Dow-cip

 

Jako, że zawsze ciągnęło mnie do sportów extremalnych, postanowiłam zadzwonić do przychodni z NFZ-tu jako, że mam wykupionego prywatnego pakietu.

Dzwonię i mówię do głosu w telefonie, że na wizytę do gina chcę się zapisać i co tam u niej na magicznej liście słychać? A głos w telefonie, jakby jego właściciel miał agonię, informuje, że ginekolog dopiero za 3 miesiące może mnie przyjąć i czy ma mnie zapisać i tą magiczną listę wyjąć?

Odparłam, że jestem zainteresowana, że poczekam, a ona – to w takim razie nie zwlekam. Już piszę jeśli pani jest pewna, że poczeka. Jednak ostrzegam, że dzień przed wizytą trzeba zadzwonić tu do mnie i potwierdzić, że będzie się pani 7-go czerwca przed gabinetem na krześle w poczekalni wiercić i kręcić.

- Zadzwonię – mówię na pewniaka, a myślach mam już chęć dać jej kopniaka.

Minął marzec, kwiecień i maj. Zadzwoniłam, potwierdziłam, przybyłam.

O 14-stej w poczekalni siedziały już trzy panie, jak w szkole u dyrektorki na dywanie.

- Dzień dobry – powiedziałam i usiadłam w rogu pod oknem tuż koło kwiatka, bo lubię wszystko co zielone jak wariatka.

Panie nie wytrzymały i się ze sobą bez przedstawiania zapoznały. Każda coś powiedzieć przecież mogła, bo miała doświadczenie z NFZ-etem jak każda nimfomanka z facetem:

- A Pani to na którą? Na 14stą, a lekarz i tak zacznie przyjmować przed 15-stą. Nie, nie żartuję, ja tu zawsze tyle koczuję.

- Ostatnim razem przyszłam o 12-stej, a wyszłam po 16-stej. Nie, kolejki nie było i mało osób zapisanych, ale doktor przyjmował bez kolejki ludzi sobie znanych.

- Dziś w przedszkolu obwieściłam, że do ginekologa idę i po dziecko nie przyjdę pewnie wcześniej niż jak koło 18-stej, a czekam tu też od 14-stej.

- Kiedyś historia była niebywała bo pan i pani ginekolog przyjmowała. Kolejki się ciągnęły od rana do wieczora i to była straszna pora. Nagle się okazało, że pacjentka pana doktora musi mieć USG zrobione, a sprzęt do badania był w gabinecie pani ginekolog i tu nie pomógłby żaden prorok. Pan doktor, wziął pacjentkę pod rękę i zaprowadził do gabinetu drugiego, tego też zajętego. Z niego musiała wyjść pani doktor ze swoją pacjentką, a pan doktor wejść ze swoją. No i tamci dwoje pod swoim gabinetem czekali aż tamci się zbadali. Kto to słyszał, żeby tak mało było sprzętu w czasach takiego medycznego zamętu?! Przecież składki płacimy, na co to idzie?, ciągle myślimy!

I przyjechał Pan doktor na motocyklu, łypnął na nas okiem i wszedł do gabinetu dostojnym krokiem.

- Jaki młody – wyszeptałam bo nad sobą nie zapanowałam.

- Tak… młody ale mnie to nie robi już przeszkody. Ale jak przyszłam do niego po raz pierwszy to nie wiedziałam czy wchodzić, czy wychodzić?! I myśl mnie po głowie krążyła, że przed nim to przecież jak przed swoim synem będę musiała zdjąć gacie i rozłożyć się jak na stołu blacie. Ale przecież nie ucieknę i nie zwieję, teraz się z tego już w duchu śmieję.

No i…

- Dzień dobry, Panie doktorze, niech mi Pan w badaniach ogólnych pomorze.

- Proszę się rozebrać – powiedział profesjonalnie. Rozejrzałam się po tycim gabinecie i w myślach szukałam kącika w którym mogłabym zdjąć majtaski i spodnie swobodnie. Takiego miejsca nie znalazłam więc za chudy parawan wlazłam, tyłkiem gołym zaświeciłam i na fotelu z rozłożonymi nogami się rozgościłam.

- Czyli cytologię robimy, no to się w pani patyczkiem zagłębimy.

- O dziecko się pani stara? A kiedy był ostatni stosunek? – Zadał mi pytanie po którym sobie wyobraziłam, że stąd przez okno wyskoczyłam… bo czyżby, eeee…. hymmm, czyżby coś znalazł?

- Wczoraj – odpowiedziałam i ścianą się stałam!

 

10 Komentarze

  1. Ja tez mam młodego … przystojnego, milego i w ogole marzenie :)) az szkoda, ze tak czesto chodzę ;)
    Przed wizyta tak ze dwa dni nie uprawiam nic ;))

  2. Mnie za niedługo też czeka przegląd i pierwszy raz trafię z oknem na świat do faceta. Do tej pory miałam super babkę, młodą, zaangażowaną, z poczuciem misji, na wizytach robiła full serwis, każda wychodziła zadowolona i spokojna, że została dobrze przebadana. Niestety lekarka była za uczciwa, nie brała pieniędzy od pacjentek za byle co (wizyty były z NFZ-tu i prywatnie), przychodnia stwierdziła, że na niej nie zarabia, więc ją wywalili =/

  3. Moja koleżanka jakiś czas temu była na wizycie, po której wyszła tak obolała, jak nigdy wcześniej. Zwykłe rutynowe badanie, ale facet był tak niedelikatny, że szkoda gadać. W trakcie rozmowy z paniami w kolejce okazało się, że miały podobne wspomnienia, a jedna w zaawansowanej ciąży trafiła do szpitala z powodu krwotoku. Zgłosiłyśmy to do recepcjonistki, która zapewniała, że to na pewno nie możliwe, że nigdy do tej pory nie mieli skarg. Myślisz, że coś się zmieniło? Zmieniło się tylko to, że tam już więcej nie poszłam.

  4. Ja mam fajnego ginekologa. Tylko że mój fajny ginekolog jest fajny, jak idę do niego prywatnie (znaczy, mam wykupiony z pracy prywatny pakiet medyczny). Bo jak poszłam z koleżanką w ramach wsparcia duchowego do mojego fajnego ginekologa na nfz, to się okazało że jest bardzo niefajnym ginekologiem.

    A jak pierwszy raz w życiu poszłam do ginekologa to mnie wyśmiał że jeszcze dziewicą jestem :D

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.