Mniejsza, młodsza, upośledzona…

Po przekroczeniu progu domu moich rodziców robię się jakby mniejsza, młodsza i trochę upośledzona. Prosto w oczy odstaję obiadem, kolacją, śniadaniem i przekąskami naokoło dostępnymi jakby zamiast kanapy, fotela i innych mebli, stały obstawione jedzeniem szwedzkie stoły. Ponadto moja Rodzicielka pojawia się w każdym miejscu w którym akurat przystanę, aby mnie wyręczyć, żebym mogła odpocząć od macierzyństwa, od życia, ręką machania i oddychania… „ja to pozmywam; ja to naszykuję; daj to go przewinę, przebiorę, nakarmię, umyję….”.

Po dniu czuję lekkie ćmienie, po dwóch głowa mnie napierdala, a w oczach mam mroczki, latające motylki, od tego pojawiania się Rodzicielki nagle i wszędzie, a Jej głos zlewa się w jedno: tammaszpomidora, szyneczkękupiłamiświeżepieczywo tosobie naszykuj, nieniewycieraj jatopościeram, usiądźsobie, możesięprześpisz? Cotak małozjadłaś? Schudłaś!

Tak było w ubiegłym tygodniu. Takie dwa dni zidiocenia leniwego miałam i pomimo całej mej miłości do obojga rodziców, musiałam szybko wyjechać i odpocząć sprzątając, gotując, piorąc, karmiąc, kuwetę opróżniając. Przy wykonywaniu tych fascynujących czynności, które z łatwością i lekkością mi przyszły, kręciłam sama do siebie głową i rozmawiałam również do siebie, że jednak nie jestem w stanie się zrozumieć, że to głupie i zbyt skomplikowane takie analizowanie i gówno warte, bo jednak wciąż nie wiem czego chcę. Człowiek to jednak jest układanką puzzli, które czasami się rozsypują i nie zawsze potem pasują na swoje miejsca.

Po powyższym wyjeździe, jak wspomniałam przyjechałam i na następny dzień znów wyjechałam. Klimat inny, niepodmiejski, ale full leśny, full jeziorny. Mazurski i przyjemny. Było zielono dookoła i żółto od słońca. Bociany w gniazdach i na niebie. Działka, znajomi i myśl taka głęboka numer jeden, że chyba się starzeję bo za mało piję, a Mąż młodnieje bo nadal kręci śmigła na swoich sutkach.

Po weekendowych nie szaleństwach wróciliśmy do mieszkania i… w głowie pojawiła się myśl głęboka numer dwa, że wszędzie dobrze, ale na swoim kiblu najlepiej!

Gula na fejsie

4 Komentarze

  1. Muszę się zgodzić z dwoma stwierdzeniami, cytuję:
    1. „Człowiek to jednak jest układanką puzzli, które czasami się rozsypują i nie zawsze potem pasują na swoje miejsca.”
    2. „…wszędzie dobrze, ale na swoim kiblu najlepiej!”
    - oba to święta prawda.
    Moi Teście też mnie tak dokarmiają „a może zupy”, „a może arbuza”, „a może ciasta”… ale (póki co) nie przeszkadza mi to.
    Oh zazdroszczę Ci tej zieleni w około i takiego niepodmiejskiego spokoju, też by mi się przydał. Zazdroszczę tym, którzy mieszkają w domkach i mają swoje wielkie podwórka. Mi zostaje tylko balkon w bloku. Do tego nieduży.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.