Tylko dla wytrwałych bo długo. O wigilii „kiedyś” i o trupie Dziadka Prawdziwego

 

Kiedyś święta były zupełnie inne. Miały inne zapachy i barwy mimo, że zbudowane były z podobnych cegiełek.

Na wigilię jeździliśmy z mamą, tatą i siostrą do Babci Głogowskiej autobusem bo tato wychylał kielonka z wujkiem Tadeuszem. Dzierżyliśmy w dłoniach pakunki w których były sałatki lub ciasta mimo, że babcia na pytanie mamy: „Co przywieźć?”, odpowiadała: „Nic! Wszystko jest!”. Dziś mama tak mówi do mnie i do mojej siostry: „Nic! Wszystko jest!”

Kiedyś 2-pokojowe mieszkanko Babci Głogowskiej pachniało suszem i racuchami ustawionymi na rogu stołu przy mojej miejscówce. Wtedy to lubiłam, dziś wiem, że nawet kochałam. Bardzo. Były też pierogi jakby w żółtym kolorze bo smażone na jakimś takim specjalnym oleju. Pięknie przypieczone, chrupiące i kruche z nadzieniem kapuściano-grzybowym. Czuję ich zapach do dziś. Mimo kataru. Było głośno i wesoło, a nad stołem do późnego wieczora unosiło się pełno aromatów i rozmów.

Była też siostra cioteczna mojej mamy Marzena z dwójką dzieci i mężem Mirkiem, którego nie cierpiałam bo miałam wrażenie, że patrzy na mnie nie tak jak powinien. Oni są dla mnie najbardziej zamazani i za mgłą. I dobrze bo i tak nie mamy z nimi kontaktu. Mirek oszukał moich rodziców przy robieniu wspólnego biznesu. Wiem tylko, że mimo to, że zdradził Marzenę i zrobił dziecko innej nadal są razem. Cóż…

Z wspomnianym wujkiem Tadkiem przychodziła ciotka Baśka z końskimi zębami i jej dzieciaki, czyli moi kuzyni. Emilia w moim wieku, a Artur mojej siostry. Po latach okazało się, że Tadeo był domowym terrorystą, który nigdy nie pozwolił ciotce kupić pralki, tylko kazał prać ręcznie. Nie pozwolił też na naprawę kibla z którego ciągle lała się małym strumykiem woda, ani na remont, ani na inne „zbędne” wydatki. Zamknął ją w klatce jak ptaszka i pozwolił by zdziczała i głowy poza ramę okna nie wychylała. Może dlatego trzy lata temu na jego pogrzebie nie płakała? Mama mówi, że w końcu zrobiła remont mieszkania, ma pralkę, naprawione wc i nową kanapę. Tak więc można rzec, że dzięki jego śmierci odżyła. Ale wracając do wigilii u Babci Głogowskiej…

Zawsze czekaliśmy na chwilę gdy wreszcie można było odejść od stołu by pójść do mniejszego pokoju. A tam…

…a tam był łóżko, które zawsze wywoływało w mojej głowie skojarzenia czarne. Bo babcia miała pościel, którą zwało się pierzyną. Wielka kołdra i ogromne dwie poduchy. W ciągu dnia nakrywała je ciemną kapą, przez co wydawało mi się, że pod nią ktoś leży… a nawet gorzej – że tam jest nieboszczyk! Czekałam więc aż ktoś siądzie pierwszy. Ja nie. Ja nie chciałam bo obawiałam się, że usiądę na rękę, nogę lub brzuch trupa. Czekałam kto się odważy pierwszy. Szybko ktoś siadał bo albo nie bał się trupa albo nie myślał tak jak ja…

…a ja byłam prawie pewna, że tam leży Prawdziwy Dziadek, o którym mama powiedziała, że „wyjechał do Jeleniej Góry i tam podczas pijackiej burdy go zabili. Nazywał mnie wyrodną córką bo jako jedyna z wszystkich sióstr stawiałam mu się gdy leciał z rękami do mamy”. A ciotka Dzidka ta świętojebliwa, nie przeklinająca, zawsze uśmiechnięta i skromna powiedziała o nim kilka lat temu: „Pojechał do Jeleniej Góry do swojej kurwy i tam go zabili”. I tyle o nim wiem. Kropka.

Nie znałam go bo zabili go dawno, dawno temu, gdy mama jeszcze nie była moją mamą. Przez długi czas mieszkali całą rodziną w baraku. Potem dopiero był dom. I koty. Koty i dom już pamiętam. Nie pamiętam za to kiedy pojawił się dziadek Głogowski, do którego mama mówiła per pan. Wskoczył mi w czasoprzestrzeń bez zarysowania tej chwili we wspomnieniach jakby był śliski i obły. Przypominał wyglądem tego cholernego Jaruzela. Miał taki sam kształt głowy, takie same zakola i okulary. Tylko był potężniejszy. Nie był za dobry dla babci. Nie bił, nie poniżał, ale był niemiły i nie kochał. A to przecież za mało.

