Sąsiedzi

 

Możesz wybrać sobie gdzie będziesz mieszkać. Możesz pogrymasić, czy w domku, czy w bloku, na którym piętrze. Możesz poszukać miejsca idealnego… ale nie możesz jednego… wybrać sobie… sąsiadów.

Sąsiedzi mojej rodziny z tzw. „starego mieszkania”, w którym spędziłam czternaście lat życia, byli dość ciekawi. Przykładowo na parterze mieszkali podpieracze parapetów i obserwatorzy życia innych sąsiadów, a na trzecim piętrze mieszkała Pani, na którą z dzieciakami mówiliśmy Pani Śmierdząca. Miała około 70-paru lat, nadwagę tak dużą, że ciężko jej było chodzić po schodach i ciągle musiała robić postoje. A co najgorsze okropnie śmierdziała, ponieważ nie zmieniała ubrań i nie korzystała z łazienki.

Teraz z biegiem lat wiem, że sąsiedzi powinni zareagować, że ktoś powinien zawiadomić opiekę społeczną, ktoś powinien pomóc ale… jak to często bywa nikt nic nie widział, nikt nic nie zauważał, a o smrodzie każdy gadał. Zdarzyło się, że Pani Śmierdząca zasłabła. Do przyjazdu karetki zawołano więc moją mamę, która z zawodu jest pielęgniarką. Po powrocie z jej domu, wpadła do kibla i zwymiotowała. Mówiła, że Pani Śmierdząca nie tylko nie korzysta z łazienki, ale również nie korzysta z wc, a na podłodze można znaleźć jej odchody. Niestety pomimo, że było u niej pogotowie nikt więcej nic nie zrobił. Pani Śmierdząca śmierdziała i żyła w nieczystości nadal.

Kolega Tomek z czwartego mówił nie raz, że do ich skrzynki przychodzą karki pocztowe z pozdrowieniami dla Pani Śmierdzącej, ale gdy chciał je jej oddać, mówiła, że to pomyłka, że to nie do niej i że nie zna nadawcy.

Po kilku latach Pani Śmierdząca zmarła, a potem w jej mieszkaniu zrobiono remont, który trwał i trwał… i prowadzili się nowi lokatorzy. Nowi sąsiedzi.

Na trzecim mieszkała Krystyna z mężem policjantem i trójką dzieci, która zaprzyjaźniła się z Irenką z czwartego co miała męża Ormianina i również tyle samo dzieci. Uwielbiały się. Chodziły do siebie w kapcioszkach na kawkę, herbatkę, ciasteczko, ploteczki, po razy i po porady, aż w końcu pokłóciły się. Podobno jedna drugiej czegoś pozazdrościła. Że niby Krystyna Irenie nowego futerka, że jedna drugą u innej sąsiadki obgadała. I nastała wojna. Wojna na obelgi, na gówna i wodę. Obelgi bo się wyzywały, a gówna bo Krystyna wymazała odchodami Irenie drzwi wejściowe, za co Irena Krystynę oblała garnkiem wody – a niektórzy twierdzą nawet, że to były pomyje.

Na trzecim tuż obok Krystyny mieszkała też Pani Od Murka. Pani starsza, którą córka z mężem i dwoma córeczkami ewidentnie wyrwały z jakiejś wioski, gdzie miała swoje grabki i kwiatki. Próbowała kawałek swojego świata przenieść przed blok i na pasku o długości 5 metrów i szerokości płyty chodnikowej, wyczarować ogródek. Przed wejściem do klatki obmurowała sobie (sama!!), obetonowała (sama!!) taki paseczek, nasadziła kwiatków i nawiozła kup krowich na taczce (szła z nim ze 2-3 km od wioski za osiedlem!!). Ten jej murek był akurat przy ławce na której siadywałam z dzieciakami. Gdy na ławce nie starczało miejsca, sadzaliśmy tyłki na murku. Afera była za każdym razem gdy Pani Od Murka nas przyczaiła, bo nieustannie nam te dupy spadały z cienkiego murka na kwiatki.

Teraz też mam ciekawych sąsiadów. Większość to rodziny z małymi dziećmi. Są wśród nich dziewczyny-mamy z którymi złapałam fajny kontakt, są też ich mężowie, których polubiłam i jest też… Pani Misia z parteru, która czepia się tych z drugiego piętra, że niszczą jej kafelki na tarasie. Krzywda kafelek wynika z tego, że z balkonu na drugim kapie woda ciągle w to samo miejsce, przez co U Pani Misi powstała szadź. Jest to dla niej tak ciężka do przetrawienia sytuacja, że grozi tym z drugiego sądem. Aby uniknąć kontaktów ci z drugiego zadzwonili do wspólnoty wyjaśniając o co chodzi. Przyjechali panowie specjaliści z zamiarem oceny problemu i ewentualnej naprawy. Próbowali przekonać Panią Misię, żeby ich wpuściła na taras jednakże po kilku próbach poddali się. Facet z drugiego poszedł do Pani z parteru z prośbą o wpuszczenie fachowców, ale usłyszał, że:

- Niech Pan sam sobie ich wpuszcza do swojego mieszkania bo to Pana balkon jest zepsuty. Jak boli Pana lewe ucho to lekarz zagląda Panu do prawego?

