Jesteś? Bo ja tak.

Może zbyt długo zastanawiałam się nad odpowiedzią na pytanie „jesteś?”. Może trochę nie była pewna swojego bycia… ale jednak jestem. Jestem.  Zauważyłam się tańcząc z miotłą po mieszkaniu. Siedziałam w ciemnym koncie korytarza tuż przy tej części szafy w której trzymamy buty.

Widziałam dokładnie swoją twarz i dlatego jestem pewna, że to ja. Miałam zaciśnięte mocno powieki, poliki pozwijane wokół pięści, którą zagryzały wargi z wyszczerzonymi zębami. Ewidentnie chciałam, żeby to co wewnątrz bolało na zewnątrz. Czasami tak trzeba. Trzeba się kopnąć w piszczel, albo strzelić ręką w twarz.

Mówi się, że są ludzie, są sprawy, które zastępują cały świat… a co jeśli w tym świecie jest maleńka dziurka z której ucieka powietrze? A co jeśli w tym otworze widzę, że jest coś jeszcze?

Tylko matka matkę zrozumie z ilu „rzeczy” musi zrezygnować.

Gula na fejsie

4 Komentarze

  1. Myślę, że trzeba walczyć o siebie. Mimo miłości do dzieci. Mimo wymownych spojrzeń otoczenia. Mimo wyrzutów sumienia.

    • Same się gubimy i same musimy się odnaleźć. Czasami trzeba upaść i walną mocno tyłkiem, żeby poczuć, że jednak nadal się żyje… i by zrozumieć, że jest jeszcze tyyyle do zrobienia…

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.