Wpuść mnie…

 

Wczoraj Mąż zmył stertę naczyń! Ogromną kupichę garów, talerzyków, kubeczków i sztućców! Sam. Dobrowolnie z pozycji poziomej, przeinaczył się w postać stojącą do zlewu idącą. Żadna nadprzyrodzona siła nim nie sterowała. Ja też go nie prosiłam, nie groziłam, nie szantażowałam, ani na litość nie brałam… po prostu przeczytał poprzedniego posta o królowej i królu.

- Oj chyba chciałabyś teraz dziękczynnego i bardzo pozytywnego posta na swój temat – wyniuniałam do Mężusia.

- No a jak! – odniuniał zadziornie.

Żeby dodatkowo zyskał w oczach ewentualnego czytacza, dodam, że gdy pozmiatałam podłogę, przyniósł mi szufelkę i zazmiotkował na nią to co uzbierałam. Serio, serio!

Ponadto zrobił kolacjo-obiad i podstawił mi pod sam nos.

W związku z powyższymi zasługami nie będę się za bardzo rozpisywać się na temat maselniczki, która pomimo, że masło się w niej skończyło dzięki niemu stała w lodówce. I, że gdy została umyta i nadal była pusta to znów ją tam wpakował… chyba chłodził w niej powietrze.

Poza tym Mąż wczoraj wysłał mi dwa fajne smsy. Dwa takie same, po jednym na każdy WYCISZONY telefon o tresci „WPUŚĆ MNIE”. Oprócz smsów było też kilka nieodebranych połączeń. Okazało się, że zabrałam mu klucze do mieszkania i bidny stał wieczorem na klatce ok. 15 minut. Najpierw pukał, potem dudnił w drzwi. A ja po prostu usypiając Dziecko Kochane przycięłam z nim komara. Jak zobaczyłam te smsy to poczułam się królową, taką dowodzącą i mająca władzę… ha!

…chociaż przez chwilę :)

Gula na fejsie

 

8 Komentarze

  1. Z tą maselniczką to jest taki odruch bezwarunkowy, tak jak wkładanie pustych butelek po mleku / wodzie / coli do lodówki. I pustych słoiczków po dżemie. i opakowań po keczapie.
    Kurde, mój chłop na dwa tygodnie został sam w domu, jak wrócę pewnie spędzę 2 dni na odgruzowywaniu lodówki…
    (tu ma miejsce załamanie się i pójście do barku rodziców po drinka)

    Nie ma to jak pisaniem nakłonić chłopa do przejęcia odrobiny inicjatywy, gratulacje! :)

    Ej, chłopie Guli! Brawo za inicjatywę! ;-)

    • chyba co drugi dzień powinnam coś na Niego smarować, żeby się… mobilizował :)
      Możliwości sięgnięcia do bareczka po drineczka u rodziców zazdraszaczam. Nie ma to jak strzelić coś dobrego i mocnego i na dodatek nie swojego >;0)

  2. Mojemu też się zdarzają przebłyski, ale zwykle pod presją kurwików w moich oczach. A jakby mi się zdarzyło zawrzeć drzwi, że biedak stałby chociażby 5 minut… król strudzony po bojach i jeszcze na wycieraczce ma stać bo niewdzięczna raczyła się zamknąć. Broń mnie Panie przed spojrzeniem bazyliszka i strofowaniem falsetem! ;p

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.