Syndrom wicia gniazda i kryzys wieku średniego…

 

Podejrzewam siebie i Szanownego, że dopadła nas schiza na całego…

Gdy dziecko do przedszkola co rano wędruje ja sprzątam, porządkuje, a On na basie i bębnie koncerty mi funduje. Nie wiem, czy to wolnym czasem zachłyśnięcie, czy zdrowe w głowę pierdolnięcie? Nie wiem, nie wiem…

Dziś na przykład rano wstałam, Dziecko Kochane nakarmiłam i ubrałam, a następnie do placówki z mężem oddelegowałam. Następnie dźwigając pod brodą dwie olbrzymie piersi i kulę brzucha w której Dziecko Drugie próbuje dosięgnąć mi przez jelita do ucha: zupę ugotowałam, zlew w kuchni odgruzowałam, wyczyściłam też czajnik i lustro w łazience odkamieniłam cytryną, uzupełniłam album z pamiątkami i zdjęciami malucha i coś mi jeszcze szepcze do ucha, że zanim siądę z książką na kanapie gdzie mój mąż na basie palcem drapie, poukładam jeszcze w szafie. Mam też w planach kolejne pierdółek do dziecięcego pokoju ręczne szycie i dopisanie tego co kiedyś zaczęłam spisywać, a podyktowało mi życie.

Analizując swój stan psychiczny i biologiczny, oraz biorąc pod uwagę dzień który mamy i ile tego luzu przed sobą zanim znów dziecko zawładnie nam głową, ręką i nogą, stwierdzam, że najprawdopodobniej dopadł mnie syndrom gniazda wicia… Wynik wychodzi mi właśnie taki, przyznaję się bez bicia.

Co się z kolei mego Szanownego tyczy to chyba coś poważniejszego niż sprzątanie po spaniu pryczy, bo to może być kryzys wieku średniego… Co prawda porsche nie kupuje i nie ubiera się w ciuchy w których na młode dupy poluje, ale oszalał z grą na perkusji i na basie,  nawala w nie tylko ile da się! Nie tylko sam siedzi non stop w swoim hałasie, ale i mi pokazuje co palcem brzdąka lub co pałkami wystukuje. Zapisał się do Drum Academy, ponadto jutro rano idzie do sali prób gdzie można bębnić tak głośno, że nie obudzi się nawet trup, a wieczorem po pracy ze swym basem pędzi do kolegi co ma chyba ten sam „uraz głowy” bo zakupił do domu bębny i talerze i wali w nie ile wlezie…

Nie wiem czy to szaleństwa i wicia gniazda początki, czy może zwykłe muzy granie i zwykłe porządki?

Gula na fejsie

 

12 Komentarze

  1. Oo, mąż mojej przyjaciółki też dostał ostatnio oszalał na puncie perkusji i wali w talerze ile w lezie!

  2. Eeej, jaki wiek średni, toż to kolejna odsłona szalonej młodości :D Twój gra na basie, mój napieprza w piłkarzyki :-)

  3. Szwagier ma perkusję elektryczną i problem hałasu z głowy – zakłada słuchawki i może szaleć nawet przy dziecięciu śpiącym ;]

    A z cyklu mężów odgrzewających szaloną młodość, to Mój zapisał się do klubu strzeleckiego i robi za Rambo w co któryś weekend „szczelając” do tarcz wszelakiej maści ;p

    Dobrze, że jeszcze po pchlich targach nie zaczęłaś chodzić, znosząc do domu co dziwniejsze różności „dosłownie za grosze, bo przecież mogą się przydać” ;p

    • Mój też ma słuchawki… nie zawsze zakłada. Często napiernicza w dzień i mam ochotę go wtedy zamordować… ale hamuje się bo pocieszający jest fakt, że dzięki graniu nie wgapia się bezsensownie w tv, za którą nie przepadam i że ma jakąś pasję… To takie moje pocieszenie na Jego ogłupienie :)))

  4. Czy Ty to czujesz?
    Czy czujesz jak pięknie rymujesz?
    O gniazda wiciu
    i w ogóle o życiu???

    Całkiem masz normalne odruchy,
    To zwykłe brzuchowe wybuchy ;)

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.