Już jest

 

Trochę nie było mnie tu bo byłam tam, wśród szpitalnych ścian. Kilka dni. Planowałam odpocząć, wypocząć, żeby mieć na później siłę. Miałam zamiar poczytać, obejrzeć film w telefonie. Jednak nie zdążyłam. Nie dało rady bo kurcze złapały mnie skurcze, których nie zauważał nawet radar na KTG. Nie przechodziły po nospie i po czymś ohydnym w płynie.

Rano, w dzień przed rozpoczęciem najpiękniejszej, najcudniej pachnącej i najładniej kwitnącej pory roku otworzyłam się na świat i łypnęłam na siedem centymetrów otwartym okiem. Kroić! Szybko panią trzeba kroić!

Strzał w plecy. Nóż w rękę. Ponaciskali, pognietli, wyszarpali. Zaklęłam pod nosem kilka razy „o kurwa, o kurwa”… A potem usłyszałam jak kwili. Gula wyrosła w gardle, a oczy zapłakały ze wzruszenia. Ktoś przyniósł Go do mnie. Dostawił do policzka. I cisza. I spokój. Przestał krzyczeć i mnie wołać. Znów byliśmy razem. Przestał się bać. Ja też.

Od tygodnia jesteśmy w domu. Jak jest? Nie łatwo. Nie lekko. Czasami wesoło i radośnie, a czasami śpiewam „bluuusss, na na na bejbi bluusss na na naaa naaaa”.

Gula na fejsie

 

List miłosny do męża

- Zakładaj codziennie maluchowi czyste body i sprawdzaj czy spodenki i kamizelka w której wrócił z przedszkola nadają się na następny dzień.

- Około 16:30-17:00 maluch lubi podjeść (przykładowo: jajecznica, pierożki z serem (zamrażalka) z jogu.naturalnym lub śmietaną i posypane trochę cukrem, parówki (te dobre) pokrojone na drobne talarki bo jak są duże to pluje „skórką”. Manna z bananem i rozpuszczoną jedną łyżeczką mleka modyfikowanego).

- Miej dla malucha codziennie świeżą bułeczkę – lubi jeść po przedszkolu. Jak będziesz odbierał razem z nim Kubusia to kupuj około 6 kajzerek. Lubią z masełkiem.

- Miej w lodówce serki homogenizowane. Jak będzie/będą chcieli zjeść to po wyjęciu wstaw do mikrofali na 15 sekund, a potem wymieszaj.

- Na weekend przygotuj zupę, najlepiej z kaszą jęczmienną i sporą ilością marchewki. A na drugie danie możesz zrobić np. sznycelki z indyka i makaron lub ziemniaczki + ogórek.

- Dawaj Piotrusiowi codziennie wit C i łyżeczkę miodku.

- Kąpiel ok. 19:30 i spanie po 20:00 + jedna bajka „Raa Raa”.

- Baw się i wygłupiaj z nim, a mniej rób coś na siłę. Daj mu trochę swobody :).

- Kładź się wcześniej spać, żeby wstawać tak rano jak On.

- Nie zamykaj sobie drzwi sypialni, żeby usłyszeć jak będzie Cię w nocy wołał.

- Jak kot szary biega i wydaje dziwne odgłosy to znaczy, że zrobił kupę I TRZEBA JĄ WYWALIĆ Z KUWETY.

- Jak kot czarno-biały łazi i miałczy przez kilka minut, to znaczy, że w ciągu 7 minut zrobi kupę I TRZEBA JĄ WYWALIĆ Z KUWETY.

- Zamiataj co dwa dni podłogę bo kudły latają.

Ok. teraz mogę rodzić.

Gula na fejsie

 

Mamusia panikuje???

Dziwne jest to macierzyństwo. Dziwne to uczucie, że jest się mamą, taką jak moja mama. Bo przecież mama to moja mama, ale że ja? Że już dwa lata? Przecież ten maluch biegający pod domu to… to takie małe ja. Ale, że syn. S Y N?

Myślę o tym od wielu dni. Mam taką chęć i takie poczucie, że to moje myślenie mnie jakoś kształtuje, jakoś mnie lepi od środka na nowo. Pewnie to za sprawą drugiej ciąży. Drugiej… o rety… na serio niedługo będę taką większą mamą niż wcześniej, bo razy dwa. A przecież cały czas mam ochotę iść z kumpelami na piwo, na wódkę przegryzaną cytryną, na szaleństwo jakieś nieokiełznane, na koncert i darcie ryja… i oglądam się za motocyklem gdy zabrzęczy, i zaciskam oczy i udaję, że w sercu czuję tylko radość, a smutku nie…

…a potem wyrywa mnie z tego świata słowo usłyszane nocą od Dziecka Kochanego:

- mamuuuusiaaaa.

