Dziewczyna na motocklu

Oto I część mojego tekstu, który opublikował portal www.grupadesantowa.pl

 

Nie wiem skąd to się wzięło, ale kocham wszelkie maszyny jeżdżące. Najpierw  miłością obdarzyłam rowerek Reksio, następnie „doroślejszy” rower Jubilat i Wigry 3, potem fajowy i lanserski BMX, i oczywiście górala. Z biegiem lat jednak zaczęłam odczuwać niedosyt. Samo jeżdżenie na rowerach mi nie wystarczało bo było za wolno, za nudno. Zamarzył mi się pojazd z silnikiem.

Tata nauczył mnie więc jeździć samochodem na pustym parkingu za osiedlem, a potem dość szybko podarował mi auto, które było w wieku starszej ode mnie o 7 lat siostry. Byłam posiadaczką pomarańczowego fiata 126p, innymi słowy grata, który nazywany był również samochodem Flinstonów, bo podłoga w nim była dość niepewna.
Jeździłam nim przez rok bez prawka, aż w końcu stwierdziłam, że trzeba nasz związek zalegalizować i poszłam na kurs. Nie zapomnę komplementu, który usłyszałam pierwszego dnia od instruktora:
- Diament! Tylko oszlifować trzeba, bo noga ciężka!
Dumna byłam jak paw! Ja Diament! Ja! Mła! Łooooo!
Potem już tego od niego nie usłyszałam ani razu. Mówił za to nieustannie:
- Wolniej. Magda, wolniej!

Samochód na długo zaspokoił moją potrzebę jeżdżenia, prędkości, panowania nad maszyną, poczucia wolności i niezależności… aż do roku 2008, gdy leżąc na sztruksowej kanapie swojego małego mieszkanka, oglądałam TVN Turbo i wgapiałam się w niejakiego Tomasza Kulika, który opowiadał o motocyklach i kursach, które organizuje.
I spadło to na mnie jak grom z jasnego nieba! Pierdyknęło mnie jak piorun w rabarbar! Chcę! Ja chcę tak jak on! Chcę, żeby kolo z telewizji nauczył mnie jeździć na motocyklu! Poderwałam się na nie do końca równe nogi i zaczęłam szukać go w necie. Okazało się, że prowadzi kursy w Automobilklubie Polskim w Warszawie. Czyż to nie przeznaczenie?!

Kurs wkręcił mnie niesamowicie. Historie i teoria wykładana przez faceta z telewizji i (uwaga!) Artura Wajdę, mającego na swoim koncie kilkukrotne Mistrzostwo oraz Wicemistrzostwo Polski w Wyścigach Drogowych! To robi wrażenie!
I w końcu nastał dzień, gdy pojawiłam się na lotnisku Bemowo, na którym mieści się plac do ćwiczenia jazdy. Dostałam kask i po raz pierwszy nałożyłam, a raczej wcisnęłam go na głowę, bojąc się, czy uda mi się go zdjąć i w myślach zastanawiając się jak wrócę do domu, gdy jednak utknie mi w nim łeb, bo przecież to półtorej godziny jazdy trzema różnymi autobusami. Ale złe myśli na bok.

Pani instruktorka wyjaśniła co i jak działa w maszynie, po czym kazała wsiąść i jechać. Tak, tak, dobrze czytasz: PANI INSTRUKTORKA. To dało mi dalszą motywację do działania! Ona może, to i ja! Pfff!
Wsiadłam.
Wsadziłam kluczyk do stacyjki. Nacisnęłam czerwony przycisk (motocykla nie odpala sam kluczyk, tak jak jest to w autach), głupio myśląc, czy tak wyglądają przyciski do wysadzania bomb i czy ja swoje pstryknięcie przeżyję. Ale cóż… powiedziało się A, to trzeba powiedzieć B. Pstryk i… WARCZY, i mrowi mi pod tyłkiem i między nogami! Skojarzenia miałam takie jak Ty teraz! Było przyjemnie! Było tak, że dech zapierało, a jeszcze nie jechałam!

- Śmiało, przekręć manetkę – usłyszałam od instruktorki.
Nie, nie to, że byłam nieśmiała… nie, co to, to nie. Ja po prostu chłonęłam tę chwilę, ten moment… potem delikatny ruch ręką… o k…a! Latam, ja latam, płynę! Zrozumiałam wtedy co oznaczały teksty wyczytane na forach motocyklowych typu: – kto/gdzie dziś latał?
Latał… latać. Jechać.

Kurde, nawet teraz, kiedy to piszę to czuję motyle w brzuchu i mrowienie pod tyłkiem!
Myślałam wtedy (a byłam tzw. singlem): i po ch…rę mi facet????
Co za radość! Niezależność, emocje, ekstaza! To lepsze niż seks!

