Do przodu!

Bardzo bym chciała, żeby przeszłość za drzwiami mojego mieszkania stała i wchodziła tylko wtedy gdy to ja jej zezwolę. Gdy sama drzwi otworzę, machnę ręką, gestem zapraszającym i oddechem wzdychającym „właź, dziś jestem gotowa”. I zrobię herbatę zieloną i kawę z mlekiem, naszykuję albumy ze wspomnieniami, usiądę wygodnie i sobie poopowiadamy o tym co pamiętamy.

Tymczasem przeszłość skrobie mi po piętach, zdziera skórki i robi odciski. A dzieje się za sprawą pewnego chłopaka, z którym kiedyś uczucie gorące mnie łączyło. To było wiele, naście lat temu, w czasach gdy do średniej chodziłam i udawałam, że się uczyłam. Liceum opuściłam 15 lat temu, więc ta cała historia to już przecież prahistoria. Stety, niestety, z ogromnym szacunkiem i ciepłymi odgrzewanymi wspomnieniami do Niego i do Jego rodziny i wszystkich znajomych określanych wtedy jako „nasi”, chciałabym pójść dalej i żyć sobie z uśmiechem, ze wspomnień jedynie echem, bez tego cholernego poczucia, że wszystkim wyżej wymienionym krzywdę wyrządziłam, gdy go zostawiłam.

Nie chcę słuchać: „jak o S. myślę to od razu was razem widzę”. Takie teksty słyszę dość często gdy miasto rodzinne odwiedzam, co przez telefon z ludźmi stamtąd pogadam, a nawet na pogrzebie słyszałam: „zastawiałam się czy będziesz bo wy przecież…”, czy telefon po wypadku „jak się czujesz? Jak się trzymasz?”. Trzymam i mam się nieźle, i mam męża, i bobo, i dwa koty, i z nimi robię sobie romantiko foty. Jest mi przykro, ale nie chcę się cały czas w tym uczuciu taplać, chcę radośnie czasu nie odmierzać, tu i teraz, z moimi bliskimi.

Na jego grobie bywam, mówię mu w myślach, żeby się trzymał i dobrze bawił gdziekolwiek jest i że mam nadzieję, że w końcu swe szczęście i spokój odnalazł. I pozdrawiam go serdecznie i wydaje mi się, że to wszystko co mu jestem winna i co zrobić powinnam. Chcę już iść do przodu, a takie maile jak dziś mnie rozwalają, gdy jego siostra przeprasza, że pisze i pyta czy może zrobić sobie taką dziarę jak miał on i mam ja. Niech robi co chce, myślę sobie, bo każdy o sobie sam powinien decydować i o tym co na skórze namalować. I ok. odpisałam, jasne, nawet mi miło, tyle, że ja bym nie chciała ciągle myśleć o swoim ramieniu jak o tym, że on też tak miał na nodze. Chcę by było tylko moje, a jej tylko jej bez mieszania w to mnie i wspomnień. Zrobię zdjęcie i mam nadzieję, że to już wystarczy w rozdrapywaniu przeszłości bo te kostki od nóg mnie już bolą, a przecież trochę je oszczędzić powinnam bo mam spory kawał przed sobą. Bo muszę iść do przodu!

Gula na fejsie

5 Komentarze

  1. No tak to bywa, że czasem ciągnie się za nami coś, o czym chcielibyśmy zapomnieć. Współczuję, że to już tyle lat, a niektórzy nadal swoje. Ale cóż, w każdej historii są tacy, którzy o tym o czym my chcielibyśmy zapomnieć ciągle przypominają. Najważniejsze, że masz dobre nastawienie i idziesz do przodu! ;-)

  2. Znam to, znam. Od 4 lat pewna część rodziny patrząc na mnie, momentalnie zaczyna opowiadać o pewnym facecie. Owszem, znaczył dla mnie bardzo dużo, najwięcej. Ale on poszedł do przodu, a mi ich słowa nie pomagają. Rozdrapywanie starych ran nie jest niczym dobrym. W niczym nie pomoże.

  3. Ciesze się, że ja takiego bagażu o sobie przypominającego nie mam, bo to co piszesz to jest dość przerażające. Ludzie wiążą się z różnymi osobami w swoim życiu, rozstają się, zamykają rozdział i idą dalej. Przynajmniej tak powinno być…

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.