Nawet diabeł nie!

Naprawdę powiadam Wam, że wiem jak to jest połknąć słońce! Wiem, bo przez ostatnie poranki co otwierałam okno, to wpadało mi do gardła, a potem grzało i grzało. Bekałam promieniami i strzelam laserem w niebo. Pani w radio rano powiedziała, że przez to mogą robić się burze.

I tak się stało!

I chmurzy i deszczy i jest tak dobrze. W domu z Dzieckiem Kochanym upiekliśmy muffiny z żurawiną i jabłkiem. Jedząc je przed nim po kryjomu wspominam panią, którą spotkałam przed gabinetem lekarskim we wtorek.

Pani odziana w cokolwiek, chaotycznymi stopami stąpała po kaflowej podłodze. Szła z dziką pewnością siebie, że ktoś ją zbawi i wystrzeli w niebo rakietą utkaną z modlitw. A modliła się żarliwie, przebierając palcami po kolorowych paciorkach zakończonych krzyżem. Mamrotała coś pod nosem i energicznie podrygiwała nogą zakończoną stopą, która dawno wody i pilniczka do paznokci nie widziała.

Gdy przestała, niespodziewanie rzuciła do publiczności kątem oka ją obserwującej z zaciekawieniem takim, że ślina kapała z otwartych ust, a udającej, że jej nie widzą, nie zauważają, że jej w sumie to nawet nie ma:

- Źle się dziś czuję, więc pierwsza wchodzę.

To złe samopoczucie przekazała taką pewnością siebie i siłą w głosie, że jej nie uwierzyłam. Nikt jej nie wierzył. Potem jeszcze próbowała mówić coś, szemrać do ludzi przyklejonych do ścian jak na korytarzu szkolnym, gdy na lekcje się czeka, na klasówkę, sprawdzian wiadomości… ale nikt jej nie rozumiał bo ewidentnie miała problem ze skupieniem się na słowach, na tym co myśli, a co mówi.

Gdy pan doktor przyszedł chciała wejść przede mną, powtarzając ze złością i znów tą bezczelną pewnością, że źle się czuje. Odpowiedziałam, że też źle się czuje i dziecko na mnie czeka. Wkurzona wywarczała:

- Nie będę się za panią modlić! Nie będę!

- I całe szczęście – wymruczałam nie chcąc jej prowokować, a jednak nie mogąc się powstrzymać przed nie powiedzeniem niczego.

- Nie będę się za panią modliła, i sam diabeł też nie!

Gula na fejsie

9 Komentarze

    • Moja siora uważa, że obcy ludzie mnie lubią. Zawsze, ale to zawsze ktoś się przyczepi, zagada. Takich sytuacji miałam wiele. Najlepszy był facet, starszy ode mnie gdzieś o 20 lat, którego spotkałam kilka razy w poczekalni do lekarza (a jakże by inaczej), który mówił do mnie RYBA i opowiadał historie swojego chorego kręgosłupa, tego jak leżał w szpitalu, jak grał w koszykówkę, jakie lubi książki czytać… Przyznam, że słucham chętnie, pod warunkiem, że to nie temat religii.

      • Do śmiechu nie. Ja tam uważam, że miejsce dla wariatów jest na świecie, pod warunkiem, że nie są agresywni. Boję się tylko takich jak ta kobieta, którą spotkałam bo fanatyzm religijny budzi zło.

  1. U lekarza w kolecje zawsze dzieją się ciekawe rzeczy:) Zawsze są tam takie panie, które przychodzą choćby z nudów. Dobrze zrobiłaś, też bym nie mogła się powstrzymać przed niepowiedzeniem niczego ;)
    Dziękuję za trzymanie kciuków, pomogło! :)

  2. Co do poprzedniego wpisu: Oj dobrze, że mi nie brakło kawy podczas sesji, bo byłoby źle. Miałam spore zapasy – trzeba było wpaść, uratowałabym Twoją zaspaną głowę :)

  3. W poczekalni u lekarza to niejednokrotnie żałuję, że nie mam przy sobie broni, aby powystrzelać wszystkie te smędy i dziwolągi, a na końcu palnąć sobie w łeb. Albo pozarzynać wszystkich maczetą… hmmm teraz już wiem, gdzie rodzą się psychopatyczni mordercy – w poczekalniach u lekarzy!

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.