Takich dni było więcej. Tak czułam się jeszcze nie raz, aż w końcu nadeszła chwila gdy miałam z facetem z telewizji wyjechać na miasto. Kazał mi wsiąść na motocykl, a potem siadł na tym samym co ja, tuż za mną! Opony się ugięły, a ja się przeraziłam i zadrżałam:
-  A Ty ze mną tak będziesz jechał?
- Tak, jest szanowna kursantko! – odparł.
- Ale Ty ważysz z 90 kg! Nie ruszę!
- Kursantka się nie martwi, kursantka ruszy! No już, zapalamy motocykl!*

Zapaliłam i odjechałam, a 90 kg mięcha siedzącego za moimi plecami, siedziało z kaskiem w łapie i gadało przez komórkę:
- bla bla bla… muszę kończyć, bo kursantka będzie skręcać i muszę sprawdzić, czy w nic nie wjeżdża.
I wykrakał, bo prawie wjechałam w auto na pasie obok. Dostałam łapą w kask:
- Kursantka, k…a mać, chce nas zabić?
- Nie!
- To niech kursantka uważa następnym razem, zrozumiano?!
- Taaak, ale masz ciężką d…ę!
…no dobra, tak nie odpowiedziałam, ale pomyślałam, a to i tak w takiej sytuacji odwaga, bo przerażona byłam okrutnie. Wszędzie samochody, ja z nim za sobą! Jak przeżyć?! Najgorsze było stawanie w korku albo na światłach. Weź utrzymaj motocykl 250 kg i kupę mięcha na siedzonku, kiedy sama ważę 57 kg!
Ale dałam radę, nie poddałam się. Skończyłam kurs szczęśliwa i marzyłam o chwili gdy wsiądę na SWÓJ MOTOCYKL. Ceny motocykli do niskich nie należą, a przecież trzeba mieć jeszcze ubranie, buty, kask… Zaczęłam kombinować i tu być może urażę osoby wyznające zasadę, że nie powinno się za kogoś pisać prac do szkoły, czy na uczelnię, ale to była dla mnie jedyna szansa, żeby zarobić na SWÓJ MOTOCYKL. Tak więc, w dzień pracowałam wykonując za marną kasę pracę biurową, a wieczorami pisałam magisterki i licencjaty. 7 prac w ciągu 3 miesięcy i mogłam szukać SWOJEGO MOTOCYKLA i ubrać się jak należy.

I znalazłam. I motocykl, i ciuchy. Na buty już nie wystarczyło, ale od czego są glany. Glany pasują do wszystkiego i nadają się wszędzie.

Koniec części pierwszej. Ciąg dalszy nastąpi.

Grupa Desantowa na fejsie

6 Komentarze

  1. Ja należę do tych, których motocykl przeraża. Gdy widzę motocyklistę tnącego po autostradzie jedyne co mam w głowie to to, że on nie ma szans w zderzeniu z wiewiórką.

    Najbardziej podziwiam jednak pasażerów na motorach. Kierowca ufa sobie, ale skąd wziąć takie pokłady zaufania by całkowicie zdać się na kolesia siedzącego przede mną, przyspieszającego do zawrotnych prędkości… brrrrr!!!

    To nie zmienia faktu, że widok motocyklisty ma w sobie to coś i nie chodzi tylko o tajemnicę, kto kryje się pod kaskiem :)

    • Najczęściej pod kaskiem kryją się ludzie z dzikim serduchem… wspaniali ludzi, pod warunkiem, że nie są wariatami, którym zależy na tym, żeby innym imponować i jadą na złamanie karku… swojego i innych…

  2. O Boże, wstyd mi. A ja nawet nie mam prawa jazdy! Co prawda mam to w planach, ale na samą myśl… właściwie nawet nie umiem sobie siebie wyobrazić prowadzącej auto! Ale zawsze marzyłam o tym, by ktoś przewiózł mnie na ścigaczu i mam nadzieję, że kiedyś to marzenie się spełni. Bać się nie boję, wręcz chciałabym zaraz, już, teraz! Zazdroszczę Ci :-)

    • Lubię prowadzić samochód. Luuubięę… (mlask!). Nie lubię za to jeździć jako pasażer bo to mnie usypia.
      Jak jeszcze wsiadę na moto to podasz adres i Cię „przewiozę” :))

  3. A ja się boję wejść na skuter. :/ Kiedyś mój były niedoszły obiecał, że mnie przewiezie na ścigaczu. Chyba więc już się nie dowiem jak to jest latać…

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.