Melanchujnia

Bez znaczenia, bez wyrazu. Bez niczego konkretnego, tak jak ten blok czekoladowy, który wyszedł za mało czekoladowy i za mało słodki. Jestem taka jak ta jesień, ani bez słońca ani bez ulewy. Zupełnie nie wiadomo co siedzące w skórze człowieka.

Mam włosy, oczy, nos, ręce, nogi, brzuch rosnący i niewiele więcej, a czegoś więcej mi trzeba. Nie wiem dokładnie czego, ale jak zwykle czegoś mi mało, czegoś mi brak. Wiem, że można się cieszyć ze wszystkiego, płakać z radości, że jest chleb i masło do smarowania, że jest dużo czasu do marnowania. Wiem, że można cieszyć się przez cały dzień ale ja tak nie potrafię. Muszę mieć za czym tęsknić, muszę czegoś chcieć i pragnąć, muszę marzyć, muszę się dusić i czasami w poduszkę płaknąć i westchnąć, że czegoś mi brak…

Dziś brak mi słońca i motyli, brak mi ciepła na policzkach i wieczornych przesiadywań na kanapie z mężem przed laptopem, i wzroków utkwionych w jakąś niezwykłą historię. Brak mi wspólnego przeżywania. Brak mi czegokolwiek ciepłego, chociaż delikatnego wiatru. Mam za to nadmiar takich samych, codziennych czynności i niewiele rozmów o czymś sensownym. Wychodzi na to, że najwięcej czasu poza maluchem spędzam podczas zakupów z Panią Jolą, która waży i przyjmuje pieniądze. Niedługo, pomimo różnicy wieku zacznę jej mówić: „Siema, Jola!”

Wieczorami gdy już się z mężem spotkamy. Gdy już położymy Dziecko Kochane, mąż pędzi do laptopa, do jedzenia z czosnkiem i cebulą, którym przepędza mnie do sypialni. On je i pije łiskacza siedząc w komputerze, a ja leżę jak butelka ciemnego, cierpkiego wina, zakorkowana słuchawkami z krzyczącą muzyką.

Potem nocne wędrówki na siku przeplatam snem, a mąż czyta, albo idzie spać do pokoju obok. Nie śpimy razem bo się nie da, ani oddychać jego czosnkiem, cebulą i łiskaczem, ani nie da się spać bo chrapie. Chrapanie jest tak okropne, że po wielu, wielu mych prośbach w końcu zapisał się do lekarza. Jest nadzieja.

Ulepiłam pierogi z serem… wrzuciłam je do wrzątku… niech będzie im trochę ciepło.

13 Komentarze

  1. Zbieram się, żeby coś napisać i nie potrafię. Wszystko jest tak banalne w obliczu chłodu, jaki objął wszystko poza pierogami. One na pewno są wdzięczne za odrobinę ciepła, jaką im podarowałaś…

  2. Gula, to pewnie hormony! Ja raz na jakiś czas w pierwszym dniu okresu zachowuję się jak histeryczka… A raczej… Jakby wszystkie nieszczęścia świata na mnie spadły – jest mi smutno, czegoś mi brakuje, chce mi się płakać, rwie mnie serce, dusza umiera… Naprawdę mi wtedy źle, często nie chcę nawet żyć! Ostatnim razem ryczałam dwie godziny i było mi tak cholernie źle, jak nigdy… Następnego dnia czułam się jak nowo narodzona, miałam świetny nastrój, nie czułam żalu ani udręki. Straszne to. Jeżeli w ciąży mam przechodzić przez taką gehennę częściej niż raz w miesiącu, to chyba trzeba poważnie zastanowić się nad dzidziusiem, coby matki wariatki nie miało, hihihi.

    Buziaki!

    • Kobiety to chyba po prostu nieobliczalne i szalone istoty :) Dobrze, że nie jesteśmy facetami… weź z takimi jak my wytrzymaj! Maskara!

  3. Tytuł dobrałaś do posta idealnie. Normalnie z czytaniem aż czułam tę ciężką chmurę, która z każdym słowem robiła się coraz bardziej złowieszcza, by już niebawem zacząć rzucać gromami.

  4. Dobra, zapóźniona jestem w cholerę z czytaniem, ale co do chrapania muszę się wypowiedzieć.
    Ja mam taką teorię, że natura zarządziła, że jak tylko facet zrobi dzidziusia, to zaczyna automatycznie chrapać głośno jak łomot tysięcy młotów pneumatycznych w ciasnym pomieszczeniu tylko i wyłącznie po to, by nieszczęsną ciężarną do bezsennych nocy przyzwyczaić… Uch.
    Mojego też do lekarza wysyłałam, nawet poszedł, dostał skierowania do laryngologa, do którego już nie poszedł. Stopery do uszu trochę pomogły.
    A po urodzeniu Młodego- chrapanie znikło, jak ręką odjął. I niech mi nikt nie wmawia, że to nie jest czysta złośliwość Matki Natury!

    • Nie wiem czy chrapanie przejdzie czy nie… wysłałam męża do lekarza bo podejrzewaliśmy krzywą przegrodę nosową (kiedyś trenował sporty walki)… i ten skierował go na zabieg… Jest szansa :) …pod warunkiem, że się ogarnie i zapisze na zabieg ale na razie się nie śpieszy. Cholera.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.