Ściemniać, czy nie ściemniać? Oto jest pytanie! -> tekst dla www.grupadesantowa.pl

Dołączyłam do redakcji portalu Grupa Desantowa, dla którego popełniam teksty.

Zapraszam na stronę: http://www.grupadesantowa.pl/ oraz fan page Grupy Desantowej: https://www.facebook.com/GrupaDesantowa

Tekst nr 1, proszzzzzzzz:

Ściemniać, czy nie ściemniać? Oto jest pytanie!

Słyszałam nie raz, nie dwa, a kilka, a może i naście razy…

Jak byłam/łem w Twoim wieku to:

- byłam/łem grzeczniejszy,

- to ładniej odzywałam/łem się do starszych,

- to wcześniej wracałam/łem do domu,

- nie kłóciłam/łem się z rodzicami,

- bardziej przykładałam/łem się do nauki…

Słyszałam też…

Kiedyś to:

- …się tyle nie chodziło na imprezy,

- …nie piło tyle alkoholu,

- …nie wagarowało tyle,

- …nie dostawało tyle uwag od nauczycieli…

…ale śmiem podejrzewać, że morały te w zamyśle miały jedynie kreować rodzica na personę świecącą przykładem, na człowieka prawdomównego, rycerzyka cnót i wszelkich moralnych zasad. Jeśli wagarowali to rzadko, jeśli pili to okazjonalnie, jeśli imprezowali to tylko od czasu do czasu. Uczyli się może nie bardzo dobrze, ale dobrze, może nie byli aniołami, ale rogów na głowie nie mieli i ledwo, ledwo co siarką pachnieli.

Ale czy to naprawdę prawda? Wierzycie, że Wasi rodzice byli tacy cacy, nie broili, nie przeklinali i nie pili piwka, ani wódeczki, ani winka, czasami tylko dziubek zamoczyć, a jak zapalili to się oczywiście nie zaciągali?

Kilka dni temu moja siostrzenica zapytała:

- Mamo, a Ty jak chodziłaś do szkoły to wagarowałaś?

- Noooo, trochę tak, ale nie dużo.

I to dało mi dużo do myślenia! To pytanie kazało podjąć mi ten wątek, bo gdy usłyszałam odpowiedz siostry to to mało co na głos śmiechem nie parsknęłam, bo to ściema! Siostra zrywała się z lekcji BARDZO często. Była tzw. rasowym depeszem, ubierającym się na biało-czarno, z włosami natapirowanymi i nalakierowanymi, tak, że żadna wichura nie ruszyła. A krecha mocna, gruba, czarna wokół oczy konturem zdobiła. Często latała na imprezy depeszów i lemoniady tam też raczej nie piła. Na szkołę nie zawsze miała czas, tak więc, ściema, ściema i jeszcze raz ściema, ściema!

Takie pytania padną zapewne i za jakiś czas w moim kierunku. I jak ja to mam teraz ze swoim dzieckiem rozwiązać, co? Owszem, mogę w ogóle pominąć ten cholerny tekst: „gdy byłam w twoim wieku to…”, albo „za moich czasów to…” ale co będzie jak zapyta mnie samo:

- Jaka byłaś w moim wieku, mamo?

I też jak siostra mam ściemniać, czy nie ściemniać? Oto jest pytanie! Bo przecież zdarzyło mi się wyjść z domu mówiąc rodzicom, że idę do Kaśki kilka bloków dalej, a wsiadłyśmy w pociąg i jechałyśmy do miasta leżącego ok. 40 minut dalej na koncert Hey… przyznaję też, że nie piłyśmy mineralnej tylko tanie wina. I z tego „dworu” nie wracałam po 21, ale w okolicy północy. Zdarzyło mi się też chować z koleżankami za garażami by palić LM-y czerwone i udawać, że nam smakują.

Innym razem próbowałam pojawić się w mieszkaniu po cichu, po wielkiemu cichu i późnym bardzo późnym wieczorem w parce (kurtka wojskowa), która długa była, postanowiłam przejść przez bramę, następnie wślizgnąć się do domu i do łóżka, i udawać, że śpię snem głębokim, spokojnym od kilku godzin. W efekcie kurtka się porwała bo zahaczyłam nią o kolce sterczące z bramy, a zamiast cichcem do domu wtoczyłam się i w drzwi walnęłam, bo do ubikacji dobiec musiałam jeśli swego pawia sprzątać z chodnika nie chciałam. Pamiętam jak przez mgłę gdy rodzicielka nad uchem mi zrzędziła:

- Tyś się wódki opiła!

- Mafuś, szylko swa fifa wyfiłam [mamuś, tylko dwa piwa wypiłam].

Takich zdarzeń miałam… dużo. Wagary, imprezki, alkohol. Dość konkretnie przeszłam okres buntu. Łatwo ze mną nie było. Teraz to wiem. Ale wyrosłam na zdrową, rozsądną (w miarę), na niepalącą, mało pijącą, imprezującą od wielkiego dzwonu, zdrowo odżywiającą i się i rodzinę… tylko no… co mówić dziecku gdy zada jedno z powyższych pytań? Albo na przykład niby takie niewinne pytanie o moje koleżanki. Czy miałam ich dużo?

