Ciężarówką być…

 

Przekształcam się, zniekształcam, można rzec, że się rozbudowuję, że wybałusza mi się to i owo na klatce piersiowej tuż pod głową. Jestem jak pień drzewa na którym wyrosły dwie potężne huby. Obnoszę się więc z dwoma nabrzmiałymi piersiami, idealnymi do rozwalania kokosów, ba!, nawet cegłówek, a nawet ośmielę się stwierdzić, że do burzenia ścian!

Mówią, że ciąża to stan błogosławiony. Że piękne są wielkie brzuchy z wystającymi pępkami, z brązowymi kreskami aż do krocza. Głaskają je miziają nie tylko matki, ale każdy znajomy. Mówią: „jak fasolka?/ mogę pogłaskać brzuszek?”, albo nie pytają tylko od razu do brzucha z łapami się rzucają. A ja dostaję szczękościsku, mięśnie mi się napinają i powstrzymuję się, żeby tych rąk nie złapać i nie powykręcać w supełki.

Gdy tylko powiesz, przyznasz się, że jesteś w ciąży od razu każdy zjeżdża wzrokiem z oczu i z twarzy na brzuch. Już nie patrzy się rozmówcy w lice tylko od razu szuka olbrzymiego bębna. Już przestajesz być po prostu sobą, a stajesz się nosicielem FASOLKI! Już tylko liczy się to: czy rzygasz?, czy jesz bez opamiętania?, czy w środku nocy nurkujesz w lodówce w poszukiwaniu bitej śmietany z ogórkami kiszonymi?, czy zdarzyło Ci się jesienią wysłać męża na ogródki działkowe w poszukiwaniu truskawek? Sensacja!

I te ciekawe pytania od każdej kobiety: przytyłaś? Ile przytyłaś? A po pierwszej ciąży ile? A schudłaś potem? A rozstępy? Dasz radę z dwójką? Nie boisz się?

Więc obwieszczam wszem i wobec, że skończyłam 4 miesiąc i przepraszam, ale jak nie rzygałam tak nie rzygam. Jem dużo i z nabiału przerzuciłam się na wędlinę i ser żółty. Nie mogę jeść jajek bo po nich bekam. Z ukochaną kawą też mi jakoś nie idzie dobrze. Przytyłam 3 albo 4 kilo i nie mam rozstępów.

I prawda jest taka, że nie lubię wielkich brzuchów i wystających pępków i mam nadzieję, że nie będę zbyt dużą foką. Nie mówię do Dziecka w Brzuchu, nie czytam mu wierszy, ani nie śpiewam mu kołysanek, a mimo to bardzo marzę o drugim brzdącu, ale gdybym mogła mieć boską moc i dano by mi skonstruować człowieka to ustaliłabym sobie tak, że dzieci rodzą się z płaskich brzuchów, a poród nie boli.

I uważam, że ciąża to wcale nie stan błogosławiony, ale lekko przerąbany pomimo, że dzieciaczek jest tak bardzo oczekiwany. A te pytania czy dam radę są nie na miejscu bo do macierzyństwa nikt mnie nie namawiał, nikt nie kazał, sama chciałam i dam radę, i wytrwam bo lubię, bo kocham być mamą… mimo, że może czasem trochę niezrównoważoną i nieokiełznaną.

Gula na fejsie

 

32 Komentarze

  1. Haha, byłam w ciąży dwa razy i do dziś nie mogę uwierzyć ile mnie dziwnych zachowań ludzi wtedy spotkało. Obce panie w sklepach opowiadały mi o swoich doświadczeniach. Poczekaj jeszcze trochę, a zacznie się prawdziwy hard core: zaczną opowiadać o porodach!
    A w ciąży być nienawidziłam, wkurzały mnie chude laski z płaskimi brzuszkami, pełne energii i mogące na luzie wbiegać po schodach.
    Ale, choć wydawało mi się to niemożliwe, ten cholerny stan błogosławiony kiedyś się kończy :)
    pozdrawiam!

