Ciążowe hormony…

 

Mówi się, że życie to nie je bajka, że to pudełko czekoladek i nigdy nie wiesz co wyciągniesz. Mówi się też, że życie z kobietą w ciąży to prawdziwe wyzwanie. A ja Ci powiem, że życie kobiety w ciąży to niezła jazda… jazda bez trzymaki na rollercoasterze – raz śmiejesz się od ucha do ucha, raz drzesz japę z przerażenia, a potem cię zatyka i w gardle rośnie gula…

Najpierw w któryś-jakiś-kolwiek dzień przedweekendowy strzelił mnie siekierą w łeb Pan lekarz ginekolog-położnik w programie Dzień Dobry TVN, opowieścią o kobiecie, która straciła dziecko na tydzień przed rozwiązaniem. Dopadła mnie smutek zwykły, ludzki, standardowy połączony ze smutkiem ciążowym, hormonalnym, wywołując sikanie oczu i drżenie brody.

Potem była sobota pełna radości z niczego i z tego i owego. Taka zwykła, pozytywna, niczym nie zmącona i niczego nie wymagająca. Wreszcie taki spokój, taka zwykła fajność zwykłego dnia. A potem niedziela cmentarna w miłym towarzystwie przegryzana pistacjami i opowieściami z czasów gdy była z nas fajna paczka, niezła ekipa szalejąca i ostro balująca. Były znicze u chłopaków, którzy zawsze na zawsze będą ze mną i z nią zlepieni. I wszystko byłoby ok., wszystko byłoby dalej cacy, gdyby nie to moje cholerne ciążowe wyłapywanie małych nagrobków. Te małe marmurowe kwaterki przygniecione wielkimi szklanymi cielskami zniczy, jak byczymi respiratorami lub urządzeniami do elektrowstrząsów. Wszystkie jakby się zmówiły i jak ćmy leciały do mnie jak do lampy.

- Pac! – uderzyła mnie w czoło pierwsza ćma – pac! Patrz byłam taka mała gdy mnie śmierć zabrała!

- Pac! – uderzyła mnie ćma druga pod oko – pac! No przeczytaj ile miesięcy miałam gdy się tu pod ziemię schowałam!

- Spadajcie! Spieprzajcie Dzieci nieżywe! Uciekajcie! Boję się, boję się!!! – krzyczałam wewnątrz siebie i oczy wywracałam w stronę lasu!

Wyrzuciłam Dzieci na bruk z głowy, na zimne kamienie, bo przecież niczego już nie zmienię. I uciekłam i zwiałam, i tylko mocz pod ogrodzenie za rogiem oddać musiałam. Dziecko z Brzucha pierwszy raz mnie tak odczuwalnie skopało (jupiiiiii!!!!!!!!!!! W brzuchu znów mam motyle!!!!) i na pęcherz uciskało. Zaznaczyłam więc teren dając znak tym samym, że życie toczy się dalej, że szoł mast goł on!

I nastąpiła normalna normalność i po godzinie już stałam w sklepie w kolejce po mięso i po rybę. Wróciłam spokojna do domu. Spragniona picia, jedzenia i do męża i dziecka tulenia. Lecz, żeby nie było, że wszystko dało się tak dobrze przetrwać to mąż przy jedzeniu ryby musiał dowalić zwróceniem uwagi, że siedzę przy stole z łokciami NA.

Bo łokcie lubię tak trzymać, bo tak mi wygodnie, bo taka jestem niekulturalna nie trzymająca się zasad, których wielce nie lubię. I ta ryba poszła najpierw ze mną na kanapę, żeby SIĘ i Jego nie denerwować. Ale po chwili uznałam, że to za mało i poszłam z rybą do pokoju na końcu ciemnego korytarza. Szanowny poszedł za mną dziwiąc się o co mi chodzi. A chodzi o akceptację kogoś kogo się kocha ze wszystkimi zaletami… i wadami! I Dziecko w Brzuchu wywołujące te dziwne nastroje wysłało mi znów drżącą brodę i sikające oczy. A On – ten zwracający mi uwagę, że  jestem taka nie „Ę, Ą”, nie jedząca bułki przez bibułkę, co najmniej z pięć razy tego wieczoru beknął… a ja nawet nie rzekłam „jak Pan może Pani pomidorze?!” …bo wtedy akurat trzymał mnie w garści hormon spokoju wraz z hormonem focha.

Gula na fejsie

 

11 Komentarze

  1. W ciąży nie jestem, a jakbym o sobie czytała… Straszne! To co będzie, jak zajdę w ciążę?;)

    A nagrobki dzieci rozwalają mnie doszczętnie… Po prostu jakby mnie kto młotem walił w głowę za każdym razem, kiedy spojrzę, przeczytam, pomyślę. Zaciska mi się wszystko w środku, oczy nachodzą łzami… Okropne, straszne, przerażające.

    • Sny bywają ciekawe. Grunt, żeby o nich rano pamiętać. O i właśnie mi się przypomniało, że śniły mi się tygrysy i miałam sprawdzić w senniku o co cho? :)

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.