Jesień z dużymi cyckami

Trochę boję się tej jesieni, nie tylko dlatego, że pod jej koniec brzuch w balon pewnie mi się zmieni, ale też tego, że nie będzie już widać koloru zielonego, że wiatr chłodny zawieje, że będę z Dzieckiem Kochanym przyklejać w deszczowe dni nos do szyby i ciągle bawić się w krainę Niby-Niby. Jeszcze kilka lat temu lubiłam jesień, gdy poczułam chłód po prostu chowałam dłonie w kieszeń. Spacerowałam w deszczu z czarnym parasolem w dłoni, czując, że mnie chroni. Boję się więc tego kibla na całego, tego ograniczenia przestrzeni i powietrza, wiedząc doskonale, że czas u mnie stoi, a na zewnątrz, tam za oknem, zapieprza.

Mąż chyba przed chłodem też już łapie lęki, bo zakrywa kalesonkami termoaktywnymi swoje wdzięki. Poza tym przyznaję, że pomaga mi zajmować się Dzieckiem Kochanym, ale doprowadza do szaleństwa gdy nie trafia do zmywarki i do zlewu wstawia wszystkie talerzyki i garnki. Czy tak trudno otworzyć zmywarki klapę i do środka z brudnym naczyniem wpakować łapę? Czy ja mam sobie ubrudzonymi po jedzeniu talerzykami, sztućcami i kubkami „upierdalać” łapy, czy tylko ja w tym domu wiem jak się otwiera w takich urządzeniach kalpy?

A wracając do tematu wdzięków i figury to ciąża strzela mi w ciało z grubej rury. To co mam pod bluzką zaczyna żyć swoim życiem i trochę przeraża mnie tym swoim samoistnym BYCIEM. Nie pozwalają mi się dotknąć, ani nawet rzucić okiem. Są cholernie przewrażliwione i wytrzeszczone, mają po jednym oku i chowają się w biustonosza mroku. Jeszcze kilka tygodni i będę spała w staniku, żeby ich ciężar nie przewalał mnie na boki. Takie oto ciąży początków uroki.

Gula na fejsie

8 Komentarze

  1. A widzisz, jakieś te nasze nastroje w tym roku przemieszane, bo ja dotychczas jesienią łapałam totalną deprechę, tumiwisizm mnie dopadał i tęsknie czekałam na wiosnę, albo chociaż słoneczną zimę. A teraz… Jak słoneczko to na spacer, a na deszczowe wieczory mam już zapas gier planszowych, a dzisiaj nawet znalazłam w szafce farby plakatowe, więc pewnie na dniach kupię blok i sobie przypomnę, jak to kiedyś było ;-)
    Głowa do góry, Gula, jesień się kiedyś skończy, chwila moment będzie wiosna i znów radość, nie tylko z tego powodu :)
    Chociaż wiem… Czasami najlepszym antidotum jest wygodne łóżko i godziny nieprzerwanego niczym snu…
    Uściski :)

    • ooo sen by się przydał… szczególnie teraz gdy co 2-3 godz wstaje, żeby zrobić siku, a potem walczę o sen udając, że nie słyszę chrapania męża…

      A wiesz? W gry planszowe to bym pograła… jak dziecko dorośnie i będzie coś kumać będziemy grać. Koniecznie!

  2. Cycków zazdroszczę, na swoje nie narzekam, ale trochę więcej też by mogło być. Ja jesień uwielbiam, ale wtedy gdy nie pada, zimę też lubię, ale jak dla mnie powinna trwać krócej, po pod jej koniec to już nią żygam.
    A Męża trzeba w tyłek kopnąć i zapoznać ze zmywarką.

  3. Gile zostają :D
    Mój naczynia myje, ale za to zawsze zostawia w lodówce puste opakowania a w łazience zużyte roli papieru.
    Może zorganizujmy facetom jakieś warsztaty… „Jak nie wkurzyć żony”.

    • O widzisz! takie warsztaty to dobra myśl! Chętnie pomogłabym jakiejś przekonującej pani wykładowczyni, jako ta która karze, że nieprzyswojenie wiadomości. Tłukłabym rózgą po rączkach >;0)

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.