    • Tiaaa mam doświadczenie z pierwszej ciązy, ale mimo to teraz nadal zadziwia mnie nieraz podejście innych. Cieszę sie, że druga ciąża przypada mi na okres jesienno-zimowy bo brzuch schowam pod kurtką, co mnie trochę oszczędzi w wysłuchiwaniu w sklepie fascynujących opowieści porodowych i poporodowych :)

  2. Oj, moja droga – chyba trochę generalizujesz!:) Co do głupich pytań, wszystko zależy od tego, jakich się ma znajomych, rodzinę. Kiedy byłam w pierwszej ciąży, moi nic o tym nie wiedzieli, aż do 8. miesiąca – więc nikt mi głowy nie zawracał, robiłam, co chciałam (nawet jeździłam na rowerze!), jadłam, co chciałam, itd. Zachcianek żadnych ani mdłości nigdy nie miałam, jedynie zgaga męczyła mnie trochę. Moje drugie dziecko wszyscy oni nazywali „kinder niespodzianką” (my stosujemy NPR, więc byli przekonani, że to była „wpadka”:)) – chociaż niespodzianka to była DLA NICH, nie dla nas. Dzieciątko było w pełni planowane. I DLA MNIE obie moje ciąże BYŁY błogosławieństwem – kiedy jesteś niepełnosprawna, wydaje Ci się cudem, że z Twojego ciała mogą powstać dwie piękne, zdrowe istoty. I wcale się w ciąży nie „rozrosłam”, w pierwszej przytyłam tylko 8 kg, a w drugiej nawet… chudłam, nosiłam stale te same ubrania, co zawsze. Tak więc widzisz, że różnie to bywa. I tak, czułam się piękna w ciąży, przede wszystkim dlatego, że dla mojego Męża byłam piękna. Każdej tego życzę. Mówiłam też do dzieci w brzuchu, głaskałam je, śpiewałam – mąż też. (Nawet kura gdacze do piskląt w jajkach!:)) Dzięki temu po porodzie dzieci znały nasze głosy i uspokajały się, słysząc nas. Wszyscy mówią, że mamy niezwykle spokojne dzieci – kto wie, może to właśnie dlatego? I nie wydaje mi się, żebym była jakaś nienormalna. Każde macierzyństwo jest inne, pamiętaj o tym. Ps. A poród wcale nie musi boleć. Pomijając już prawidłową „technikę rodzenia” (leżenie na wznak, do którego często zmusza się kobiety, jest NAJGORSZYM możliwym pomysłem! Natura nie tak to wymyśliła!) – uważam, że znieczulenie porodowe powinno być prawem każdej kobiety.

    • Każdy ciążę i poród przezywa i odczuwa po swojemu. Mnie nie pasuje wieli brzuch bo jestem dość aktywna i trochę mi po prostu mówiąc wprost… przeszkadz ai krępuje ruchy. Niemniej jednak nie oznacza to, że nie dam rady, że nie cieszę się, że będę znów mamą. Nasze dzieci, zarówno to pierwsze jak i teraz to drugie oczekiwane również były chciane i planowane. Nie umiem gdakać ani śpiewać dziecku do brzucha :) To nie ja… nie ten typ… co nie oznacza, że nie jestem czuła, kochająca i troskliwa.
      W pierwszej ciązy słuchałam non stop Metallicy symfonicznie, a w tej nałogowo wręcz oglądam serial Pit Bull… no tak mam i nic na to nie poradzę. Mimo tego, że nie są to pioseneczki i film idelany dla dziecka, nasz pierwszy synek jest radosny, wesoły, mega rozrabiajacy i nie widać, żeby moje zachowania na niego źle wpłynęły i zrobiły mu rysę na „mózgu” :).

      Pozdrawiam serdecznie i dziękuję za komentarz! :)

  3. Całkowita racja! W zupełności Cię popieram.
    Mam w klasie dwie mamusie, i wiem jak jedna z nich traktowano w poprzedniej szkole. Nie była już uczennicą klasy, czy szkoły. Była matką. Inaczej ją traktowano i wcale nie fajnie. Wszyscy uważali, że powinna być już poważna i że na pewno nie będą mieli z nią o czym rozmawiać. Nie miała imienia czy nazwiska a jedynie była młoda matką.

