Gula cudzoziemka we własnym domu

 

Kocha, lubi, szanuje, nie dba, nie kocha, akceptuje. Rwę płatki z kwiatków zasianych w głowie. Wróżę. Brzydka, krzywa, zgarbiona, za chuda, obgryziona przez kota fryzura, ciuchy z niemodnego koszyka, i na dodatek ustami koziołki fika. Za dużo przekleństw, za mało uśmiechu, zęby za duże, za krzywe, paznokcie za krótkie, za mało kobiece, myśli nie te, nie ma mięty ani podniety, nie ma też pieniędzy niestety.

Najpierw mama mówiła, za mego młodu: weź się dziecko napij herbaty i miodu, weź załóż do kościółka spódniczkę i bluzeczkę białą, a do tego lakierki i nie graj na ziemi z dziećmi w pikty i bierki. Nie ubrudź się, bądź czysta przynajmniej pomiędzy 12:00 a 12:45, no już nie płacz, szybko msza minie i będziesz mogła chodzić i biegać jak chcesz. Potem to już rób co ci przyjdzie do głowy, ale bez przesady i zanim polecisz w to pole i będziesz z Aśką po życie biegać to weź się przebierz, weź nie porwij tej białej bluzki i spódniczki. Tylko uważaj na kolana, a jak będziesz czuła, że upadasz, to pamiętaj głowa do góry, ciągnij brodę do nieba, żeby zębów nie wybić.

I te dialogi niezapomniane w księgarni, do której ciągle mamę i tatę ciągnęłam na Żeromskiego. To chodzenie pomiędzy wypełnionymi książkami regałami. Co za zapach!

- Kupcie mi tę!

- Gula, książki takie dziwne wybierasz moja córeczko. Mała jeszcze jesteś, poczytaj „Dolinę Muminków”.

- Ale ja bym chciała „Władcę Lewawu”!

- Przecież na okładce jest pająk! No to może taka książką, o tu takie dziewczynki na rysunku: „Natalia, siostra Anny”? Albo „I w sto koni nie dogoni”!

- Ale ja chcę „Władcę Lewawu”!

- No to, kupię Ci i „Władcę Lewawu” i tamte dwie, na pewno Ci się spodobają!

- Nie!

Marzyłam wtedy, żeby być duża, dorosła bo wtedy będę mogła robić co chcę, kiedy chcę. Chodzić ubrana w spodnie, może nie modnie, ale wygodnie. Czytać o stworach i potworach, jeść słodycze na śniadanie i przed obiadem, a mięso i ziemniaki z surówką dopiero później gdy po słodyczach w brzuchu zrobi się luźniej. Na kolacje zapiekanki, a w międzyczasie pyszne ciasta.

Myślałam, że jak będę dorosła to będę mogła wywalać się kiedy chcę i będę chodziła z kijem. Koniecznie! I będę jeździć na deskorolce, lecz…

…mając 34 lata słyszę…  że garbie się, że łopatki za bardzo biorę do przodu i łokcie na stole trzymam, a one powinny być spuszczone, powinny być złożone i trzymane wzdłuż tułowia, i to co z tego, że jak jem taka sztywna, taka z kijem w dupie, to po brodzie, po talerzu, po rękach leci? Przynajmniej dobrze wygląda!

I błyszczeć powinnam, ja żona. Błyszczeć! Pytam, więc czy na głowę mam sobie pierdolnąć światełko albo bombkę z choinki? Czy może powinnam codziennie z miotłą biegać w szpilkach, czy wtedy będę lepsza, ładniejsza, atrakcyjniejsza, kobieca, czy bardziej da się mnie kochać i lubić? Czy wtedy konwersacja ze mną będzie przebiegać milej? Czy w umalowaną twarz będzie się lepiej patrzeć niż w taką jaką mam? Czy jeśli będę nosiła spodnie to będę gorsza i mniej niezwykła, a bardziej byle jakaś? Czy wtedy będę kimś bo teraz z tymi łokciami na stole, z głową opadającą i plecy wyginającą, będę chujowsza i nie do zaakceptowania? Czy na zdjęcie rodzinne się nadam? Czy zawisnę z ramce na ścianie, czy się wtedy naszej rodzinnej reputacji nic nie stanie?

No cóż, wróżę dalej, może trafię na fajnego płatka: nieładna, niekobieca, niebłyszcząca, niewrzeszcząca, niemyśląca, nieblogująca, niemówiąca, niewidząca, bez lusterka, Gula. Ups i nie ma fajnego… płatka. A chu!

„Spróbuj się domyśleć, gdzie to mam. Gdzie???? No gdzie???? Dokładnie tam, właśnie tam. Pan wygrał bon, a pani fiat.”


Gula na fejsie

9 Komentarze

  1. Podpisuję się nieco pod poprzednim komentarzem – też Cię lubię, a Twój blog wciąga mnie ogromnie! Lubię to Twoje poczucie humoru.
    I też chodzę zgarbiona. I bez bombki. I bez światełka też.

  2. Twój post sprowokował mnie do powspominania starych kawałków, które kiedyś obsesyjnie słuchałam, albumy, które puszczałam z kaset oczywiście… Hey, Pidżama… Na dźwięk tych (przyznam szczerze) dawno nie słyszanych piosenek przeniosłam się te kilkanaście lat wstecz, kiedy byłam taka…. fajna, bez kompleksów, zwariowana, nie przejmująca się jutrem… wszystkie rockoteki, koncerty, sponiewieranie się w piątkowe wieczory na rynku, zdobyty Woodstock (niestety tylko raz)… Po prostu płakać się chce na wspomnienia tego deszczu, który zawsze był ciepły, kiedy noce były jaśniejsze, a słońce łaskawsze, kiedy kilogram w tę czy we w tę nie robiło najmniejszej różnicy…
    A teraz…? Sama wiesz.

    • A teraz przydałaby się nasiadówa ze wspomnieniami dawnych czasów i może przyszedłby jakiś pomysł, że nie wszystko jeszcze stracone? :-)…

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.