Sen…

 

Robię kanapki na kolację…

- Zrobić i Tobie? – pytam.

- Yyyy taaak ale z małą ilością pieczywa – odpowiada.

I to wcale nie był żart.

Doprawdy ciężko żyć bez faceta, bo samotnie bo pusto, ale Z też wcale nie kolorowo, bo nie prosto i nie tylko na kibel trzeba oko przymykać, ale też mózg wysilać do rozszyfrowywania kodu w jakim ten gatunek stara się porozumieć z otoczeniem.

Nawet z małym, niespełna dwuletnim mężczyzną bywa ciężko, szczególnie o 5 rano gdy woła:

- Mamaaa! Kupa idzie!

Nie jest łatwo rozbujać się jakoś, zakołysać ciałem tak, żeby balast wielkiego ciężarnego brzucha ściągnął cię stopami na podłogę. Nie jest łatwo tym bardziej, że mini facet w brzuchu kopał od 3 do 4 z minutami.

Nawet koty, wredne samce dwa potrafią dać w kość… robiąc kupę tuż przed 7. Grzebanie w kuwecie obudzi każdą kobietę… bo męża i dziecko OCZYWIŚCIE nie.

Jak żyć? Jak śnić?

Ziewwww… Sorry, taki klimat. Dobranoc.

Zzzzzzzzzzzzzzzz… .

Gula na fejsie

 

12 Komentarze

  1. Nie jest łatwo być facetem, szczególnie gdy wokoło same kobiety (jak u mnie). Czasem trudno zrozumieć o co chodzi, dlaczego tak, po co tyle komplikacji.
    Ale bez nich to całkiem do d… by było.
    :)

    • Bez tych moich chłopów też sobie życia nie wyobrażam ale łatwo nie jest :)
      P.s. tylko czemu, czemu faceci nie czyszczą po sobie kibla??????????????????? Rety! >;0)

  2. Tak, zrozumieć faceta… Potrzeba lat praktyk, prób, doświadczeń, sukcesów, porażek i znów prób, doświadczeń… aaa! Z Lwem mamy tak, haha, że jak jesteśmy w większym gronie, wystarczy, że jest o jedną osobę więcej i Lew zacznie coś opowiadać, to słuchać patrzy trochę zdezorientowany i pyta „ale, że jak? że co?”, na co ja przewracam oczami (bo przecież wiem o co Lwu chodzi) i mówię „Lew, wyobraź sobie, ze tata nie czyta ci w myślach, opowiedz to normalnie”, no i wtedy Lew opowiada normalnie tak, żeby normalny człowiek, który żoną jego nie jest, zrozumiał. Ach, no i przecież to nie tak, że ja tę historię znam – nie znam! Ale znam sposób formułowania przez Lwa myśli… No i ten kod… O masakra, trochę to straszne.

    Też do Lwa posługuję się kodem, takim naszym wspólnym, bo gdyby to był kod tylko jego, to byśmy używali tylko monosylab :D I tylko, gdy jesteśmy sami, naprawdę w rzadkich okolicznościach przy kimś, ale jeśli już przy kimś to np. wtedy kiedy siedzimy przy stole, jest nas spora grupa, ktoś coś opowiada, słuchamy, a ja chcę poprosić Lwa, żeby poszedł do pieca i zobaczył jaka jest temperatura, jeśli 65 to zmniejszył na 55 i zajrzał do środka i ewentualnie dołożył… Aaaa! Przecież nie będę tego wszystkiego mówić! Nie dość, że komuś przerwę opowieść, to jeszcze moja prośba do Lwa zajmie więcej czasu niż dokończenie przez gościa swojej historii życia :D No, to wtedy mówię po naszemu i nikt, ale to absolutnie nikt nie wie o co chodzi…
    - Co ty chciałas od Lwa?
    - Nic, nic, mów dalej

    :D

    • Tiaaa jak się wybierze tego swojego chłopa, to trzeba poznać jego język, jego kod i zaakceptować to, że podczas sikania czasami znaczy teren… :))))

      • A to Lew akurat z tych, którzy czyszczą kibel po sobie :D I w ogóle czyszczą, zmywają, odkurzają, myją podłogi – sami z siebie i to a regularnie, ha! (grzebałam w jego kodzie genetycznym, przestawiłam parę zwojów, coś odłączyłam, podłączyłam – działa!)

  3. Ło matko, ale Ty masz wybitnie zmaskulinizowaną przestrzeń życiową!
    Nie dość, że wokoło pełno, to jeszcze jeden facet w środku. I weź to jakoś teraz przeżyj ;]

  4. A ja muszę pochwalić mojego ! Czyści kibel…. sam, bez musu… Czasem ma tylko problem, aby najpierw opuścić deskę, potem spuścić wodę… Ale daje radę… Choć też nie raz nie kumam Jego filozofii…

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.