Otoczona, ogrodzona

Wszyscy wszędzie w koło i naokoło. Po prawo: dzień dobry panie/pani na balkonie, po lewo też głowa na głowie i przede mną.

- Dzień dobry! Ale ładna dziś pogoda, aż w domu siedzieć szkoda.

- Dobrze, że są balkony bo w piaskownicy o tej porze może być ktoś od tego słońca poparzony.

- Ma pani rację i dobrze, że mamy parasole inaczej byśmy się ugotowali jak kura w rosole!

W mym salonie w oknach też siedzą ludzie i do kuchni ktoś zagląda, niby kwiatków dogląda, niby na synka dłubiącego w doniczkach spogląda.

Jestem otoczona, oczami oblepiona i znów kiepsko uczesana i ta spinka niemodna w lewym włosie, żeby kosmyki nie siedziały mi na polikach i w nosie. W głowie myśl się kołacze, że powinnam zejść niżej, tak na czworaka co najwyżej, albo pełzać po podłodze jak glista na drodze. Być tak nisko, żeby się przed głowami, rękami i tułowiami schować i czuć się jak u siebie w swoim pudełku, by nie wzdrygać się przed każdym wzrokiem mówiąc OJEJKU!

Wychodzę na dwór z Dzieckiem Kochanym i chcę iść przed siebie, ale tak się nie da bo wszędzie ogrodzenie, wszędzie siatka, czuje się otoczona drutem jak uciekająca z wariatkowa psychopatka co na awersję do ludzi zachorowała i czuje się taka tycia, taka mała i skomle, a mówić przestała.

Siadam w piaskownicy drewnem obitej i w piachu się kąpie, gdy nagle z powietrza wychodzi siwa pomarszczona kobieta, co myśli sobie, że takie wyjście do ludzi to jej jedyna podnieta:

- Jaki on cudny!

- Tak fajny taki i pogoda niezwykła ale skóra jeszcze do niej nie przywykła.

- Ja tu mieszkam, o tu – i palcem blok pokazuje – i idę do córki tuż obok, o tam ale muszę przejść tędy i owędy, dojść do drogi o tędy i taki kawał żwirówką, który wolałabym pokonać ciężarówką, ale na pieszo iść trzeba bo nikt mnie nie podwiezie za kawałek chleba. Kiedyś to tak nie grodzili, nie byliśmy drutem otoczeni, a teraz na tym kawałku trawy jesteśmy wszyscy stłoczeni. Idę tak blisko, ale muszę pokonać kawał drogi, żeby obejść i wejść na nowe osiedle, również strzeżone i drutem otoczone.

Gula na fejsie

12 Komentarze

  1. Ale tak całkiem w głuszy, bez ludzi na co dzień też niedobrze.
    Bardzo ciekawie napisany tekst, przez te rymy podśpiewywałam go sobie w myślach ^^’

  2. Prawdę piszesz , ja sama pamiętam podwórza „przelotowe” , zero płotów, płotków siatek, a teraz każdy się odgradza :( jakoś tak obco wszędzie .

  3. Ostatnio rozmawiałam z dziewczynami młodszymi ode mnie o 8 lat i dopiero wtedy zobaczyłam, jak te zmiany nastąpiły szybko. Ja biegałam z innymi dziećmi po całym osiedlu. Wracałam do domu na obiad i kolację. One, urodzone w latach 90 bawiły się już pod czujną opieką kogoś na ławeczce. Teraz z okna widzę „mój” plac pełen tabliczek z zakazami i inny plan otoczony siatką. Ławek dla rodziców jest więcej niż sprzętów do dla dzieci. Ludzie sami sobie nakręcają spiralę paranoi.
    Mój plac zabaw zarósł trawą. :( Czuję się coraz bardziej staro, a chyba jeszcze nie powinnam.

  4. Mieszkam na wsi, dziecka „na widoku” w niej nie uświadczysz – wszystkie siedzą w domach, ewentualnie na własnym ogrodzonym płotem rodem z Alcatraz podwórku. Nawet młodzież pod sklepem nie stoi. Świat się kończy…

  5. Więcej ludzi, więcej samochodów, więcej dziwnych typów się szwendających, więcej pedofilii, więcej bezpańskich psów, więcej nadpobudliwej młodzieży, więcej hałasu, więcej wszystkiego co złe. Więcej. Paradoksalnie w ostatnim bloku reklamowym, jaki widziałam, w 3/4 reklam hasłem przewodnim było: więcej. Wszystkiego jest jest chyba za dużo, bo wszyscy się pochowali w swoich domach, wszystko ogrodzili, powsadzali kamery do każdego klombu. Jeszcze trochę a na prawdę spełni się orwellowska wizja świata.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.