Absolutnie nie mam pojęcia o czym jest ten wpis!

 

Czytam nieraz o takich domach i o takich ludziach, którzy cieszą się z tego co mają i nie narzekają, że im mało życia, że wystarczy terkocząca zupa na kuchence i pachnące ciasto w piekarniku, że Panie czekają w progu, że prawie w drzwi wchodzą, oczekując na swoich Panów, że gdy widzą ich na schodach czy podjeździe domowym to podskakują na nóżkach i piszczą radośnie, że jest, że wrócił, że zje i siorbiąc ogórkową, przegryzaną ciastem drożdżowym tak mozolnie w południe ściskanym paluszkami, przyduszanym do blatu stołu jakby co zawiniło, ugniatanym jak podczas hard masażu, że będzie mówił nie zważając, że ogóreczki, ziemniaczki i kruszonka z ciasta uciekają z pomiędzy zębów, że będzie wyjawiał swoje tajemnice dnia odbytego, ciężko przepracowanego. Że wróci jak żołnierzyk z wojenki i odstawi w kąciku karabinek i będzie już tylko z nią i jak zje, jak już wszystko opowie, to wyjdą do ogródka trzymając się za ręce i będą się śmiać na głos aż sąsiedzi wyjdą na balkony i będą zerkać udając, że wieszają pranie, lub wciskając palec w doniczki po kolei będą sprawdzać, czy nie trzeba podlać, zalać, nalać myśląc „co tu się wyprawia i co oni tacy szczęśliwi pojebani”.

Tak, czytam takie blogi i myślę sobie, że film ktoś opisuje ten co na tvp1, 5 po 20stej puszczają w niedziele. Że to familijny jakiś, taki współczesny „Domek na prerii”, gdzie wszyscy się kochali, za ręce trzymali, zmawiali paciorek i nikt niczego złego o drugim nie pomyślał. Zero przemocy, sexu, nikt nikomu nie wsadza i nie ma wsadzanego, a płyny ustrojowe i wszelakie inne są trzymane w kajdankach, a dzieci znaleziono przecież w kapuście, albo bocian zostawił w podarku na wycieraczce. No przecież.

Gdy czasem oglądam slajdy ze swojego życia, gdy puszczam je w myślach na dvd to widzę, taką ni to dziewczynę ni to kobietę, ni to z głową na szyi, ni to na dupie, co miota się po mieszaniu, zaśmiewa szaleńczo, czasami przymyka oczy, a czasami otwiera je oniemiała i gulę w gardle ma nieraz i klnie pod nosem, że kurwa zupę trzeba ugotować, że przydałoby się też jakieś zwierzę w lodówce sklepowej znaleźć, obtoczyć czymś i upiec. I widać, że ona widzi, że tam za oknem są jeszcze jacyś ludzie, że chodzą na kawę mrożoną do kawiarni, że się nie spiszą i wachlują zapłaconymi rachunkami, że mają to co chcą i kręcąc tyłkami chodzą do kina na cokolwiek. Że są tacy co mają swój cel i wiedzą co począć ze swoim życie, że mają w głowach ład i porządek i nie muszą przed snem dwa razy zrobić siku bo inaczej nie zasną. I widać też, że ona jak widzi swojego męża z tej wojenki wracającego to chce, żeby On zjadł szybko, albo najlepiej, żeby przyszedł już najedzony, opchany i od razu, ale to tak od progu, zajął się Dzieckiem Kochanym, a ona będzie mogła spokojnie posiedzieć przy komputerze i obejrzeć drugi sezon „Dziewczyn”, czekając na sceny z Hanną i nie marzy o tym, żeby pójść wieczorem, razem do ogródka i zaśmiewać się na cały regulator pod balkonami sąsiadów.

Wniosek po tym co powyżej jest taki, że lepiej nie czytać nierealnych blogów o terkoczącej zupie bo kotwasi mi się w głowie i przewraca w dupie… idę zająć się ogórkową bo coś za bardzo terkocze…

Gula na fejsie

 

10 Komentarze

  1. Już chyba coś w ten deseń kiedyś pisałaś … albo może to nie Ty? nie pamiętam, ale powiem znowu – na to co ludzie piszą na blogach trzeba patrzeć przez gęste sitko. Nie brać do serca, broń boże nie brać się za porównywanie żyć … prawdziwe życie nie ma wiele wspólnego ze słodkimi blogami i równie słodkimi serialami … a, że ktoś wybiera rozpowiadanie, że w takiej słodyczy żyje, to już jego sprawa :))

    • Absolutnie to ja. Ja jestem monotematyczna i przeżywająca szablony w których nie potrafię się zmieścić… a czasami trochę mi żal… O.

  2. Czy nierealne takie blogi? Czasem wydawało mi się, że moje życie może wyglądać właśnie jak niedzielny serial ze słońcem na wskroś i przestrzał, pełne popołudniowych herbatek z ciasteczkiem i paluszkiem w górę, z łagodnym spojrzeniem i milczeniem, który wyraża więcej niż tysiąc słów…
    Ale spostrzegłam, że nienaturalne dla człowieka jest życie w kolorze pudrowego różu.

  3. hehe, Gulo, ale skąd Ty wiesz, że taki blog, słoneczny, uśmiechnięty, to wszystkie aspekty czyjegoś życia. Można prowadzić różne blogi, na których można spełniać różne swoje potrzeby. Ja Piątą porę mam od dobrego nastroju, a zupełnie inną stronę prowadzę, żeby wylać swoje frustracje :) Nikt przecież nie jest jednowymiarowy :) A i dzielić się może tylko jedną cząstką siebie z innymi. Już nie wspominam nawet o tych wszystkich ludziach, którzy tak bardzo pod dywan świadomości zamiatają swoje problemy, że faktycznie wierzą, że im się w życiu nic nie pieprzy, chociaż prawda jest całkiem inna :)

    • Nie wiem, czy to wszystkie aspekty czujegoś życia… ale to co widzę to mnie szokuje… trochę też zazdraszczam, że tak nie potrafię. A Piątą Porę masz piękną!

  4. Czasem mam wrażenie, że opisują to, co chcieliby mieć.
    Też tak potrafię, choć nie praktykuję,
    Czasem kusi, ale w pisaniu nie wychodzi.
    Róż jest fajny… na wakacje ;-)

    • Też myślę, że „opisują to, co chcieliby mieć”… przecież inaczej to byłoby nienormalne…

  5. Może to po prostu optymiści? Chociaż sama nie wiem, przecież każdy ma jakieś złe chwile. Może wtedy nie piszą? Ciężko powiedzieć, ja chyba jeszcze nie trafiłam na taki blog, albo może trafiłam, ale mnie nie zaciekawił. W Internecie tyle tego wszystkiego…

    • jest taki blog, który podziwiam… serio… podziwiam za ciągły optymizm, radochę z wszystkiego… z pichcenia, z pracy, z czekania na męża, z picia kawy, herbaty, wody… http://www.szafatosi.pl Piękny blog. Jak dla mnie też trochę z innego świata

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.