Już jest

 

Trochę nie było mnie tu bo byłam tam, wśród szpitalnych ścian. Kilka dni. Planowałam odpocząć, wypocząć, żeby mieć na później siłę. Miałam zamiar poczytać, obejrzeć film w telefonie. Jednak nie zdążyłam. Nie dało rady bo kurcze złapały mnie skurcze, których nie zauważał nawet radar na KTG. Nie przechodziły po nospie i po czymś ohydnym w płynie.

Rano, w dzień przed rozpoczęciem najpiękniejszej, najcudniej pachnącej i najładniej kwitnącej pory roku otworzyłam się na świat i łypnęłam na siedem centymetrów otwartym okiem. Kroić! Szybko panią trzeba kroić!

Strzał w plecy. Nóż w rękę. Ponaciskali, pognietli, wyszarpali. Zaklęłam pod nosem kilka razy „o kurwa, o kurwa”… A potem usłyszałam jak kwili. Gula wyrosła w gardle, a oczy zapłakały ze wzruszenia. Ktoś przyniósł Go do mnie. Dostawił do policzka. I cisza. I spokój. Przestał krzyczeć i mnie wołać. Znów byliśmy razem. Przestał się bać. Ja też.

Od tygodnia jesteśmy w domu. Jak jest? Nie łatwo. Nie lekko. Czasami wesoło i radośnie, a czasami śpiewam „bluuusss, na na na bejbi bluusss na na naaa naaaa”.

Gula na fejsie

 

15 Komentarze

    • I o to to!! Daj czas na blogowanie! :)))
      P.s. jak na razie jest mega spokojny… przeciwieństwo brata i rodziców :))

  1. Jeeeeeee dziiidziuuuuś =D
    Ale wyczekiwałam na tego posta, jak już wiadomo było, że pora otworzyć okno na świat ;] No i w końcu jest =D
    Gratuluje Guli-Mamusi!

Odpowiedz na „~AriettaAnuluj pisanie odpowiedzi

Wymagane pola są oznaczone *.