Znów piorę, zamiatam i mopuję… ufff…

Ostatnio był czas, który trwał w zamknięciu przez siedem dób. Tysiące szamoczących się między czterema ścianami godzin. Pełno wśród nich smętnie poruszających się postaci, zapłakanych i krzyczących krasnoludków.

Krzyki, wrzaski, zdzieranie gardeł pełnych gulgoczących i niezrozumianych słów o goryczy, smutku, żalu pełnego niezrozumienia i strachu długo nie zapomnę, a bardzo chcę.

- Niech pani wyjdzie – powiedziała bo myślała, że będę się bała, że może będę panikowała albo jej po prostu przypieprzę. Wenflon w rączce, nóżce, w głowie… krew do próbki numer jeden, do próbki numer dwa i trochę na leżankę rozmiękczając tym samym nieskazitelnie biały papierowy ręcznik.

Ściany pokoju z każdym dniem były bliżej siebie. Coraz ciaśniej i ciaśniej. Z każdą godziną coraz mniej powietrza:

- Proszę jak najmniej wychodzić na korytarz, żeby nie złapać czegoś od innych i myć często ręce. Koniecznie!

Przekonałam się o tym, że mam głowę na zawiasach i że one się czasem obluzowują. Dowiedziałam się o tym, że szyja może skrzypieć, a ręce mogą wykręcać się jak gałęzie drzewa by nieustannie zaplatać dla dziecka jak dla pisklaka chroniące go gniazdo. Kręgosłup połamany od schylania i z okna podmuchu zawiany.

Gadające głowy dookoła, uważające się za mądre jak na mnie, zbyt pełne wiedzy od której jestem zależna. Władające słowami i gestami, od których liczy się czy będziemy tu czy tam. Miłe, podłe, ciepłe, oschłe, z pretensjami i bez, z uśmiechem i cienką linią zamiast ust.

Totalna bezsilność, frustracja i irytacja.

- Pochowajcie się do kurwy nędzy do swoich pokoi, wy z małymi niewinnymi twarzami! Skryjcie się głęboko w swoich norkach i tam prychajcie, kichajcie, srajcie i sikajcie! Przechodząc obok was do kuchni po wodę wrzącą boję się waszych wyziewów i unoszącej się chorej aury! Sio! Idźcie w pizdu! Idźcie w cholerę! I nie udawajcie, że nikt z was nie chodzi do łazienki dedykowanej dla pokoju 224! To moja łazienka! Niech każdy kisi swoje zarazki w swoim kiblu, pod swoim prysznicem, zlewem i przed lusterkiem! To moja łazienka! Moja na ten czas, psia jego mać moja!

…tak krzyczałam wzrokiem, patrząc na chore dzieci i ich rodziców ze szpitala…

Tymczasem znów piorę, zamiatam i mopuję. Znów gotuję i widokiem pełnego zlewu i pustej zmywarki się irytuję. Znów drapanie kotów w kuwecie skłania mnie do sprawdzania, czy to niewinne siku, czy bomba nuklearna, której trzeba pozbyć się w kiblu. Znów podlewam kwiatki i zmieniam pościel. Znów zawieszam świeżo pachnące ręczniki i znów…

Ufff dobrze być w domu.

Gula na fejsie

banksywashing

5 Komentarze

Odpowiedz na „~TalkaAnuluj pisanie odpowiedzi

Wymagane pola są oznaczone *.