W szkole średniej miałam tak naprawdę cztery najlepsze koleżanki z którymi tworzyłam rockową, zbuntowaną paczkę… eeee hymmm… którą skłóciłam z resztą dziewczyn z klasy, nazywając je lambadziarami* z którymi (cytuję) „nie mam o czym rozmawiać”. Cóż… ja słuchałam Metallicy I Guns n’ roses, a one Take That, więc rozumiecie. Łatwo nie było. Przez cztery lata ogólniaka wymęczyłam się okrutnie stając okoniem i bocząc się na świat cały. Więc i w kwestiach społecznych nie mam się czym popisać.

Cóż… mogłabym pochwalić się łatwością nawiązywania znajomości. Taaak… Zdarzyło się podczas pewnej imprezy, która odbyła się na przedostatnim piętrze wieżowca w centrum Warszawy, że poznałam kogoś. Że poznałam kogoś to może za dużo powiedziane, ale kontakt z mojej strony na pewno był! Zaczęło się od tego, że coś się skończyło, a mianowicie alkohol. Wraz ze znajomymi, postanowiliśmy uzupełnić braki. Wołamy windę (hop hooop), już, już mamy wsiadać, gdy kolega mówi, że słyszy  wyjące syreny z wozów strażackich. Fantazja po alkoholu bywa dość gwałtowna i gdy podsycisz ją małą iskierką to wybucha wielkim ogniem, dlatego też od razu reszta ludków podłapała, że pewnie w naszym wieżowcu jest pożar i nie ma co wsiadać do windy bo może się zaciąć, albo z powodu pożaru mogą ją wyłączyć i utkniemy w niej, i żywcem się spalimy!

Jako jedyna zachowałam zimną krew, a raczej lenia miałam i stwierdziłam, że ryzykuję i zjadę bo po schodach nie mam zamiaru zbiegać. Pobiegli, ja zaczęłam sunąć w dół. Po minucie jednak i moja fantazja zerwała się z łańcucha. Zatrzymałam windę i też pognałam na schody. Biegłam, biegłam. Schody, schody i jeszcze raz schody, i jeszcze jeden i jeszcze raz… i patrzę – drzwi wyjściowe!

Wpadłam na nie, nacisnęłam klamkę i sruuuu… i… i jestem nie przed blokiem ale w czyimś mieszaniu. Ktoś właśnie wychodził z bocznych drzwi z małym okienkiem, czyli z łazienki. Może wpadłam nieproszona i niezapowiedziana, ale rodzice jednak kultury mnie nauczyli, bo wymruczałam skonsternowana:

- Bry wieczór.

Powiedzcie, dlaczego ludzie nie zamykają drzwi???? Przecież to niebezpieczne! Przecież może ktoś wejść!

Odwróciłam się na pięcie i zwiałam na schody, schody i zbiegłam jeszcze jedno piętro… i dopiero dotarłam do drzwi na świat, przy których czekali na mnie znajomi. Tak się ucieszyłam na ich widok, że zapomniałam o mojej małej przygodzie, a przypomniałam sobie o niej i opowiedziałam dopiero gdy wróciliśmy do mieszkania z zakupami.

I cóż powiedzieć dziecku gdy zacznie dopytywać o me życie? Jeśli będę mówić szczerze to dość kiepsko wypadnę jako rodzic godny do naśladowania. Do taty  po odpowiedź nie odeślę, bo był nie lepszy. Podobno nawet księdza uderzył, gdy ten go na kolanka chciał sobie posadzić.

I co teraz? Ściemniać, czy nie ściemniać? Oto jest pytanie!

*Lambardziara – 15 lat temu gdy chodziłam do ogólniaka, to tak określało się dziewczynę słuchającą piosenek w stylu „Lambady” (http://www.youtube.com/watch?v=i8mz9uOvFQA) gdzie tekst nie za bardzo był „o czymś”. W sensie, że taki mało ambitny.

Wszystkie fanki tego rodzaju muzyki z góry przepraszam, teraz jestem trochę bardziej tolerancyjna… trochę >;0)

Pozdrawiam,

Gula Blogująca

3 Komentarze

  1. Mój tata też zawsze w naszych oczach kreował się na idealne dziecko i im częściej to robił tym bardziej widziałam jego desperację i zawsze myślałam, że musi mieć dużo za uszami i się nie pomyliłam. Teraz gdy już nie musi tego robić wychodzą różne szczegóły. Ostatnio nawet opowiadał, że go z przedszkola za złe zachowania wywalili

    W tej kwestii nie mam wątpliwości… szczerość, szczerość i jeszcze raz szczerość. Wiadomo, że kilkulatkowi nie będziesz opowiadała o swoich przygodach poalkoholowych, ale zbuntowanemu nastolatkowi spokojnie powinnaś o sobie opowiedzieć. By wpuścił Cię do swojego świata.

  2. „Bo przecież zdarzyło mi się wyjść z domu mówiąc rodzicom, że idę do Kaśki kilka bloków dalej, a wsiadłyśmy w pociąg i jechałyśmy do miasta leżącego ok. 40 minut dalej na koncert Hey… przyznaję też, że nie piłyśmy mineralnej tylko tanie wina. I z tego „dworu” nie wracałam po 21, ale w okolicy północy. Zdarzyło mi się też chować z koleżankami za garażami by palić LM-y czerwone i udawać, że nam smakują.”

    – normalnie jakbym o sobie czytała ;] Także będę mieć podobne dylematy. Chociaż bardziej mnie przeraża myśl, że moje dzieci mogą robić to samo co ja kiedyś… Choć mimo tego wszystkiego również wyrosłam na w miarę rozsądną, niepalącą, sporadycznie pijącą, imprezującą z umiarem i już z rzadka – osobę. Ale znam takich, co niestety „nie wyrośli”…

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.