Jest super

Bardzo kocham swoje Dziecko Kochane, zdarza mi się jednak czasami jęknąć i stęknąć, że w wieku 15 miesięcy zaczął mu się bunt 2-latka, że rzuca się nagle na podłogę, że wrzasnąć nagle potrafi ot tak:

- łaaaaaaaaaaaaaa – i że później szaleńczo umie zanieść się chichrem:

- chichichi.

- Ale co Ty od niego chcesz, przecież to takie grzeczne dziecko?! – odpowiadała przez telefon lub po jednodniowym widzeniu z nami moja rodzicielka i tato. Byli tacy zdziwieni, że zdarza mi się narzeknąć, że mogę ośmielić się powiedzieć, że coś mnie męczy bo przecież siedzę w domu.

- Przyjedź, do nas, on się tu tak dobrze czuje – a w podtekście słyszałam:

- Chodź, udowodnimy ci, że wyssałaś sobie problemy z palca, że nie umiesz jak trzeba zająć się dzieckiem, a przecież wystarczy go trochę zabawić i już się śmieje. – Jak chcieliście to macie. Przyjechaliśmy na tydzień! Tadaaaam!

Tydzień w domu rodziców, pod lasem, gdy nie trzeba przejmować się hałasem. Gdzie trawa soczyście zielona i szumią, szumią drzewa i krzaczory pigwowe, porzeczkowe, malinowe. Tam gdzie komary i muszki i sarenki i ledwo co auto przejedzie, gdzie ludzie od czasu do czasu pojawią się a to na rowerze, na koniu, w kapeluszu kowbojskim i z psem na spacerze.

I pobudka droga mamo, drogi tato o 5:30, albo troszeczkę PÓŹNIEJ bo o 6:30 i nie ma leżenia i odsypiania, dom postawiony na nogi przez malucha półtorarocznego. Pierwszy dzień był grzeczny, a teraz i aferki są i rzucić butelką potrafi i wodę rozbryzgać. Ha! A nie mówiłam, chce mi się zaśmiać na cały regulator! Ha!

Rodzicielkę ścisnęło chyba sumienie bo przyszła po kilku dniach do mnie do pokoju po 22giej na podłogę, gdzie z laptopa cicho, z przyczajki, oglądałam wyciszoną „Grę o tron” i szeptem powiedziała co by Dziecka Kochanego, wyżej na łóżku ułożonego nie budzić:

- Słuchaj, weź sobie ustal jakiś dzień, tak chociaż raz w miesiącu i wychodź gdzieś z koleżankami, czy do kina, czy na spacer. Do ludzi powinnaś wychodzić, bo tak całe dnie siedzisz sama z dzieckiem to oszaleć można. – Chciałam powiedzieć: „no przecież Dziecko Kochane to takie grzeczne jest mówiłaś, że o co mi cho, że skąd to zmęczenie” lub trochę w innym tonie: „Mamo, jak Ty dobrze mnie znasz… cieszę się, że chociaż Ty rozumiesz, że ta zmiana z takiej egoistki jaką byłam, że tego, że robiłam co chciałam i kiedy mi się tylko wymyśliło, na to uzmiennienie po prostu trochę boli”, tymczasem odparłam uśmiechnięta:

- no przecież wszystkie matki tak mają, dzięki mamuś, ale daję radę. – tak odpowiedziałam mimo, że nie czuję się taką jak wszystkie. Bo czuję też zew. Zew krwi pulsującej i rozumiem co chciał przekazać William Wallace z „Breaveheart” gdy mu ucinali jajka, a on krzyczał gardłowo: freaaadooooooooooommmm!!!

Mąż zadowolony, że ma wolną chatę. Przyjechał późno dwa razy i szybko dwa razy odjechał bo przecież zmęczony, bo dużo pracy, bo nowego kawałka Metallicy uczy się grać na basie, bo patrząc na jego twarz widzę, że irytuje się gdy nie prostuję odpowiednio pleców, że za mało się uśmiecham, że znów nie doceniam, że o co mi chodzi. A takie smsy co jeszcze w tamtym roku na dobranoc, czy dzień dobry i tęsknię, buziaczki papa, musi zastąpić mail z wytycznymi co wrzucić mu na fan page przez następne 3 dni i do zobaczenia w środę. Weszliśmy na kolejny lewel, ten taki gorzki.

W środę wracamy z Dzieckiem Kochanym do mieszkania wybudowanego w okolicy gdzie mniej drzew i soczystej zielonej trawy, a więcej psich kup i betonu. Mąż będzie musiał chyba podnośnik ze sobą wziąć bo rodzicielka dokarmia nas, gdyż…

- schudłaś coś bardzo aż zielona na twarzy się zrobiłaś,

- tak mało jesz.

Przypomniałam sobie dlaczego wyprowadzałam się w wieku 22 lat.

Oby do środy!

Gula na fejsie

4 Komentarze

  1. No tak, cudze dzieci ZAWSZE są grzeczne ;)
    A matka siedząca z dzieckiem w domu lezy dopką do góry i nic nie robi, przecież nie od dziś to wiadomo ;) Skąd ja to znam.
    A gorzki okres i ja niedawno miałam ze swoim. A nawet jeszcze nie jesteśmy małżeństwem :P

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.