W ZOO

W niedzielny poranek warszawskim ZOO już za bramą tłum poruszał się alejkami jeden za drugim, przyjmując powoli kształt gąsienicy. Jedno wielkie ciało jak wąż, jak żmija, wiło się i prostowało po chodniczkach, trawnikach, wśród klatek i wybiegów. I jej sssssyk, stworzony przez rozmowy, kłótnie małe i duże, przez krzyki i płacz, prośby i błagania o loda, gofra, zapiekankę, dmuchaną lalkę i kotka i auto, o napój niebieski ze schłodzonej galaretki.

Żar, skwar, upał. Dzieci w wózkach, dzieci ledwo chodzące, ledwo rozumiejące co się dzieje, czemu mama z tatą każą ciągle się na czymś skupiać i przestać ryczeć i do zdjęcia pozować:

- No nie płacz, ustaw się TU, o TU na tle żyrafy! Zdjęcie ci zrobię. Uśmiechnij się wreszcie! Ale dlaczego płaczesz? No przestań, nie  chcesz zdjęcia????

Kurwa, dziecko około piętnastomiesięczne nie chce zdjęcia???? Ale jak to???? To wręcz niezrozumiałe! I dlaczego nie cieszy się gdy widzi słonia??? Przecież wcześniej w domu, w spokoju, w normalnej temperaturze, gdy było mniej ludzi, pokazywało paluszkiem w książeczce na sonia. Czemu więc nie teraz, no czemu?

Stoję z ośmioletnią siostrzenicą-chrześnicą przed wybiegiem dla pawianów. Ktoś z drugiego końca tłumu rzucił wafelek, a potem kawałek bułki słodkiej. Przy mym uchu słyszę dumny głos:

- Jak im rzuciłam paluszki to też zjadły.

- Przecież zwierząt nie powinno się karmić jedzeniem dla ludzi, co nie? – dopytuje mnie moja ośmiolatka.

- Oczywiście, że nie powinno się karmić zwierząt, ale ludzie to debile. Niestety – mówię bardzo głośno.

Masa grubych dzieci, stada świnek skaczących koło swych tłuściutkich, mięciutkich kochanych rodziców:

- Loda, loda! Mamo, tato! Kup! Jest tak gorąco! Kup! Kup, koniecznie dużego, z polewą! No weź od tak dawana, od wczoraj, od dzisiaj rana nie jadłem!

- Jejaaa! Różowa wata cukrowa! Tylko 4 złote! Kup, kup mi proszę! W sklepie takich przecież nie ma! Teraz i tu to jedyna okazja!

Małe oblepione rączki stukają w szyby terrariów, klejące buzie przyklejają się do szyb i liżą je, zapominając się, sprawdzając, czy to też może z cukru:

- Wężu! Pokarz język! No pokarz! Ale durny, nie chce się ruszyć!

Tuż koło tygrysów idzie mama. Pcha wózek. Za nią mąż z zestawem słuchawkowym, mówi do siebie, macha rękoma jakby oganiając się przed muchami, komarami. Tłumaczy, że lista, którą stworzył może zostać zmieniona, ale pod warunkiem, że te zmiany zostaną z nim uzgodnione. Rodzinne spacery są fajne. Po tygodniu pracy, zmęczenia, wreszcie można pobyć razem.

Spacerujemy dalej. Ja, moja siostrzenica, 3 kumpele i ich dzieci. W sumie 9 sztuk nas jest. Mijamy kozy, bizony i żubry. Potem wilki. Ja mówię, że śmierdzą, a koleżanka Kaśka, że czuć od nich marychą.

Patrzymy jeszcze na niedźwiedzie brunatne wylegujące się na skałach. Czerpią spokój z tego, że nic nie muszą. Wcześniej tak nie było bo pracowały w cyrku,  więc to, że ktoś je teraz ogląda, wcale im nie przeszkadza, przecież nie raz widziały człowieków, rozdartych, hałaśliwych, śmiejących się, płaczących. Głośnych. Niech sobie będą. Grunt, żeby nie biły, nie kazały paradować dookoła sceny na dwóch łapach i ryczeć na zawołanie. Nienawidzę cyrków. Prosto z serca nienawidzę.

Popadam w zadumę, z której wyrywa mnie:

- Łaaaaaaaaaaaaaa! Babciaaaaaaaa, boliiiiiii!!!!!!!!!!!!!!! Łaaaaaaaaaaaaaaaaaa!

- No już kochana, nie płacz, to moja wina, nie wiedziałam, że cię udziobie.

Tuż przy wyjściu jest wybieg dla żurawi. Jako jedyne w zoo ma tylko zwykłe ogrodzenie bez dodatkowego zabezpieczenia w postaci np. barierki. Dziewczynka podeszła do siatki. Jeden z ptaków też. Dziecko wysadziło przez otwór rączkę, a ptak sprawdził, czy to pora karmienia lub może włamanie i … dziobnął.

Babcia zdziwiona. Ja nie.

Gula na fejsie

9 Komentarze

    • Zoo się przydaje. Jest tam wiele zwierząt, które przechodzą rehabilitację (np. bociany czy orzeł bielik jak wyzdrowieje zostanie wypuszczony na wolność), są też zwierzęta na emeryturze, po przejściach (np. niedźwiedzie brunatne, które tyrały wcześniej w cyrku), są również gat., którym grozi wymarcie, a w zoo mają warunki sprzyjające rozmnażaniu… Zoo jest ok. Cyrk to złoooo :)

    • dokładnie… zastanawiałam się nieraz patrząc na ludzi, kto powinien siedzieć tak na serio w klatkach?

  1. Rany, aż mi się wychodzenia z domu odechciało, bo wszędzie można takich obłąkanych rodziców/dziadków spotkać ;-)

  2. Biedne dzieci, mnie by się nie chciało ruszyć tyłka w taki gorąc, a już na pewno nie tam, gdzie jest tłum ludzi.
    A zwierzęta jeszcze biedniejsze. Pewnie one miały większy ubaw z ludzi, niż ludzie z nich.
    Też nie lubię cyrku.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.