Tymczasem…

Być sobą, być mamą, być żoną i osobą kochaną, i szanowaną. Być miłą gdy nie wyspana, gdy małymi pazurkami pierś podrapana i gdy sutki bolą pogryzione, dziąsłami jak sekatorami. Cieszyć się ze wszystkiego dookoła i z tego, że słońce i że niedługo będzie bzyczeć pszczoła. Być. Trwać i nie udawać, ALE koniecznie się cieszyć!

Oczekuję na czas lepszy dla mnie. No bo chyba mogę prosić od losu o taką zapomogę? Oczekuję więc na przykład, aż nadejdzie moment, że wcisnę się w swoje spodnie, że worki ciążowe wywalę w kąt, że piersi wrócą i kształtem w głowie mi nie przewrócą, że nie będą długie i lejące, ale okrągłe i sterczące.

Chciałabym się znów poczuć jak kózka młódka. Taka lekka, taka żwawa i energiczna, i jak najmniej nostalgiczna. Z plecami wyprostowanymi i łopatkami pięknie ściągniętymi. Z włosami lśniącymi, nie splątanymi, z miną dziarską, z uśmiechem prawdziwym, niewymuszonym, z nosem wciągającym zapachy z łąk, pól, mórz, jezior i wzgórz. Z oczami czujnymi, błyszczącymi, gwiazdy nocą odbijającymi.

Tymczasem gdy tak nie jest, mruczę sobie nieustannie, jak mantrę, że tak właśnie będzie. Powtarzam też słowa Bożeny, ze to się opłaca, że potem to tak fajnie i że królową wśród swoich facetów się jest. Jednym okiem parzę na to co piszę, drugim doglądam w swej wyobraźni rysowania korony z żurawiną i rodzynkami, bo nie chcę żeby była wysadzana diamentami. Chcę żeby była z sezamków i wafli w czekoladzie i chcę żeby przypominała mi o osiągniętej życiowej harmonii i o ogólnym psychicznym ładzie.

Gula na fejsie

6 Komentarze

  1. No, cierpliwość jest cnotą ;]
    Moja Siostra, która odchodzi od zmysłów, szczególnie przez swojego synka, to codziennie odlicza dni, kiedy w końcu znów zacznie być kobietą, a przestanie być organizmem, zaspakajającym potrzeby swoich dzieci.

  2. Tak, tak, a potem znów będzie płacz jak Drugie Dziecko Kochane zacznie do przedszkola chodzić, kiedy to miałabyś trochę czasu tylko dla siebie :P

  3. A ja czasami, kiedy starsza córka jest w żłobku, zostawiam męża z młodszą latoroślą (na szczęście jada już nie tylko cycka, ale też zupki, więc mam trochę więcej czasu) i ulatniam się gdzieś. Najczęściej połazić trochę po sklepach albo usiąść z książką w kawiarni. Wspominam wtedy czasy, kiedy mogłam wsiąść na rower i pojechać na cały dzień za miasto, albo przeleżeć cały dzień na kanapie z lekturą w ręce. I tak sobie myślę, że to jeszcze kiedyś wróci. Najprawdopodobniej na emeryturze, kiedy będę już zbyt ślepa, żeby czytać i za stara na jazdę na rowerze… :-)

Odpowiedz na „~inoueAnuluj pisanie odpowiedzi

Wymagane pola są oznaczone *.