Chęć rzygu i urodziny

Absolutnie zdaję sobie sprawę z tego, że powinnam smarować posta z ochami i achami z wyjazdu wakacyjnego. Powinnam ale tak mi ciężko, tak mi się chce rzygać, że ledwo myślę i ledwo funkcjonuję. Ponadto cierpię na permanentne niewyspanie i zbyt częste w nocy sikanie (co półtorej godziny!!!!!!!!!!).

Od około niedzieli do mojego organizmu dotarło, że chyba jednak jestem w ciąży i non stop daje mi to odczuć pod postacią beznadziejnego samopoczucia, które przypomina mi stan określany jako „dzień wczorajszy”, czyli przeimprezowanie. Stety, niestety kaca nie mam, alkoholu nie tknęłam od dawna (a już czuje jakby to były lata świetlne!). Nie mam chęci nawet na czekoladę, na herbatę, na kawę (nooo, na czekoladę może trochę mam, ale się skończyła). Na nic. Mam ochotę leżeć i jęczeć:

- eeee eeeee eeeee…

Prowadzenie bloga zobowiązuje, więc resztką sił naklikam, że te wakacyjne prawie półtora tygodnia było hymmm miłe. Nie wliczając w to poranka w dzień wyjazdu, gdy mieliśmy się spakować i wyjechać ok. 13:00, tak, żeby Dziecku Kochanemu akurat wypadła drzemka, boooo mąż…

…bo mąż wpadł na pomysł, że z samego rana (po 9tej) pojedzie na rowerze, żeby odstawić go do rodziców,  a potem wpadnie szybko do chłopaków do pracy i szybciutko wróci do domu na nóżkach, czyli biegnąc przez las kabacki. Czyż to nie wspaniały pomysł? Przyjemne i pożyteczne. Coś dla duszy, coś dla ciała… tiaaa… ale to było przyjemne tylko dla niego boooooooo…

…bo od rana z Dzieckiem Kochanym przy boku, pakowałam i ogarniałam mieszkanie, w międzyczasie szykując coś do jedzenia na drogę i coś do jedzenia na bieżąco. Mąż szanowny wpada o 11:30 upocony, zadowolony i pyta:

- To jak? Spakowani jesteśmy?

Pomimo słońca za oknem w  naszym mieszkaniu grzmiało i strzelały pioruny. Mąż (chyba) zrozumiał, że nie chcę być wołem roboczym i ogarnął się z prędkością światła – co mnie bardzo zdziwiło bo zazwyczaj zawiesza się, chodzi bez sensu od ściany do regału i od regału do okna. Ba! Chyba mój burzowy nastrój nafaszerowany hormonami ciążowymi również przeraził go bo na wyjazd nie wziął gitary basowej (a miał, miał) i obiecał, że będzie się dzieckiem zajmować.

Cóż… tu już moje narzekanie na niego się kończy, bo jak obiecał tak robił. Ryby patroszył i na piecu smażył, po zakupy jeździł i zabierał Dziecko Kochane na spacery wokół działki (efektem jest rozcięta broda i limo po okiem), gdy ja relaksowałam się marynując maślaki (7 wyrąbistych słoików!).

Ponadto z rzeczy niesłychanych, całe półtora tygodnia nie sprzątałam, czasami tylko prałam i gotowałam. Udało mi się przeczytać 2 książki i jedną gazetę, odsmoczkowałam Dziecko Kochane i kilka razy ucięłam z nim drzemkę. Jeaaahhh! I wbrew pozorom cieszę się z tego, bo jak urodzi się drugie to taki RELAX będzie tylko wspomnieniem.

Tymczasem wróciliśmy do rzeczywistości i zwykłej codzienności. Mam dziś urodziny i z tej okazji założyłam ulubione stringacze (zupełnie nie wiem dlaczego, bo dzigi dzigi też mi się nie chce) i czekam na męża, który obiecał ugotować pyszną obiado-kolację. Zamierzam cieszyć się z tego i pochłonąć to co mi poda na talerzu, pomimo, że ciągle nie mam na nic chęci… no może na kawałek czekolady…

GULA na fejsie

18 Komentarze

  1. Najważniejsze, że choć trochę odpoczęłaś, Mąż Cię trochę wyręczył, trochę poczytałaś… Zawsze to lepsze niż codzienność w domu:) Nie wiem jakie nastroje miewa się w ciąży, ale mam nadzieję, że zmienne i szybko będziesz w lepszym nastroju:) I co najważniejsze: WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO Z OKAZJI URODZIN! ZDROWIA, SZCZĘŚCIA, UŚMIECHU KAŻDEGO DNIA I ZDROWYCH DZIECI KOCHANYCH, I ZADOWOLENIA Z MĘŻA!

  2. Noooo, witamy Wczasowiczkę :)
    Gulo, tak mi okropnie przykro, bo dzisiaj zeżarłam całą czekoladę, nie mając się z kim nią podzielić. Gdybym wiedziała, to bym Ci kawałek zostawiła :P
    Z okazji urodzin życzę Tobie spełnienia marzeń, dużo miłości, samych pogodnych dni oraz wszystkiego, czego tylko pragniesz!
    Pozdrawiam :)

    • Następnym razem jak weźmiesz do ręki czeko to pomyśl, że ktoś może jej potrzebować… zastanów się nad ostatnim kęsem… może warto go oddać potrzebującej?
      p.s. dzięki za życzenia! :)))

  3. Gula! Już sobie włosy rwałam z głowy, że coś się stało;/ No, ale jesteś na szczęście cała… i zdrowa;)))

    Trzymaj się, głowa do góry! Bardzo dziękuję za pocztówkę, jest prześliczna, a z pozdrowień się uchachałam:)

    Wszystkiego najlepszego, zdrowia, szczęścia, pomyślności!

    • Jestem, żyje, trwam i dziś żeby się waliło paliło, odwiedzę wszystkie ulubione blogi :)
      Dziękuję za życzenia i cieszę się, że pocztówka się spodobała :) Yoł!

  4. Jeeee jesteś panną ;D ja też, ale wrześniową ;] każde fajne! =D
    Oczywiście sto lat sto lat i tego co najbardziej teraz potrzebujesz, czyli lajtowego okresu brzuszkowego, byś czuła się jak co najwyżej ze wzdęciem i Dziecko Kochane 2 wyskoczyło szybko, jak przy kichnięciu ;D

    A co do wyjazdu, to wyobrażam sobie, ze musiało Ci się dymić z uszu, jak Mąż po porannym „joggingu” miał nadzieję, że przyjdzie na gotowe ;p

    Ale esencja wyjazdu jest pozytywna, więc git =D

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.