Latający telefon i latający talerz

Raz w roku muszę czymś pierdolnąć. Tak z całej siły cisnąć czymś o podłogę, o regał lub o ścianę. Ta siła, ta para w łapie bierze się z totalnej niemocy, z nieskuteczności przekazu werbalnego. Ręka z okiem samo się dogadują, bez zbytniej współpracy mózgu, który mógłby dokonać błyskawicznej analizy co będzie potem szkoda zbierać lub zamiatać z podłogi.

I poszłoooooooo… i się rozwaliołooooooo telefonisko smartfonisko androdisisko i talerzyk od z jedzeniem… Gwoli wyjaśnienia, rzuciłam telefonem męża (cenny!!!) dla zaakcentowania końca komunikacji z Nim, a talerz z jedzeniem (również cenny bo od jedynego całego kompletu!!!), bo jak walnęłam smartfonem to chyba głupio mi się zrobiło, że tylko Jego rzecz niszczę i w ramach zjonowania i łączenia się w bólu, że również rozumiem jak to jest stracić coś co lubię, walnęłam talerzem z jedzeniem o którym majaczyłam od ponad godziny. Aby czuć to dalej, nadal siedzę głodna. Nie ma jak porządna chłosta dla duszy!

Nie polecam takiej sytuacji, takiej frustracji, ani rozwalania, ani sprzątania. Nie polecam stania się wariatką mało obliczalną bo potem następuje głucha cisza i sytuacja taka w której nie wiadomo, kto ma się pierwszy odezwać. Potem rośnie gula w gardle i ma się jeszcze bardziej dość wszystkiego niż wcześniej i chce się znów być małym dzieckiem jak (na szczęście) śpiące Dziecko Kochane.

Choroba malucha jest ciężka dla niego, ale również i dla mnie bo w domu tkwię niczym księżniczka (tiiaaa księżniczka, chciało by się) w zamkniętej wierzy i męczy mnie ta nieustanna walka o to by wyjść na chwilę do sklepu, żeby mieć co jeść w ciągu całego dnia, żeby przewietrzyć mózg, żeby odpocząć po nieprzespanej kolejnej nocy i kilku ciężkich dni. Po to, żeby porozmawiać z kimś dorosłym, nawet na temat tego: czy są świeże sznytki?, albo o tym od jakiej kwoty mogę płacić kartą.

A mąż mówi jak co dzień, że nie ma czasu, że do pracy się śpieszy, że sznycel, który jest dziś na obiad mu wczoraj nie smakował i on nie chce go dziś, ani jutro. Że kurwa, mój sznycel po 22 na ledwo otwartych oczach robiony mu nie pasi, że wczoraj próbował ale mu nie wszedł… a gdy dopytuję, czy przypadkiem w barze, się nie najadł to kiwa głową twierdząco. No to koniec z obiadkami. Dziękuję. Od dziś albo tylko dla malucha będzie gotowane albo dla niego i dla mnie. I cały tydzień będę jechała na sznyclach, na polędwiczkach wieprzowych, na jajkach sadzonych lub na kanapkach. Cóż męża stać na chodzenie do baru z kasy firmowej więc będzie jadać różnorodnie, a mnie ani nie stać, ani wyjść z dzieckiem do knajpy nie tylko nie mam gdzie, ale teraz gdy ma ciągle temperaturę nie mam jak. Cudowne życie. Ach, a żeby poczuć jego piękno, idąc za radą wszystkich kołczerów zrobię coś dla siebie… np. kawę.

Gula na fejsie

11 Komentarze

  1. No to spełniłaś moje marzenie rzucenia telefonem. Zawsze chciałam wiedzieć jak to jest widzieć jak roztrzaskuje się na ścianie. Tylko zawsze mi szkoda było telefonu więc rzucałam go co najwyżej na łóżko…No ale skoro to nie pomaga, to chyba zamienię te marzenie na lepsze.

    • Najlepiej rzucić nie swoim… najlepiej leci czyjś telefon. Smartfon męża przeleciał przez cały salon, trafił w regał… i nadal działa… cholera… mocne te Samsungi.

  2. Ja tam trzaskam w takich sytuacjach drzwiami i krzyczę :P A potem mam głęboko w d…e że ojciec nie ma czasu / jest zmęczony i zamykam się w drugim pokoju na klucz. I czytam książkę co tam jest zawsze na takie okazje schowana. O.

    Ale rzucanie smartfonami też brzmi nieźle :P

  3. Raz pieprznęłam o podłogę talerzem – wspaniałe uczucie, piękny dźwięk i widok rozbryzgującego się szkła – i raz cisnęłam pilotem o ścianę, też fajne uczucie, tak samo jak przy rzucaniu talerzem, jednak upust emocji jest krótkotrwały i faktycznie zaraz ma się jakieś takie wyrzuty sumienia i poczucie wstydu, że najzwyczajniej w świecie jest się… wariatką! Nigdy więcej…

  4. Niesamowite, ale prawie fizycznie czuje mrowienie w karku … marze zeby pierdolnac czyms ciężkim w tv kiedys, albo jeszcze lepiej w okno. Niestety nie jest dobrym objawem zdrowia psychicznego zastanawianie sie jak to byloby nagle zmienić pas i wjechać w jadący z naprzeciwka tir …
    Tak czy siak, zazdroszcze Ci tego rzutu, niezaleznie od rozmiaru niezrecznosci sytuacji pozniej.
    I duzo zdrowia dla dziecka zycze :)

  5. Oj też zawsze o tym marzyłam, ale nigdy tego nie zrobiłam. Szkoda mi telefonu. Ale w zasadzie nie dziwię Ci się, też bym się na Męża zdenerwowała, że ani docenić nie potrafi ani zrozumieć sytuacji. Mam nadzieję, że Dziecko szybko wyzdrowieje :)
    Wróciłam i właśnie nadrobiłam zaległości u Ciebie :)

    • Kurde, okazuje się, że jesteś kolejna osobą, która chciała rzucić komórką… :)))) nie spodziewałam się, że to będzie pragnieniem tylu osób :) A walnijcie smartfonem samsunga… męża nadal działa. Mocne są! :)

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.