Wszyscy są szaleni!!

Być może to zalążki, początki, start itp., itd., tzw. choroby dwubiegunowej, a może po prostu wychyliła się ze mnie osobowość psychopatyczna? Być może. A może to stan szoku lub ciągłego niedowierzania jak ciąża zmienia mi głowę albo alergiczna reakcja na deformację ciała… na brzucho-balon i piersio-bomby z wytatuowanymi brodawkami o wyglądzie kiełbasy salami, z przyklejonym na środku plasterkiem kabanoska?

Tak czy siak, cholernie dobrze się poczułam będąc wredną, stanowczą, kąśliwą i dogryzającą. Zło posmakowało jak sernik z posypką migdałową, jak tarta ze szpinakiem, czy ssanie zimnego sopla zimą.

Bo dopadł mnie stan niekrępacji, podszytej złością i wkurwem, który sugerował bym przy sobotnim rodzinnym obiedzie, gdy ma familja konsumująca ziemniaki z gołąbkami, przegryzane korniszonem i kiszoną w ciepłych domowych warunkach kapustą, uśmiechała się do siebie szczerząc zęby z przyklejonymi gdzieniegdzie resztkami jedzenia… by właśnie wtedy walnąć, że mam takie spostrzeżenie, że papier z oszą, ten za 8 zeta, z nakrapianym niebieskim wzorkiem jest mniej przyjemny dla dupy, niż ten za 2 zyle więcej z rossmana. I że moja uwaga jest sprawdzona, że warto na to zwrócić swe myśli robiąc zakupy.

Ponadto chciałam powiedzieć, że skoro tak sobie miło siedzimy i mlaskamy to mam potrzebę się zwierzyć, rzec tak w zaufaniu, między nami, że ciągle mi ciemno i dopytać przy okazji, czy im tak jest? I że marzę o tym by mieć siłę aby nie spać kiedyś do trzeciej w nocy tylko po to by spokojnie móc się pozastanawiać, czy jest jeszcze szansa na słońce na niebie? Że chciałabym też wtedy podumać nad tym, czy ludzie których spotykam zawsze mówili na wspak i czy zawsze chodzili wywinięci na lewą stronę? Czy mijając ich zawsze widziałam krzywo zawieszone oczy i czy zawsze tak smucili chodniki i przyrodę tym niesprzątaniem gigantycznych gówien po swoich słonio-psach?

I patrząc na twarze swych bliskich żujących ociekającymi sosem pomidorowym ustami, chciałabym wyczytać zrozumienie i usłyszeć kapiące na talerze odpowiedzi, czy też tak mają, czy to od niedawna tak na świecie się porobiło, czy może zawsze było, a ja ignorowałam to co widziałam i wmawiałam sobie, że jest jak w Bullerbyn?

Tak się jednak nie stało. Nie zadałam żadnego pytania. Zacisnęłam zęby. Popuściłam je dopiero wieczorem bo to się wszystko skumulowało i wyprysło mi z ust jak powstrzymywana biegunka i mama się zasmuciła, a siostra zobaczyła jak oczyma wywracam, tata to przemilczał, a szwagier jak zwykle niczego nie zauważył bo był sam sobą zajęty. Mąż próbował ratować sytuację, wyjaśniając moje słowa i rozumiejąc je po swojemu, tak jak chciał ale i tak z tego nic nie wyszło i muszę dziś zachować się przyzwoicie i zadzwonić do mamy mówiąc wesoło:

- Cześć, co dziś u Was? Co porabiacie?

A gdy wspomni o mnie złej z wczoraj, powiem:

- Przepraszam, to ciążowe hormony. A wiesz, że Pucia* dzisiaj…

I znów będę musiała udawać, że wszyscy są normalni, a ja lekko szurnięta. A przecież jest na odwrót…

…wszyscy są szaleni!

*Pucia – tak wymawia swoje imię Dziecko Kochane.

Gula na fejsie

6 Komentarze

  1. O jej, Gula, no znów jakbym o sobie czytała… Haha, świat jest nienormalny. Ja jestem jak najbardziej w porządku:) Reszta do odstrzału…

  2. Każdy wariat uważa, że jest normalny ;) Mam tak samo jak Ty, więc w sumie to… normalka ;D
    Przyklejony uśmiech nr 5 to okoliczność uświetniająca prawie wszystkie spotkania rodzinne. Nie lubię, unikam. Aż mnie trzęsie myśl o wigilijnym stole…
    Trzymaj się :)

    • Święta przyprawiają mnie o gęsią skórkę… lęk przed nimi pojawia się na początku listopada i wzmaga wraz z ilością reklam w tv z zabawkami i przyprawami do piernika, oraz z widokiem ozdób świątecznych w sklepach… brrrr

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.