Łał!

Ostatnio jestem na bieżąco ze swoim życiem, a może nawet trochę szybciej niż ono idę. Można rzec, że truchtem biegnę i kilka faktów wyprzedzam. Natomiast nie do końca jestem ze swoimi emocjami i mam w tej kwestii odrobinę żalu do siebie, bo przecież mogłoby być lepiej…

Oglądam Fakty z drżącą brodą lub z nerwem na czole. Czytam opisy rodzin ze strony Szlachetnej Paczki i trzęsą mi się ręce. Wspomniana wcześniej broda skacze, a oczy się moczą. W rubryce „szczególne upominki” Pani prosi o lakier do paznokci w kolorze czerwonym, a ja wyje. Dziecko nie ma bucików na zimę, a ja zanoszę się płaczem. Rodzina nie ma kubków, talerzy, sztućców, a mi w gardle rośnie olbrzymia gula… i dławi. Mąż wstaje w nocy i zapala światło, żeby obczaić co słodkiego może zjeść popijając dwoma kubkami mleka, a ja wybudzona warczę pod nosem. On płucze pod ostrym strumieniem wody kubek, a ja zaciskam oczy i udaję, że nie słyszę, On chowa mleko do lodówki i trzepnięciem zamyka jej drzwi, a ja planuję morderstwo o poranku. On idzie spać i po minucie chrapie, a ja leżę i rzucam się z Dzieckiem w Brzuchu z lewej, na prawą, czasami sprawdzając, czy nie lepiej na plecach…

Jem orzechy, posadziłam hiacynty i planuję kupić szydełko oraz czarną mulinę, żeby nauczyć się i żeby stworzyć serwetką pod kubek z czarno-zieloną herbatą. Ale to plany, na razie w związku z pogodą za oknem własnymi palcyma uszyłam chmurę do domu. Z dodatkiem czterech kolorowych kropel deszczu. Zawisła w małym pokoju nad łóżkiem, na szubienicy z żółtego kordonka. Postanowiłam, że jeśli któryś z weekendowych gości zapyta o nią to powiem, że kupiłam za kilka złotych na wyprzedaży w Pepco. Jak się ktoś nabierze to z dumą odpowiem, że to JA SAMA. A jak nie zapytają to… trudno.

Poza tym ten tydzień pomimo tego, że głowa trzyma się kurczowo nieustannego lekkiego bólu zapowiada się bardzo towarzysko. Po pierwsze dlatego, że już w okolicy środy i czwartku poza moim Szanownym i Panią Jolą ze sklepu, spotkam jeszcze kuriera albo dwóch, a jeśli szczęście dopisze to i trzech. To da łącznie PIĘĆ dorosłych osób z którymi zamienię kilka słów niemrawych. Jeśli wszystkie przesyłki przyniesie jeden człowiek to będzie to jedynie jedna osoba dodatkowa do niemrawego dialogu, ale to zawsze COŚ, a nie tylko do Dziecka Kochanego, czy do kotów gadanie. Łał.

W piątek wieczorem mam pakować paczki dla Szlachetnej Paczki i wtedy moje kontakty towarzyskie osiągną apogeum. Szczyt. Znaczy się, że szczytować towarzysko mam zamiar. A w sobotę osiągnę kontaktowe wyżyny bo Szanowny urządza urodziny. Będzie bigos, zupa prawie jak flaki, śledzie, pierożki z jabłuszkami na słodko i tarta… i wódka dla jednych do picia, a dla drugich… tych podwójnych i grubych… do wąchania. Mam nadzieję, że zakręci mi się w głowie…

Gula na fejsie

3 Komentarze

  1. Emocje są niestety niezależne od rozumu, bo serce swoje, mózg swoje. Odwieczny konflikt niemalże zbrojny.
    Uważaj przy tych wspinaczkach towarzyskich, żebyś się zakwasów nie nabawiła ;)
    Pozdro 600!

  2. „Postanowiłam, że jeśli któryś z weekendowych gości zapyta o nią to powiem, że kupiłam za kilka złotych na wyprzedaży w Pepco. Jak się ktoś nabierze to z dumą odpowiem, że to JA SAMA. A jak nie zapytają to… trudno.” – hahaha, ale to w moim stylu jest :D Swoją drogą uwielbiam Pepco, mam kilka fajnych dodatków stamtąd :)

    Gula, oj chyba obie chcemy, żeby wiosna nadeszła szybko! :D

    Buziaki, trzymaj się ciepło:)))

    • też lubię buszować po Pepco, szczególnie w dziale z rzeczami do kuchni i do mieszkania… a i tak wyłażę zawsze z zabawkami :)

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.