Nie ma… kawy…

 

Każdy poranek, który za szybko się zaczyna ma w sobie coś z sadyzmu, coś z przemocy pomieszanej z radością tego kto wyciąga cię z wyra za włosy. Ale szczytem bólu okazuje się uświadomienie sobie, że słoik z ociupinką kawy na dnie nie zapełni się sam, nie postawi na nogi, nie pomoże, nie wyciągnie pomocnej dłoni.

Cóż… pozostaje tylko wziąć ubijaczkę do jajek lub inne mieszadełko i pacnąć się w czerep zaspany, pusty i potargany, pytając się raz po raz: dlaczego, ależ dlaczego nie kupiłaś wczoraj kawy na tych cholernych zakupach??? Dlaczego??? Jak mogłaś???

Iiiii wszzzzyyyystttkooooo trwaaaaaa dłuuuuuużeeeejjjj iiii taaaaakkkk wooooollllnooooo ruuuszammmm rękąąąąą iiii woooolnooo ruuuszaaaammmm nooogaaaamiiii. Aaaaa obrrrrazzzzz wyggggląaaadaaa jaaakkk ooodbbbiciieeeee wwwww luuustrachhhhh wweesssooołeeegooo miiiassteczzzkaaaa www saaaliiii krzyyyywyychhh zwieeerrrciiiiaddddeeeeełłłłł…

Gdy na horyzoncie zobaczyłam drapiącego się po jajkach równie zaspanego jak ja męża, rzekłam: dddooo sklepuuuu, kawyyyyy nie maaaaaaa…

A on: to się szykuj to zaraz podskoczymy.

Nabrałam rozpędu. Jechałam chyba na oparach kawy wlewanej w siebie wczoraj. Ta nadzieja, że zaraz uzupełnię braki, że zatankuję dała mi turbodoładowanie. Biegałam więc i szykowałam ubranie dla siebie, dla Dziecka Kochanego, kotom dolałam wody do miski, wysuszyłam włosy, pilnowałam nogi na której wisiało Dziecko Kochane i mebli bo raz przy nodze, a za chwilę wynosił pół małego pokoju do salonu. Jeszcze tylko siku szybko. Dziecko Kochane przestało rozwalać mieszkanie i dobijało się do łazienki. Kuźwa gdzie podcier papier? Help! Szuflada! Jest w szufladzie! Uratowana!

Chaos, nieład, pierdolnik, a mąż spokojnie najpierw na basie gra, a potem spokojnie je śniadanie i równie spokojnie zagląda do komputera. I gdy już czuję, że udało mi się, gdy mam satysfakcję, że wygrałam walkę i jestem gotowa i Dziecko Kochane też i już już mogę wychodzić i cieszę się, to mąż mówi:

- Już jesteś gotowa? No to szybko wskoczę pod prysznic.

Jak to się dzieje, że on ma zawsze na wszystko czas, że ze wszystkim zdąża i nadąża?

Potem wracamy z zakupów i ja spokojnie piję kawę, Dziecko Kochane znów zaczyna przenosić rzeczy z pokoju do pokoju, znów goni koty, a tym razem to mąż zaczyna biegać po mieszkaniu, a to pakuje jedzenie, a to dokumentów szuka i kluczy, i wychodząc szybkim krokiem daje buzi, papa, zamyka drzwi, otwiera drzwi bo zapomina jeszcze czegoś… i patrzy na mnie i pewnie myśli to co ja kilka zdań i chwil wcześniej: jak to się dzieje, że ona ma na wszystko czas, że ze wszystkim zdąża i nadąża?

Gula na fejsie

 

5 Komentarze

  1. Nie możliwe by wszyscy oni byli, aż tak bardzo do siebie podobni? Z nami babami też tak jest? Wypisz wymaluj u nas. My w butach na przedpokoju, a on jeszcze paznokcie obcina i oczywiście zanim wyjdziemy sra…. jeszcze musi zaliczyć.

  2. U nas jest granie do ostatniej chwili na komputerze :D
    A potem czekamy na ojca, bo to my przecież zawsze się tak dłuuuuuugo szykujemy ;]

    A na kawę trza było przyjść do nas- mam kilka słoiczków w półce, a ani ja, ani mój nie pijamy- leży tak na wypadek gości :D

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.