W nocy budzą się potworyyyyy

Spanie u kogoś w mieszkaniu to dla mnie udręka. Hotel, motel, kwatera ok., ale czyjeś mieszkanie żeby nie wiem jakie przytulne i sympatyczne, nocą staje się dla mnie domem rodziny Adamsów gdzie jest nie fajnie, nie miło, nie dobrze, nie do spania. Gdy nadchodzi taka noc, że trzeba u kogoś nocować, mój mózg i ciało przechodzą w stan depresyjnego czuwania, którym męczę się do rana. Istne samobiczowanie.

Czuwam i nasłuchuję: czy wrony już nadleciały za oknem i chcą wejść przez uchylone okno i mnie zadziobać, czy domownicy oby na pewno śpią, czy może chodzą po mieszkaniu i zaglądają do pokoju w którym leżę, czy może pod łóżkiem ktoś nie leży, albo zastanawiam się czy jestem dobrze przykryta i nie wystaje mi tyłek, albo czy cycek nie wyszedł mi przez dekolt, rękaw, nogawkę, czy cokolwiek innego. Śpię-leżę, zakryta po czubek nosa, a nogi zawijam w kołdrę jak w kokon. Ja – mumia.

Najgorszą noc w całym swoim życiu przeżyłam u babci mojego męża. Przemiła kobieta. Polubiłam ją od pierwszego wejrzenia i od jej pierwszej opowieści o tym jak to kiedyś było… Ususzona i schorowana ale z głową w której magazynuje przecudne wspomnienia i z pamięcią lepszą od niejednego komputera.

Przyszło nam u niej spać w salonie, który jest (cholera!) pokojem przejściowym. To znaczy, że babcia chcąc na przykład pójść siku, musiała przemaszerować przez „nasz” pokój, tuż obok łóżka na którym spaliśmy.

Oczywiście nie spałam bo czuwałam. Byłam święcie przekonana, że babcia parę razy przechodziła przez pokój bo wydaje mi się, że skrzypiała podłoga i jestem również prawie pewna, że babcia stała nad nami… i przyglądała się jak śpimy (lub czuwamy). A gdy rano powiedziała do mojego wtedy przyszłego męża:

- Tak się rozwaliłeś na łóżku, że mało co jej nie zrzuciłeś.

…byłam pewna, że nas obserwowała… jak w horrorze!

Dziś mąż zabiera mnie, Dziecko w Brzuchu i Dziecko Kochane na czterodniową wycieczkę po Kielcach, Górach Świętokrzyskich i Kazimierzu Dolnym (on to chyba jednak mnie lubiiii). Pierwszą noc spędzimy w mieszkaniu u mojej siostry ciotecznej… najpierw będzie miło, buzi buzi, co tam u ciebie?, kolacja, a potem nocna udręka… łojejuuu… oby tylko wrony nie krakały i cycki mi nigdzie nie wylazły…

Gula na fejsie

12 Komentarze

  1. Właśnie zdałam sobie sprawę, że jedyną osobą, której obecność nie krępuje mnie w pokoju, w którym śpię jest mój brat… O_o Pewnie dlatego, że od 20 lat mieszkamy razem, a nasze łóżka dzieli stół z krzesłami.

    Aha – w kołdrę zawijam się ZAWSZE. Jak w kokon :D
    Pozdrówki!

  2. Mam prawie to samo!!! Też nie lubię u kogoś spać, nie tylko z powodu potworów, tak jakoś po prostu. Niewygodnie, dziwnie, inaczej niż u siebie, itd… Koszmar, po prostu koszmar. Mam z tym ogromne problemy kiedy np. jedziemy na wakacje i wynajmujemy pokój, rzecz jasna bez luksusów. Niemal wszystkiego się brzydzę, pościeli przede wszystkim. A potworów to boję się u siebie! Zawsze się tak owijam.

    • Kurde, też tak wszystkiego się brzydzę… desek klozetowych, brodzików pod prysznicem i kafelek na których leży cudzy włos… brrrrr

  3. Nie no nie ma to jak własne ciepłe, przytulne łóżeczko… Swoje jest najlepsze ze wszystkich na świecie… Jak spałam sama bez Męża to też tak podwijałam kołdrę… teraz trochę ciężko :/

  4. Ze spaniem w cudzym mieszkaniu nie mam kłopotów, mam za to fobię związaną z używaniem cudzych toalet… Tam gdzie jeszcze często bywam (dom rodziców, teściowej, dziadków)- ok, ale np u koleżanki, a jeszcze może publiczny jakiś?.. Brrrrr!..
    A Kazimierza Dolnego szczerze zazdroszczę… Nie byłam tam- łohohoho. I tak blisko do Lublina… I do Krakowa… W porównaniu z odległością znad morza ;)

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.