I tyle. Problem istnieje nadal, zapewne na okres jesienno-zimowy ucichnie, a wykwitnie wraz z kwiatami na wiosnę, gdy znów woda na drugim zacznie się skraplać i kapać na płytki na parterze.

Oprócz tego konfliktu Pani Misią, osładza również życie sąsiadom mieszkającym tuż nad nią. Biedni. Mają syna w wieku około czternastu lat i sześcioletnich bliźniaków. Pani Misia uważa, że dzieci za głośno się zachowują. Najpierw nachodziła ich z kłótniami w domu, a obecnie stuka i puka im w sufit, wydziera się ze swojego ogródka, że: są za głośno, źle parkują samochód, zrzucają z balkonu do niej śmieci. Oczywiście straszy ich też sądem i oczywiście na wycieraczce kładzie im wszystkie papierki, które znajdzie w swoim ogródku bez względu na to czyje tak naprawdę są.

Nudno nie jest, nie?

Gula na fejsie

 

8 Komentarze

  1. Pisałem już dzisiaj o tym przy okazji innego podobnego wpisu. Sąsiadów trzeba sobie ułożyć – żeby nie mówić wychować. Nie wiem jak jest możliwa sytuacja, że jedna osoba potrafi sterroryzować całe sąsiedztwo. Ja osobiście mam w głębokim poważaniu czy ktoś mnie lubi czy nie. Do każdego wyciągam rękę, z każdym porozmawiam, jak trzeba pomogę – no problem. Gorzej gdy ktoś staje się terrorystą blokowym. Takiemu z reguły daję 3 ostrzeżenia jeśli nie poskutkuje przechodzę do „umilania życia”. Z reguły to działa błyskawicznie. Najczęściej po takim „ucywilizowaniu” terrorysty klatkowego, dziwnym trafem wszyscy stają się dla siebie mili przyjaźni i sympatyczni.
    Moja rada – nie cackać się z upierdliwcami !

    • Popieram! Również uważam, że nie powinno się cackać z terrorystami. Jak to mówi ulubiony polityk mojego męża: „z terrorystami sie nie negocjuje”. o.

  2. O kurde! Gula! Gdzie Ty mieszkasz? :D Weź zrób porządek z tymi ludźmi :P U mnie w bloku też były różne cuda, ale raczej takie na śmiesznie, nikt nikomu za specjalnie życia nie utrudniał, chociaż konflikty się zdarzały – jak wszędzie. Ale cieszę się, że już nie mieszkam w bloku – w tym ani w żadnym innym. Teraz mam dobrze – z jednej strony 40letni kawaler, ale bardzo w porządku, a z drugiej sąsiedzi idealni, bo ani nie hałasują, ani nie skarżą się na hałas u nas. Nie wzywają policji, ani się nie kłócą – cmentarz to naprawdę fajne sąsiedztwo;) Między moją działką a cmentarzem na pewno nigdy nie powstanie żaden dom, bo do cmentarza od mojej bramy jest 30 kroków (liczyłam), więc co najwyżej wyleją asfalt;) Przed oknami wychodzącymi na drogę mam dużą łąkę, na której za parę lat powstanie parking. Sytuacja idealna. Żadnych ludzi! Ino groby i samochody :D

    • :) masz niezłych sąsiadów… gdybym tylko mogła mieszkać w takiej okolicy jak Tyyyy eechhh, żaden sąsiad nie byłby mi straszny! Pięknie tam masz i tak zielono, że ludzie muszą być mili… ktoś kto mieszka w takiej okolicy musi być łagodny i serdeczny! Absolutnie!

  3. To tak żeby się człowiek nie zanudził ;)
    Do mnie kiedyś sąsiadka przyszła z awanturą, że mam za głośno muzykę… Kiedy wszystkie sprzęty były powyłączane, bo się uczyłam, a K. z Młodym akurat byli od dłuższego czasu na spacerze. Ostatnio się dowiedziałam na dodatek, że babka mieszka dwa piętra nade mną po przeciwnej stronie klatki.
    Kurde, też bym chciała mieć tak dobry słuch.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.