Fryzjerka, storczyki, odsmażony kotlet, Ukrainka i piaskownica

Chciałabym, ale to bardzo chciałabym codziennie rano, tak nie za wcześnie i nie za późno, tuż po pierwszej kawie i gryzie kanapki chodzić do fryzjera. Rozsiąść się w fotelu wygodnym i pogadać z Panią Fryzjerką o wiośnie i o storczykach.

Wczoraj tak było. Odchwaszczona zostałam, przydługie pędy pościnane, a to co zostało, poukładane i naprostowane. Cudownie mnie to naprawiło. Dało siłę i krok pewniejszy, nawet w lustrze odbicie, się do mnie uśmiechało. Dziś z kolei było inaczej, bo próbowałam zrobić z fryzurą, niby banalnie prostą to samo co wczoraj Pani Fryzjerka, lecz okazało się, że odsmażony, wczorajszy kotlet to już nie to samo.

Nie umiem prawidłowo się uczesać, szczotki trzymać i suszyć pod odpowiednimi kontami. Może gdyby więcej czasu było i dziecko w drzwi łazienki mi nie waliło, może gdyby mąż wstał wcześniej lub gdyby był bardziej rozgarnięty i ogarnięty?

On absolutnie nie mógłby być matką, on do rodzenia i do wychowywania codziennego, całodobowego się nie nadaje. Nie umie zaplanować, ani zawczasu nic przygotować. On wszystko na ostatnią chwilę, wcześniej nie ma co się śpieszyć. On tylko swoje „wyluzuj kochanie” umie powiedzieć, a potem nagle zrywa się jak ptak do lotu, biega, szybko je, pije, pakuje się na kosza, cmok cmok, papa, do wieczora.

Ale dziś zanim to wszystko tak szybko chciał schować pod dywanik na środku salonu, gdy już już miał buty zakładać, usłyszał pytanie takie z mych ust:
- A ta Ukrainka co ma u nas sprzątać to będzie dziś?
- Co?
- No ta Ukrainka co ma sprzątać? Mówiłeś o niej w samochodzie, gdy z ciotką Anką-Hanką jechaliśmy.

Bo tak ględził pitu pitu, że mamy na razie tylko trzy pokoje, ale, że za kilka lat będzie więcej. Na to ja odparłam:
- O ho! A kto to będzie sprzątał?
I wtedy z tą pomocą domową, z Panią Ukrainką wyjechał, co ja jej do domu nie mam zamiaru wpuścić, ani żadnej innej baby, bo to je moje królestwo. Ale widząc pozostawiony przez Niego pierdolnik po śniadaniu, zaczęłam mięknąć i zmieniać zdanie, stąd właśnie to moje pytanie.

Cofnęło go i ogarnął po sobie teren. Co prawda bardzo małe koło zatoczył bo ominął kuchenkę na której stała patelnia, przykrywka i drewniana łyżka po jajecznicy, ale niech mu będzie. Chciał trochę swą opinię podbudować i pochwalił się:
- A widziałaś, że wyczyściłem zmywarkę?
- Jak to? Brudna była?
- No wyciągnąłem z tej dziury na dole wszystkie świństwa i soli do czyszczenia nasypałem – klata mu się nadyma, tak go to rozpiera.
- A widziałeś, że naprawiłam wszystkie progi?
- Jakie progi?
- Te które od ponad tygodnia leżały na podłodze koło kibelka i w naszej sypialni w dwóch miejscach?
- No nie
- Ja Twojego czyszczenia też nie zauważyłam.
Ha! I nie udało mu się ale przynajmniej wesoło było.

A poza mężowo z innym tematem wskoczę: sezon na piaskownicę został otwarty, co mnie i cieszy i z lekka przytłacza. Cieszy bo dziecko kochane grzebie w piachu, a ja siedzę i od czasu do czasu pozwalam sobie zamknąć oczy i twarz napromieniować. Przytłacza natomiast to: ooo jaką piękną pogodę mamy wreszcie, prawda? A ile synek ma? Aaaa to niedługo będą się razem bawić. I tak wczoraj trzy razy… nie ma opcji, żeby pogadać o tym jakiej muzy ostatnio słuchałaś, jaką książkę czytałaś, a może jakiś film ekscytujący? Nie ma tak, nie. Matki są monotematyczne i takie nie do pogadania, przez co mam kolejny powód do narzekania.

Gula na fejsie

2 Komentarze

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.