wzdychasz szczęśliwa…

Mąż do pracy, buzi buzi, dziecko samo się bawi, grzeczne takie, uśmiechnięte, rzuca grzechotką w psa żeby aportował, żeby potrząsał nią i grzechotało grzechu, grzech… ty w tym czasie szykujesz pieczeń. Prezentujesz się w tych bucikach na obcasikach, w kuchni w gustownym stylu urządzonej, całkiem smacznie wyglądającej i w oczach innych czystością świecącej. Fartuszek w kwiatuszek, indyk będzie, faszerowany w brzuchu, w którym kiedyś były jego wnętrzności, nowymi, lepszymi, przyprawionymi wkładanymi przez… otwór w miejscu gdzie kiedyś była jegooo…

…eee pociągasz nosem bo coś śmierdzi… zaraz co to?

Aaaaa… na podłodze jestem, wśród kloców… a dziecko właśnie się zesrało i muszę zmienić pieluchę… No to… przerwa na reklamy.

… a kawa znów będzie zimna.

Gula na fejsie

 

7 Komentarze

  1. „American beauty” to sobie można w de wsadzić. Pokazane w filmie pod tym tytułem i nie tylko.
    Przerażające jest to, że wciąż się gupie ludzie na to nabierają.
    To ja już wolę tę naszą swojską przerwę na reklamy.
    To jest życie.

  2. A mnie w tych amerykańskich serialach najbardziej irytuje to, że oni ZAWSZE mają czas na śniadanie, przygotowane bez pośpiechu, jedzone wspólnie, popijane kawą, jak ktoś szybko przebiegnie, chwytając kromkę to tylko by podkreślić, że cała reszta ma nieograniczoną ilość czasu na konsumpcję, rozmowy, no i ZAWSZE podczas tego śniadania świeci słońce, obojętnie czy to młodzi lekarze idący na dyżur o 5 rano, czy pani domu śpiąca do południa – za oknem zawsze słoneczny, rześki poranek.

  3. Nie ma nic smutniejszego niż ideały. Ideały niszczą, nudzą i sieją obrzydzenie! A jeśli nawet ktoś udaje, że takie cudowne życie prowadzi, to prędzej czy później wsadzi sobie kulkę w łeb. W przenośni lub dosłownie!

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.