Gdy babcia stała się jeszcze bardziej babcią, okazało się, że ukrywała przed rodziną, że wymiotuje na czerwono. Zobaczyłam to na oczy me własne, w szpitalu gdy leżała biała jak pościel z zakrwawioną brodą i kołdrą. Siostra z mamą przed drzwiami jej pokoju płakały, a ja weszłam do środka. Spojrzałam na nią, a ona wyszeptała: „Wyjdź! Wyjdź”. Okazało się, że Pani lub Pan Śmierć zanim przyszli wysłali jak paczkę z wąglikiem cukrzycę, żylaki w przełyku i marskość wątroby. Taki pakiet „3 w 1”. Ejmen.

Nigdy więcej nie widziałam łóżka na którym mógł leżeć trup Dziadka Prawdziwego, nie widziałam też Dziadka Głogowskiego, który podobno też już nie żyje. Nie było już też nigdy więcej takich wigilii. Teraz…

… teraz święta są inne. Teraz ja jestem jedną z siedzących przy stole ciotek, a mój mąż jest jednym z wujków, który dyskutuje na tematy przywódeczkowe, gdy dookoła biegają roześmiane dzieciaki. Teraz się pozmieniało ale mimo wszystko, mimo tylu lat, które minęły, nadal mam w sobie zakonserwowaną wigilię Babci Głogowskiej i leżącego pod kapą w małym pokoju trupa Dziadka Prawdziwego i nadal ją odtwarzam w okolicy 24 grudnia… każdego roku.

Gula na fejsie

 

8 Komentarze

  1. Ah, Gulo… Przeczytałam Twoje wspomnienia, przywołałam moje i zastanawiam się… Czy klimat tamtych świąt był rzeczywiście inny, czy to my się zmieniliśmy i już tego tak nie czujemy? Czy w ferworze dnia codziennego, obowiązków, konieczności mamy czas i siłę na przystanięcie i poczucie tego świątecznego klimatu? Jesteśmy chyba zbyt zaganiani, aby docenić chociaż najmniejsze świąteczne akcenty.
    A poza tym, tak jak napisałaś – zmieniliśmy miejsce przy stole i dzisiaj my jesteśmy ciotkami, wujkami, tymi, którymi dla nas było nasze wujostwo. „Nasze” dzieci święta czują i się nimi cieszą. A kiedy my będziemy na emeryturze, oni będą mówić: te święta są inne, kiedyś były bardziej klimatyczne.
    Szkoda.

    Pozdrawiam :)

    • Jedno jest pewne… mam nadzieję, że moje dziecko i dzieciaki mojej siory, a potem ich dzieci (bo chcę ich koniecznie doczekać!) będą mieć ciepłe wspomnienia ze spotkań świątecznych… i że nikt się nie wykruszy za wcześnie i że będzie duuużo ciepłaaaaa…

    • Trochę ludzi się wykruszyło ale wyprodukowałam już jednego nowego i czekam na drugiego. Trzeba zapełnić lukę >;0)

  2. Trzeba przyznać, że dość osobliwe wspomniena, jak na tę porę roku.
    Cukierkowymi bym ich nie nazwała, oj nie…
    Ale za to mam wrażenie, że Twoje wigilie, mimo traumatycznych wspomnień, są jakby cieplejsze, bo masz na nie co raz większy wpływ (a przynajmniej możesz mieć, jako ta cioteczka :)))
    A to chyba dobrze,
    Najlepszego!

    • Uwielbiałam wigilijne spotkania w dzieciństwie. Wtedy jeszcze nie było wiadomo, że przy stole siedzą źli ludzie. Wydawali się ok. Fałsz zasłaniali maskami. Teraz jest inaczej. Niektórych brakuje ale pojawiają się nowi, równie wartościowi :)
      Najlepszego!

  3. Moje wspomnienia są dość ubogie, bo może rodzina mała, mało sensacji i historii dziwnych, smutnych, zdumiewających… ale są to wspomnienia ciepłe. Głównie Święta spędzane były w moim rodzinnym domu, jest to taki pępek świata dla całej mojej najbliższej rodziny (czyli w tym: moi rodzice, moje rodzeństwo teraz już z małżonkami i dziećmi, moi dziadkowie od strony mamy, no i siostra mamy z aktualnym wybrankiem), były Święta u dziadków w Niemczech – bez wizji trupa pod pierzyną, ale za to z wypchanym truchłem różnego ptactwa, oskórowanym lisem, przerobionym na szal, i lalkami na pościeli u ciotki, siostry babci. Były Święta z Moim w Egipcie – never ever. No i innych to chyba nie było, co najmniej 97% Świąt spędzonych w Pępku Świata =]

    Po Świętach widać jak czas biegnie, jak wszystko się zmienia, jak osoby zmieniają się w dziadków, babcie, mamy, ojców, ciotki i wujków. Przyznam się, że czekam na takie, kiedy z Moim dołożymy już swoje pociechy, kiedy będzie nas tak dużo i głośno, prezentów cały stos…

    Uwielbiam Boże Narodzenie =]

    • Ogólnie świat aż tak nie celebruję bo po prostu jestem niewierząca, ale są to cholernie ważne dla mnie chwile ze względu na rodzinę, a przede wszystkim ze względu na dziecko… nie mogę mu tego nie dać, zabrać i na pewno nie odważyłabym się na święta w Egipcie… chyba nie czuć było w ogóle klimatu, nie? Dziwne to musiało być :)

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.