    • Tak nie raz się czuję… wiele znajomych o mnie zapomniało bo ja zawsze i wszędzie przecież chodzę z dzieckiem… a to nie lula u nogi… i ja nadal jestem… JA :)

  4. jejć nowy człowieczek zamieszka naszą planetę, dla wielu temat ciąży jest interesujący i cieszący szczególnie dla rodziny i znajomych. to normalne że pytają o takie rzeczy, ot jeden z tematów do konwersacji. jak nie chcesz o tym mówić to po prostu powiedz że ten temat Cię irytuje i już. nikt nie powinien Ci mieć tego za złe. a jak chcesz delikatniej to po prostu zmień temat. żal do świata że interesuje się dzidziusiem jest bezzasadny ;] ja rozumiem że ciąża może nie jest komfortowym stanem, ale fochów, żalów i złego nastroju nie należy przelewać na otoczenie ;]

    • Ależ oczywiście informuję gdy się czasami irytuję… a żali nie wylewam na otoczenie… tylko na bloga. Blog to ma kozetka u psychologa :)

  5. Denerwuje mnie nazywanie kobiet w ciąży ciężarówkami, nawet jeśli one same na to przyzwalają. Kobieta to nie przedmiot, to osoba w szczególnym stanie :-)

  6. Ja też nie rzygałam; wprawdzie było mi niedobrze kiedy czułam pewne „zapachy” (odory), ale to wsjo. Smaczki miałam na początku- na przecierowe soki warzywne, ale po trzech litrach mi totalnie przeszło; później moje smaki nie różniły się od tych sprzed ciąży. Nie budziłam się w nocy z chcica na lody, pączki, czy kiszone ogórki w polewie miodowej :P Mam zdrową, fantastyczną dziewuszkę :-)

  7. Ha! Też myślę, że tak bym reagowała w ciąży… Przynajmniej mam takie myśli teraz, gdy przysłuchuję sie rozmowom, które muszą prowadzić w pracy ciężarne koleżanki z tzw. „życzliwymi”, które je zaczepiają na korytarzach. Do tego jeszcze obcy ludzie…. Ale ponoć gorzej jest, gdy maluszek jest już na świecie: wtedy wszyscy się z kolei nad tym dzieckiem pochylają, roztkliwiają, pytają, doradzają, wtrącają….

  8. Haha nie jesteś jedyną ostatnio „ciężarówką”, która stwierdza, że ciąża to stan błogosławiony, jak cholera ;p
    Ze znajomą rozmawiałam, to mówiła, że ma dość gadek „Jak pięknie wyglądasz w tej ciąży!”, „Agatko, no ślicznie Ci z tym brzuszkiem, i tak mało przytyłaś”, a sama widzi się w lustrze i wie, że jak foka wygląda, brzuch rozlał się jak opona wokół talii, cycki do kolan zwisają, twarz ziemista… Ach ta ludzka szczerość! ;p

  9. Na szczęście ciąża to stan przejściowy i za kilka miesięcy przejdzie do historii w Twoim wydaniu.
    Ja w ogóle nie lubię dotykania, miziania, głaskania, tulenia. Po jednym wykładzie z psychologii zaczęłam nawet myśleć, że mam zaburzoną integrację sensoryczną i nikt się nie spostrzegł w dzieciństwie. Nie wyobrażam sobie, żeby ktoś mnie głaskał po moim własnym brzuchu. Brrrrrr. Z całego serca współczuję i życzę wytrwałości/cierpliwości.

  10. No to ładnie… Kto więc udzieli mi odpowiedzi na te wszystkie pytania, jak nie Ty? :D

    Żartuję – wyobrażam sobie jakie to katusze, najgorsze jest chyba to macanie po brzuchu ;/

    • macanie, to dzibdzianie i zdrabnianie słówek brrrrr :) a poza tym ciąża jest ok. Dziecko będzie. Fajnie jest! Polecam!

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.