Dzień dobry. Nazywam się Martwię Się. Zajmuję się myśleniem oblepionym lękiem, przesiąkniętym stęchłym moczem z paniki. Bo ciągle martwię się, czy psy i koty na całym świecie mają co pić i co jeść, czy każde dziecko słyszy, że ktoś je kocha, czy ryby pływają w czystej wodzie i czy zdążę do jutra ze wszystkim, i czy na koncie w końcu pojawią się pieniądze?

Wiosna miała przyjść radosna. Pomogłam jej wyleźć na mym balkonie. Doniczki takie ładne z wzorkiem, te droższe niż tańsze i ziemię za 1,50 zł z logo Oszą kupiłam, i stokrotki i niezapominajki. Tak się cieszyłam, że jestem taka radosna, energetyczna sama z siebie, taka pozytywna na serio, naprawdę, na chwilę…

W kwiatkach jakieś robale siedzą. Łodygi delikatnych, cholernych stokrotek oblazły zielone muszki. Kot zachorował. Ja się oparzyłam, a siedząc w piaskownicy zauważyłam, że spod skarpetki „stopki” wygląda mi kostka. Wybałusza się, łypie żabim okiem. I gdy się tak obserwowałyśmy doszłam do wniosku, że za sucha jest i że wymaga nawilżenia. Nawilżyć się! Trzeba się nawilżyć, namoczyć, zabalsamować, zmumifikować… w słój z formaliną wejść! I te włosy nieułożone, rozwiane kilka kosmyków w lewo i kilka w prawo. Za mało, za krótko, nieodpowiednio, przez co gorzej mi niż lepiej. I ta dziewczyna z dzieckiem z góry, z tym jednym za rękę, a w drugim pod skórą, pod cyckami. Ona chce kumpelstwa, puka i pyta jak moje koleżanki z dzieciństwa, czy na dwór wyjdę. Mały śpi, na szczęście, bo ja w tej dziupli sama mówię tylko do siebie szeptem i nie przyzwyczajona tak za często omawiać sprawy dziecka jej, swojego i innych z osiedla i pogody i tego co w faktach, tak na głos.

Na głos za to powiedziałam co innego. Okazałam się też mistrzem słowa i logiki, bo panu na oko z gimnazjum, który zajął całą szerokość chodnika swym samochodem, przez co wózkiem po trawniku musiałam łuk zrobić, rzekłam:

- na dupie trzeba było sobie zaparkować.

Nie jestem w stanie dokonać analizy tejże wypowiedzi, jak uczyła mnie szanowana polonistka Zofija. Wyjaśnię tylko, że często tak mam, iż w okolicy gardła staje mi słowo, lub ich kilka i wypluwam je z siebie, mimo, że gdzieś tam daleko, tuż pod włosami, bije na alarm mój osobisty krzywy, garbaty i brzydki ludzik strzegący myśli, mój dzwonnik z Mózgodałn:

- Zaciśnij usta i przełknij gulę! Nie mów! Zamknij się!

Ale zazwyczaj jest za późno. Wiesz, że powiesz coś głupiego, coś durnego, ale nie możesz tego powstrzymać… i idzie… i leci z ust… i taka skuchaaa.

Gula na fejsie

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.