To tylko cyferki??

Licząc od teraz, od godziny 15:30, za 18 godzin Dziecko Kochane pójdzie na swoje 1 zajęcia adaptacyjne do przedszkola. A Licząc od dziś, czyli od 16 grudnia 2013 roku, za 17 dni, czyli 2 stycznia  pójdzie już na cały dzień. Przez te godziny i dni postaram się nie ogryzać paznokci, nie mrugać za często powiekami przeganiając łzy, nie trząść brodą i nie czaić się pod oknami przedszkolnego budynku.

Natomiast z analizy sytuacji bieżącej wynika, że jestem w 25 tygodniu ciąży, czyli w połowie 6 miesiąca. Za 3 i pół miesiąca, czyli w okolicy 4 kwietnia 2014 roku planuję wypchać przez swe krocze dziecko numer 2, które przyjmie imię w skrócie brzmiące Pat.

Ponadto ważę 63 kg. Przytyłam 6. Masa 2-giej ciąży idzie łeb w łeb z masą 1-wszej. Na razie. I to mi odpowiada. Dobrze by było nie przytyć więcej niż poprzednio, czyli 12 kg.

Za 7 dni są święta, na które czekam jedynie z powodu prezentu jakie dostanie Dziecko Kochane. Będzie to elektryczna kolejka z 4 wagonami. Mam zamiar się nią pobawić. A za 15 dni będzie 31 grudnia, czyli ostatni dzień 2013 roku. Wiąże się z tym niestety impreza sylwestrowa, na którą jak przystało na mnie w ciąży nie mam ochoty. Wolałabym poczekać na nią za rok, gdy będę mogła wygodnie usiąść lub ewentualnie wygodnie się poporuszać, pojeść i popić tyle by mieć na drugi dzień lekkiego kaca i poczuć jak życie boli.

Z innych ważnych informacji, 3 lipca 2014 roku, czyli za 198 dni, planuję upchnąć swą (już) 4-osobową rodzinę do samochodu, pozostawiając w domu 2 koty i wyruszyć w podróż o długości 341 km, w tym 114 na autostradzie, do Gdańska, po to by zesrać się ze szczęścia szalejąc na koncercie muzycznej miłości mojego życia, czyli kapeli Pearl Jam (słów „zesrać” i „szaleć” proszę nie brać dosłownie. Owo sranie objawi się pewnie długo nieschodzącym bananem na twarzy, a szaleństwo jak się znam będzie po prostu gibaniem w przód i w tył). Na sam bilet, klnąc pod nosem wydam 207 złotych. Wydatek nie mały ale dający turbodoładowanie na kolejne 100 000 dni, tak więc absolutnie opłacający się.

Pomimo, że nienawidzę liczb i zegarków te powyżej jakoś mnie ciekawią.

Gula na fejsie

6 Komentarze

  1. Cyferki, nie cyferki, czas tak szybko zasuwa, że praktycznie jutro obudzisz się na tym koncercie. :D

    PS: Odnośnie obrazka – zupełnie nie wiem, o co chodzi z tymi ludźmi wkładającymi zwierzęce maski na głowę, ale mnie to przeraża. Tak trochę.

    • Też nie wiem po co to ludzie robią… to przerażające… makabryczne… i chyba dlatego tak lubię na takie foty patrzeć >;0)

  2. Czas nie leci, czas zapieprza, więc ten koncert to już tuż tuż :-) Mężowi kupiłam książki… jak zwykle :P

    • U mnie też zawsze pada na książki lub płyty… chciałam być bardziej oryginalna ale nic mi do głowy ciekawego nie przychodzi i pewnie na tym znów się skończy :)

  3. Fajne zestawienie i fajne plany.
    Nie robię aż takich dalekich, sama nie wiem dlaczego, bo przecież lubię ład i porządek, wiedzieć co i jak. Najgorszy problem mam zawsze z urlopem, a potem stres.

    • Też nie robię dalekobieżnych planów… jedyne jakie plany mam to plan zakupów na kartce, którą przyczepiam do lodówki i co jakiś czas uzupełniam i dopisuję… Tym razem jednak jakoś tak mi się podsumowało i wyszło WIELKIE ŁAŁ :)

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.