Kuźwa, to do mnie. To ja mamusia. Na serio. To co, że trampki, to co, że coś tam na ciele, to co, że sobie kurwą i ja pierdole pod nosem zanucę. Mamuuuuuusia. I to nie o moją mamę chodzi. Kuźwa, to o mnie. I to ja za niedługo cycki na zmianę będę wywalać i podtykać pod buźkę małą S Y N A numer 2.

O rety! O wiosno! O kurde! To się dzieje naprawdę????

Czy ten wpis to atak paniki przedporodowej???

Gula na fejsie

Będzie się działo…

Absolutnie nie zapeszam i z dobrego nastroju nie robię żołądka rozstroju. Dziecko z Brzucha, a propos wyjścia na świat nadstawia już ucha. Lekko podrosło, ale pozycji dupiną do świata nie zmieniło. Za niecałe dziesięć dni najprawdopodobniej zostanę cesarzową, a na swym ciele będę miała uśmiechniętą bliznę nową.

Jest mi lżej, jest mi lepiej i niech tak zostanie. Pobyt w szpitalu zapowiada się długi, a tak to już jest, że dla dzieci matki stają się jak rasowe wariatki. Martwię się tylko o Dziecko Kochane, że beze mnie, że nie przytulę za szybko, że na tak długo… Nie potrafię się do niego zdystansować, mniej całować, rzadziej zaglądać w nocy do pokoju, żeby potem był mniej zazdrosny… nie da rady, no nie da rady…

Ale…

…a razie staram się o tym za dużo nie myśleć, żeby nie chlipać i nie cierpieć. Na razie zaprzątam sobie głowę ile tylko mogę sprawami innymi. Bo głową, rękami i nogami wlazłam w inny świat mam, tam gdzie się cieszę i nie narzekam…

Przerwa na reklamę:

Zapraszam wszystkie przyszłe i obecne mamy, na razie tylko na fanpge, ale już niedługo wypierdacza strona. Akurat urodzę drugie dziecko, chwilę odsapnę i powstanie Wu Wu Wu…

P.s. O Guli tam się nie wspomina! Plizzzzzzzzz…

Tymczasem klikamy tutaj:

Mama moja

Bez tytułu

 

Te ostanie dni… te ostatnie godziny były ciężkie. Jak głazy spadające na głowę. Pierdziut, jebut! Wdeptywało się raz za razem w jakieś gówno, ale mimo to szło się dalej szło.

Bo co można zrobić w sytuacji gdy dostajesz skierowanie do szpitala, bo dziecko nie rośnie, bo wód za mało? Ryczysz, ale brniesz pod wiatr dalej. Cycki do przodu, głowa do góry!

Potem izba przyjęć i 3 i pół godziny na dupie, wśród takich jak Ty. Przestraszonych, zmartwionych, z podkrążonymi oczyma. KTG w pokoju z wzdętymi, z jednymi brzuchami jakby normalnie ciążowymi, i olbrzymami pełnymi rozstępów, rozciągniętymi tak bardzo, tak mocno jakby zaraz miało je rozerwać, jakby miały pęknąć, wybuchnąć i uderzyć cię zawartością w twarz… po to by spoliczkować, ocucić, docenić, obudzić.

Siedzenie na krzesełku koło trzech kobiet w szlafrokach, z welfronami, bez brzuchów… i te słowa wpadające do ucha:

- lekarz mówi, żeby się znów starać jak najszybciej, żeby zapomnieć. Moja mama też straciła…

Zatkać uszy, zwiać, schować się, nakryć głowę grubym kocem!

- Pani Gula!

Wchodzę, czekam jak na wyrok…

- Wód trochę więcej, lekko ponad tą najniższą granicę… ale co tu mamy. O, niespodzianka! Ułożenie miednicowe!

- Ups, to cesarka będzie?

- Drugi poród, dziecko małe… da pani radę. Poród naturalny. Będzie ciężko ale da się.

Kurwa… coś jeszcze? Bo w sumie to mogłoby w końcu być weselej, lepiej, łatwiej. O tak wiele proszę??

Gula na fejsie